Reksio i magiczny kamyk.
- kubulus
- Bardzo Stary Norman
- Posty: 552
- Rejestracja: ndz, 11 kwie 2010, 13:44
- Lokalizacja: San Francisco, 1329 Prescott Street
- Kontakt:
Reksio i magiczny kamyk.
PROLOG:
Pewnego słonecznego dnia Reksio i Kretes wybrali się na przechadzkę nad staw.
- Wiesz co, Reksiu? - powiedział smutno Kretes - Niestety będę musiał z Molly wrócić na Kurana.
- Ale dlaczego? - zapytał przejęty Reksio.
_ Bo kosmiczne kury urządzają strajk, a jeśli nie uda się ich powstrzymać, to układ Kurana będzie w niebespieczeństwie! -
odrzekł kret - Nadal mają jajfightery.
- Pojadę z tobą! - krzyknął Reksio bez namysłu.
W tej samej chwili koguty, Kari-Mata i Molly znależli się na polance.
-My też jedziemy ko-ko-kochani!- powiedział kogut Wynalazca.
- Ale...
-Żadnego ale Kretesie. - powiedziała Kari.-Jutro rano wyruszamy.
_ Spru-prubuje naprawić wajchadłowiec. - powiedział kogut.
Wszyscy wzieli się do roboty.
Pewnego słonecznego dnia Reksio i Kretes wybrali się na przechadzkę nad staw.
- Wiesz co, Reksiu? - powiedział smutno Kretes - Niestety będę musiał z Molly wrócić na Kurana.
- Ale dlaczego? - zapytał przejęty Reksio.
_ Bo kosmiczne kury urządzają strajk, a jeśli nie uda się ich powstrzymać, to układ Kurana będzie w niebespieczeństwie! -
odrzekł kret - Nadal mają jajfightery.
- Pojadę z tobą! - krzyknął Reksio bez namysłu.
W tej samej chwili koguty, Kari-Mata i Molly znależli się na polance.
-My też jedziemy ko-ko-kochani!- powiedział kogut Wynalazca.
- Ale...
-Żadnego ale Kretesie. - powiedziała Kari.-Jutro rano wyruszamy.
_ Spru-prubuje naprawić wajchadłowiec. - powiedział kogut.
Wszyscy wzieli się do roboty.
Mist. To be mist. To miss. To be missed. To be...
- Rayman:)
- Roz-krecony
- Posty: 165
- Rejestracja: wt, 18 maja 2010, 10:46
- Lokalizacja: Z Warszawy
- Kontakt:
- Paratroopa
- Starszy Norman
- Posty: 362
- Rejestracja: sob, 6 lis 2010, 15:27
- Lokalizacja: Warszawa
- kubulus
- Bardzo Stary Norman
- Posty: 552
- Rejestracja: ndz, 11 kwie 2010, 13:44
- Lokalizacja: San Francisco, 1329 Prescott Street
- Kontakt:
Rozdział 2
Następnego dnia wszyscy byli gotowi na wyjazd. Jedynie Kogut pracował jeszcze nad wajchadłowcem.
Reksio chodził tam i z powrotem po podwórku.
W pewnym momencie zauważył mały czerwony kamyk.
Pies podniósł go z ziemi. Kamyk był gładki i lśniący, można się było w nim przejrzeć.
- Sko-ko-kończyłem! – Rozległ się głos Koguta.
Wynalazca wyszedł z warsztatu i zawołał wszystkich.
- Kari i Molly wejdą pierwsze, potem Kretes i Reksio, następnie Kornelek. Potem ja pogonię trochę Dizla i możemy ruszać.
- No na reszcie, bo mi już łapy odpadają od trzymania walizek. – marudził jak zwykle Kretes.
Wrzucił walizki do bagażnika i wszyscy wsiedli.
Po chwili byli już w powietrzu.
- Hej, Kretesie…? - Zapytała Molly. – Gdzie ty właściwie włożyłeś walizki? Nigdzie ich nie widzę.
- Do bagażnika, rzecz jasna.
-Zaraz zaraz… - powiedział Kornelek.
- Tu nie ma bagażnika, Kretesie. – Powiedział spokojnie Kogut Wynalazca.
- Na szczęście trochę rzeczy zostało w naszym starym domu. – Powiedziała Molly.
Podróż była męcząca, Kurana ani śladu, a jakiegokolwiek posiłku brak.
Wszyscy byli głodni i zmęczeni,
Lecieli, lecieli, aż w końcu… dolecieli do drogi mlecznej.
-Dolatujemy do Drogi Mlecznej! – Krzyknęła Kari-Mata.
- To dopiero połowa drogi . – Jęknął Kretes
- A ty Reksiu coś taki cichy jakiś? – Zapytała Molly. – Reksiu? Gdzie jest Reksio?
Reksia nie było w wajchadłowcu.
Następnego dnia wszyscy byli gotowi na wyjazd. Jedynie Kogut pracował jeszcze nad wajchadłowcem.
Reksio chodził tam i z powrotem po podwórku.
W pewnym momencie zauważył mały czerwony kamyk.
Pies podniósł go z ziemi. Kamyk był gładki i lśniący, można się było w nim przejrzeć.
- Sko-ko-kończyłem! – Rozległ się głos Koguta.
Wynalazca wyszedł z warsztatu i zawołał wszystkich.
- Kari i Molly wejdą pierwsze, potem Kretes i Reksio, następnie Kornelek. Potem ja pogonię trochę Dizla i możemy ruszać.
- No na reszcie, bo mi już łapy odpadają od trzymania walizek. – marudził jak zwykle Kretes.
Wrzucił walizki do bagażnika i wszyscy wsiedli.
Po chwili byli już w powietrzu.
- Hej, Kretesie…? - Zapytała Molly. – Gdzie ty właściwie włożyłeś walizki? Nigdzie ich nie widzę.
- Do bagażnika, rzecz jasna.
-Zaraz zaraz… - powiedział Kornelek.
- Tu nie ma bagażnika, Kretesie. – Powiedział spokojnie Kogut Wynalazca.
- Na szczęście trochę rzeczy zostało w naszym starym domu. – Powiedziała Molly.
Podróż była męcząca, Kurana ani śladu, a jakiegokolwiek posiłku brak.
Wszyscy byli głodni i zmęczeni,
Lecieli, lecieli, aż w końcu… dolecieli do drogi mlecznej.
-Dolatujemy do Drogi Mlecznej! – Krzyknęła Kari-Mata.
- To dopiero połowa drogi . – Jęknął Kretes
- A ty Reksiu coś taki cichy jakiś? – Zapytała Molly. – Reksiu? Gdzie jest Reksio?
Reksia nie było w wajchadłowcu.
Mist. To be mist. To miss. To be missed. To be...
- kubulus
- Bardzo Stary Norman
- Posty: 552
- Rejestracja: ndz, 11 kwie 2010, 13:44
- Lokalizacja: San Francisco, 1329 Prescott Street
- Kontakt:
- Kacper98
- Forumowy Artysta
- Posty: 1778
- Rejestracja: pn, 15 lut 2010, 19:53
- Naklejki: 6
- Lokalizacja: Druga strona lustra
- kubulus
- Bardzo Stary Norman
- Posty: 552
- Rejestracja: ndz, 11 kwie 2010, 13:44
- Lokalizacja: San Francisco, 1329 Prescott Street
- Kontakt:
Zmieniłem zdanie, to nadal jest opowiadanie.
Rozdział 2
Reksio otworzył oczy i ujrzał bezchmurne niebo. Wstał, ale zakręciło mu się w głowie, więc usiadł na dużym kamieniu. Po paru minutach doszedł do siebie i wstał. Rozejrzał się. Po jego lewej stronie był las, po prawej las, z przodu las, za Reksiem las. Stał na polanie. Jedynie wielki kamień stał na polanie. Pies pomyślał chwilę i zauważył przyklejoną do głazu kartkę. Wziął ją do ręki. Tekst na zwitku papieru głosił: "Wiele lat temu gdy rzyły dinozaury wielkie rosiliny opadały na dno i robił się wengiel."
-Niezbyt mądre. A tylu błędów to nawet Kretes nie robi.- pomyślał Reksio.
Chyba czas odnaleźć drogę do domu. Pies wyruszył w las.
***
- Kretesie, gdzie schowałeś herbatę?- krzyknęła z kuchni Molly.
-No nie wierzę! – odpowiedział Kretes. – przecież do piekarnika, a gdzie!?
-To teraz idź do piwnicy po dżem!
-Dobra, dobra, już idę.-marudził kret.- Nie można odpocząć po podróży, bo żonie się zachciało robić śniadanie.
Kretes zszedł do piwnicy i zapalił światło. Po jednej stronie znajdowała się półka z przetworami Molly, a na środku stał ogromny odkurzacz. Ten sam, którym odkurzano Jajo Śmierdzi.
„He, a myślałem, że wyrzucili tę maszynę” – pomyślał kret i chwycił słoik konfitury.
Uwagę Kretesa przykuł okrągły zielony kamyk leżący na podłodze.
„O, będzie jak znalazł na prezent dla Molly na rocznicę”. Podniósł kamyk i zakręciło mu się w głowie.
- Kretesie, znalazłeś? – rozległ się głos Molly, którego jej mąż już nie usłyszał.
***
Kretes obudził się na polanie, było już ciemno.
„Coś mi się przykleiło do stopy. Kartka. Czytam.”
Przeczytawszy kartkę Kretes pomyślał, że już nawet on sam nie robi tylu błędów.
Bez wątpienia znalazł się na tej samej polanie, co Reksio.
Rozdział 2
Reksio otworzył oczy i ujrzał bezchmurne niebo. Wstał, ale zakręciło mu się w głowie, więc usiadł na dużym kamieniu. Po paru minutach doszedł do siebie i wstał. Rozejrzał się. Po jego lewej stronie był las, po prawej las, z przodu las, za Reksiem las. Stał na polanie. Jedynie wielki kamień stał na polanie. Pies pomyślał chwilę i zauważył przyklejoną do głazu kartkę. Wziął ją do ręki. Tekst na zwitku papieru głosił: "Wiele lat temu gdy rzyły dinozaury wielkie rosiliny opadały na dno i robił się wengiel."
-Niezbyt mądre. A tylu błędów to nawet Kretes nie robi.- pomyślał Reksio.
Chyba czas odnaleźć drogę do domu. Pies wyruszył w las.
***
- Kretesie, gdzie schowałeś herbatę?- krzyknęła z kuchni Molly.
-No nie wierzę! – odpowiedział Kretes. – przecież do piekarnika, a gdzie!?
-To teraz idź do piwnicy po dżem!
-Dobra, dobra, już idę.-marudził kret.- Nie można odpocząć po podróży, bo żonie się zachciało robić śniadanie.
Kretes zszedł do piwnicy i zapalił światło. Po jednej stronie znajdowała się półka z przetworami Molly, a na środku stał ogromny odkurzacz. Ten sam, którym odkurzano Jajo Śmierdzi.
„He, a myślałem, że wyrzucili tę maszynę” – pomyślał kret i chwycił słoik konfitury.
Uwagę Kretesa przykuł okrągły zielony kamyk leżący na podłodze.
„O, będzie jak znalazł na prezent dla Molly na rocznicę”. Podniósł kamyk i zakręciło mu się w głowie.
- Kretesie, znalazłeś? – rozległ się głos Molly, którego jej mąż już nie usłyszał.
***
Kretes obudził się na polanie, było już ciemno.
„Coś mi się przykleiło do stopy. Kartka. Czytam.”
Przeczytawszy kartkę Kretes pomyślał, że już nawet on sam nie robi tylu błędów.
Bez wątpienia znalazł się na tej samej polanie, co Reksio.
Mist. To be mist. To miss. To be missed. To be...
- Kacper98
- Forumowy Artysta
- Posty: 1778
- Rejestracja: pn, 15 lut 2010, 19:53
- Naklejki: 6
- Lokalizacja: Druga strona lustra
- nieznany
- Mistrz Gry
- Posty: 2045
- Rejestracja: śr, 21 sty 2009, 17:53
- Naklejki: 4
- Lokalizacja: Uniwersum Kreacji
- Paratroopa
- Starszy Norman
- Posty: 362
- Rejestracja: sob, 6 lis 2010, 15:27
- Lokalizacja: Warszawa
- kubulus
- Bardzo Stary Norman
- Posty: 552
- Rejestracja: ndz, 11 kwie 2010, 13:44
- Lokalizacja: San Francisco, 1329 Prescott Street
- Kontakt:
- Ech, idę już tak długo! - zasapał Kretes. - Oh! Przysiądę na tym kamieniu.
Zmęczony kret usiadł i poczuł zimną, chropowatą powierzchnię. Odetchnął. Zaczynało świtać. Kretes zaczął obmyślać plan działania:
"Kiedy odnajdę drogę do... yyy... no gdziekolwiek, zapytam kogoś gdzie do krećset jestem! Potem obmyślę jak wrócić do domu. Nie ma chwili do stracenia."
Kret westchnął i zeskoczył z kamienia. Przecisnął się między drzewami i po chwili już nie było go na polanie.
Tymczasem w królestwie aronii, w pałacu odbywała się rozmowa:
- ...One naprawdę wróciły, o panie - rozległo się echo po sali.
-Niemożliwe! -krzyknął straszny głos. -To oznaczałoby, że ta wstrętna wiedźma jednak rozbiła tęczowy klejnot! Eh... To już wszystko sługo?
- Tak panie - rozległ się drżący głos sługi.
-Odejdź więc. Muszę przemyśleć sprawę.
- Oczywiście lordzie.
Sługa przeszedł po sali i ze skrzypieniem otworzył drzwi. Lord został sam.
"Znajdziemy wszystkie części kryształu, połączymy i zniszczymy przy pomocy wiecznej wody, a potem pojedziemy do cioteczki Bulwy na wakacje."
- Hahaha!
Kretes dotarł do malowniczej wioski.
- Cóż za malownicza wioska! - powiedział z podziwem.
Z lewej strony rozciągały się zielone łąki i pastwiska, z prawej zaś była wioska.
Z kominów sączył się dym, małe kociątka bawiły się w chowanego na podwórku. Kretes przypomniał sobie czasy swojego dzieciństwa.
Jakaś czapla wyszła z ceglanego domku i ruszyła w stronę jeziora.
- Halo, pani czaplo! - krzyknął kret.
Czapla stanęła i rozejrzała się. Kretes podbiegł do niej i zapytał:
- Przepraszam, gdzie my jesteśmy, bo ... zgubiłem się.
- Aha, pan nietutejszy? - odparła. - Jestem czapla Szpulka, witamy w...
Gdzie jest Kretes?
Kim jest lord?
Tego dowiecie się z następnego rozdziału " Magicznego kamyka "
Zmęczony kret usiadł i poczuł zimną, chropowatą powierzchnię. Odetchnął. Zaczynało świtać. Kretes zaczął obmyślać plan działania:
"Kiedy odnajdę drogę do... yyy... no gdziekolwiek, zapytam kogoś gdzie do krećset jestem! Potem obmyślę jak wrócić do domu. Nie ma chwili do stracenia."
Kret westchnął i zeskoczył z kamienia. Przecisnął się między drzewami i po chwili już nie było go na polanie.
Tymczasem w królestwie aronii, w pałacu odbywała się rozmowa:
- ...One naprawdę wróciły, o panie - rozległo się echo po sali.
-Niemożliwe! -krzyknął straszny głos. -To oznaczałoby, że ta wstrętna wiedźma jednak rozbiła tęczowy klejnot! Eh... To już wszystko sługo?
- Tak panie - rozległ się drżący głos sługi.
-Odejdź więc. Muszę przemyśleć sprawę.
- Oczywiście lordzie.
Sługa przeszedł po sali i ze skrzypieniem otworzył drzwi. Lord został sam.
"Znajdziemy wszystkie części kryształu, połączymy i zniszczymy przy pomocy wiecznej wody, a potem pojedziemy do cioteczki Bulwy na wakacje."
- Hahaha!
Kretes dotarł do malowniczej wioski.
- Cóż za malownicza wioska! - powiedział z podziwem.
Z lewej strony rozciągały się zielone łąki i pastwiska, z prawej zaś była wioska.
Z kominów sączył się dym, małe kociątka bawiły się w chowanego na podwórku. Kretes przypomniał sobie czasy swojego dzieciństwa.
Jakaś czapla wyszła z ceglanego domku i ruszyła w stronę jeziora.
- Halo, pani czaplo! - krzyknął kret.
Czapla stanęła i rozejrzała się. Kretes podbiegł do niej i zapytał:
- Przepraszam, gdzie my jesteśmy, bo ... zgubiłem się.
- Aha, pan nietutejszy? - odparła. - Jestem czapla Szpulka, witamy w...
Gdzie jest Kretes?
Kim jest lord?
Tego dowiecie się z następnego rozdziału " Magicznego kamyka "
Mist. To be mist. To miss. To be missed. To be...



