Miasto Radom. Był niezwykły słoneczny dzień, radomskiej dziurze. Wszyscy spodziewali się, że coś dzisiaj będzie nie tak. Około godziny 12:00 na przypadkowym rondzie zrobiła się bardzo dziwna dziura. Na samym jej dnie nie było nic widać, oprócz małego światełka. Nie można było zidentyfikować co to jest. Tubylcy zgromadzili się wokół tajemniczego otworu. Do zbadania jego czeluści zgłosiło się dwóch meneli z długimi brodami, być może zrobili to przez nadużycie napojów alkoholowych. Więc zostali oni spuszczeni
po linie w dół. Okazało się, że razem z nimi spuściło się
też dwóch gimbusów, nikt nie zdarzył zareagować. Podróż w głąb dziury była dość długa. Trwała pół dnia, albo nawet dwa, ale ekipa w ogóle tego nie odczuła. W końcu dotarli do wnętrza ziemi. Menele którzy zdążyli już wytrzeźwieć, dotarli tam wcześniej, a gimby trochę później. Pierwsi szli wolnym tempem do końca tunelu, który znaleźli przy miejscu zejścia. Młodsi szybko ich dogonili, i gdy zrozumieli w jakiej warstwie społecznej są, bardzo się rozśmieszyli, nie wiedzieć czemu. Jeden postanowił zagadać do nich tak jakby nigdy nic.-Ej, który mają panowie level w LoL'u
Na końcu długiego tunelu znajdowało się nic. Zupełnie nic. Pusta kamienna ściana. Nikt nie wiedział co to ma być. Macali ją w różnych miejscach, albo pchali. Wszystko na nic. Robili to cały dzień, ale nie było żadnych efektów. Mieli zamiar wrócić na powierzchnię, kiedy ni stąd ni zowąd rozległo się głośne-MARKANDOLA.-nikt nie wiedział do kogo należał ten głos, ani skąd się wydobył. Ale na te słowa kamienna ściana zniknęła! Zdezorientowani przyjaciele przeszli przez wyjście z tunelu. Za przejściem znajdowało się bardzo dobrze oświetlone podziemne miasto. Budynki były tu w większości trójkątne, i 70% zabudowy stanowiły kościoły, był tu też jeden zamek. Ulice były z cegły. Jak się okazało dotarli chyba na główny dziedziniec. Ukryli się za jednym z budynków, by obserwować to, co się tam działo, gimbusy jadły Bolesne Chipsy
Zamek to tak naprawdę wielka katedra!1!!1!1! Przyjaciele byli już naprawdę przerażeni tym miejscem. Jednak mimo to postanowili wejść do środka. Wnętrze było typowe dla katedry, ale na końcu zamiast ołtarza był tron. Na nim siedział Czerwony Ksiądz w okularach, który trzymał na kolanach Czerwoną Kaczkę!-Witajcie! Spodziewałem się was. Wszystko jest tak, jak mówiła przepowiednia.-powiedział swoim piskliwym głosem, i wstał. Kaczka sfrunęła na jego miejsce. Gimby nie wiedziały za bardzo o co w tym wszystkim chodzi.-Jaka przepowiednia WTF, co ty chcesz dziadu, my nawet nie chodzimy do kościoła.-powiedziały stojąc w miejscu. Wydawało by się, że dwóch meneli jeszcze bardziej nic nie będzie z tego rozumiała, ale jak się okazało...
Ci menele to tak naprawdę potężni magowie na 80lvl z Zakonu Stacha Jonesa, którzy znaleźli się tu nie przez przypadek!1!1 Brudne szaty z nich spadły, a pod nimi mieli białe, długie szaty z kołnierzami. Napili się parę łyków vudki, która tak naprawdę była miksturą many. Magowie specjalnie zgłosili się do tej wyprawy, by zniszczyć kult Czerwonej Kaczki. Stanęli parę metrów od Najwyższego Kapłana.-Już raz nasz Mistrz was pokonał, a teraz my zrobimy to kolejny raz!-krzyknęli, i razem stworzyli kulę białej, świetlistej energii, która wystrzeliła w kierunku Czerwonego Księdza. On natomiast stworzył czerwoną kulę energii. Jak się później okazało, pomagała mu telepatycznie Czerwona Kaczka. Obie moce zderzyły się ze sobą. Katedra wybuchła. Gimbusy chyba zginęły. A jeden Zakonnik na pewno. Walka toczyła się dalej na gruzach. Obie strony były osłabione. Po kilku wymianach paru słabszych pocisków, Najwyższy Kapłan sekty też zginął, natomiast Czerwona Kaczka została przeniesiona do chyba innego wymiaru, i czasu. Magowi skończyła się mana, i mogł jedynie przeteleportować zwłoki, a on sam musiał wrócić pieszo. Gdy inni księża dowiedzieli się co się wydarzyło, postanowili wytworzyć portal, i udać się w inne miejsce.
Okazało się, że ekipy nie było pół roku. Jak się okazało mag o imieniu Iskender, powiedział mieszkańcom, że nic tam nie ma, oprócz tunelu, który kończy się pustką. Po zregenerowaniu swojej many, przeteleportował się do wymiaru Stachu Jonesa. Wybraniec był z niego bardzo zadowolony, i nadał mu tytuł arcymaga.
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
