Rozgrywka
- Dawid6
- Bezpieczeństwo Forum
- Posty: 2178
- Rejestracja: sob, 7 lis 2009, 14:12
- Naklejki: 7
- Lokalizacja: Koło komputera xD
- Kontakt:
Re: Rozgrywka
Potwierdzam również. Avek właśnie zmieniam ;/
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015Tym kolorem moderuję.
- Autor8
- Lord Protektor
- Posty: 2169
- Rejestracja: ndz, 7 kwie 2013, 13:22
- Naklejki: 100
Re: Rozgrywka
ej, to potwierdzam dalsze grieł
- Kreton Polski
- Bywalec Nory
- Posty: 81
- Rejestracja: ndz, 28 lut 2016, 20:06
- Lokalizacja: Wiocha pod Warszawą
Re: Rozgrywka
Dobra to ja gram jako Marty McFly i mieszkam w Lavender City. Prosze fajny starter
Niech ktoś kupi licencję i robi gry a nie tylko mówi że robi
- Alysia
- Postrach Siedmiu Mórz
- Posty: 239
- Rejestracja: wt, 11 lis 2014, 12:26
Re: Rozgrywka
Bodzio Bodziszkowaty:
Razem z Carmen udało Ci się pokonać Vincenta White. Dołączyłeś do grupy ludzi, którzy zebrali się przed gymem.
Dove Gołomp:
Wciąż masz Dead Enda.
Black Kage:
Wszystko uregulowane. Czekasz na coś, ale nie jesteś pewien na co. Podchodzi do Ciebie tajemniczy trener, który przedstawia się jako Mietek Placek. Chce z Tobą walczyć.
Następuje Dead End.
Mietek Placek:
Pojawiasz się przed gymem w Saffron City. Patrzysz na swoje odznaki. Jest ich pięć. Zastanawiasz się chwilę dlaczego i miewasz przy tym niemałe myśli samobójcze, ale w końcu dochodzisz do wniosku, że jednak pokonałeś tutejszego lidera.
W geście zwycięstwa, chcesz z kimś powalczyć. Podchodzisz do Black'a Kage i proponujesz mu pojedynek.
Następuje Dead End.
Marty McFly:
Pojawiasz się przed gymem w Lavender i widzisz tam niemałe zbiorowisko trenerów.
Razem z Carmen udało Ci się pokonać Vincenta White. Dołączyłeś do grupy ludzi, którzy zebrali się przed gymem.
Dove Gołomp:
Wciąż masz Dead Enda.
Black Kage:
Wszystko uregulowane. Czekasz na coś, ale nie jesteś pewien na co. Podchodzi do Ciebie tajemniczy trener, który przedstawia się jako Mietek Placek. Chce z Tobą walczyć.
Następuje Dead End.
Mietek Placek:
Pojawiasz się przed gymem w Saffron City. Patrzysz na swoje odznaki. Jest ich pięć. Zastanawiasz się chwilę dlaczego i miewasz przy tym niemałe myśli samobójcze, ale w końcu dochodzisz do wniosku, że jednak pokonałeś tutejszego lidera.
W geście zwycięstwa, chcesz z kimś powalczyć. Podchodzisz do Black'a Kage i proponujesz mu pojedynek.
Następuje Dead End.
Marty McFly:
Pojawiasz się przed gymem w Lavender i widzisz tam niemałe zbiorowisko trenerów.
- Alysia
- Postrach Siedmiu Mórz
- Posty: 239
- Rejestracja: wt, 11 lis 2014, 12:26
Re: Rozgrywka
Pod Boltavin docierają: Black, Dove, Mietek, Bodzio, Pink, Barack, Carmen, Archie, Destiny, Lexa, Harper, Vincent, Artie, Salvatore, Elena. Harper Hussain zgromadził armię trenerów, którzy mają pomóc w uwolnieniu miasta jego ukochanej spod rąk Resurrection team
Do miejsca swojej destynacji docieracie dopiero po kilku godzinach drogi. Boltvain City, największe miasto w regionie Kanto, okupowane jest przez członków Resurrection Team. Harper nie mylił się, zostaliście wysłani na prawdziwą wojnę. Przeciwników nie jest dziesięciu, stu, tylko… kilka tysięcy.
Ludzie w czarnych kostiumach, zdają się trwać w jakimś dziwnym, niewytłumaczalnym transie. Wszyscy, jak jeden mąż, powtarzają bez przerwy słowo „resurrection”. Sytuacja wyraźnie przerasta was wszystkich.
- Voltenstein planuje coś większego. Ewidentnie. – stwierdza Artie.
- No co Ty nie powiesz, jełopie – odpowiada mu Harper. – Tysiące jakichś dziadów… przeciwko naszej piętnastce?! Przecież to jest… niemożliwe!
- Doprawdy? – Vincent uśmiecha się pod nosem.
- Chyba nie chcesz… ich wszystkich…. Wyrżnąć Arceusem?
- a mamy jakieś inne wyjście?
- Pewnie, że tak. Salvatore ma czarną mega rayquazę. Jej ataki chyba również należą do tych… bolesnych.
- Czy na potrzeby wojny możemy pozbywać się cywili? – do rozmowy wtrąca się Elena.
- Moim zdaniem powinniśmy znaleźć inny sposób... – mówi Lexa.
Rozpoczyna się Dead End. Dwoje trenerów powinno coś zasugerować/zaproponować.
Do miejsca swojej destynacji docieracie dopiero po kilku godzinach drogi. Boltvain City, największe miasto w regionie Kanto, okupowane jest przez członków Resurrection Team. Harper nie mylił się, zostaliście wysłani na prawdziwą wojnę. Przeciwników nie jest dziesięciu, stu, tylko… kilka tysięcy.
Ludzie w czarnych kostiumach, zdają się trwać w jakimś dziwnym, niewytłumaczalnym transie. Wszyscy, jak jeden mąż, powtarzają bez przerwy słowo „resurrection”. Sytuacja wyraźnie przerasta was wszystkich.
- Voltenstein planuje coś większego. Ewidentnie. – stwierdza Artie.
- No co Ty nie powiesz, jełopie – odpowiada mu Harper. – Tysiące jakichś dziadów… przeciwko naszej piętnastce?! Przecież to jest… niemożliwe!
- Doprawdy? – Vincent uśmiecha się pod nosem.
- Chyba nie chcesz… ich wszystkich…. Wyrżnąć Arceusem?
- a mamy jakieś inne wyjście?
- Pewnie, że tak. Salvatore ma czarną mega rayquazę. Jej ataki chyba również należą do tych… bolesnych.
- Czy na potrzeby wojny możemy pozbywać się cywili? – do rozmowy wtrąca się Elena.
- Moim zdaniem powinniśmy znaleźć inny sposób... – mówi Lexa.
Rozpoczyna się Dead End. Dwoje trenerów powinno coś zasugerować/zaproponować.
- Czarnoksieznik
- Mistrz Administracyjnej Magii
- Posty: 1751
- Rejestracja: sob, 24 sty 2009, 15:23
- Naklejki: 17
- Lokalizacja: z Angmaru
Re: Rozgrywka
Black zastanowił się. Spośród trzynastu stworków miał przy sobie Bestię, Piranię, Champę, Eukaliptusa, Alladyna oraz Golluma. Nie była to drużyna dostosowana do infiltracji - a pewne było, że w tej sytuacji jest to jedyne wyjście. Gdyby mógł, cofnąłby się i podjął Uszatkę - znany z cichego lotu ptak nadałby się bardzo dobrze do tego zadania. Ale to odpadało.
-Jak wygląda kwestia posiadanych przez nas Poków? - spytał krótko. Z jego obliczeń wynikało, że piętnaście osób może mieć maksymalnie 90 stworków, wątpił jednak w aż takie szczęście.
-Cokolwiek zrobimy, trzeba zacząć od odbicia PokeCenter, a następnie Gymu. To kluczowe punkty - szpital oraz miejsce, gdzie prawdopodobnie przetrzymywana jest spora część zakładników. Najpierw jednak... - tu przerwał i jeszcze raz przejrzał swój team. Żadnego typu latającego. Null. Zero. Smaug, Uszatka, a nawet Killer, wszystko, co mogło oderwać się od ziemi, zostało w bazie. - ...Potrzebujemy zwiadu. Czy ktoś tu posiada jakiś typ latający? Możliwie nierzucający się w oczy. - dodał szybko, widząc, jak Artie szykuje Charizarda.
-W następnej kolejności... jest ich zbyt dużo, by walczyć otwarcie, no i mają zakładników. Z tym drugim jednak możemy się łatwo uporać... Lexa. Twój Lopunny znał Dig... teraz bardzo się przyda. Kiedy tylko dostaniemy jako taki widok z góry, będziemy mogli podkopać się pod część budynków i ewakuować mieszkańców. Nie mogą pilnować wszystkich.
Co dalej? Mózg Kage'a pracował na wysokich obrotach.
-Powiedzieć, że mają przewagę liczebną, to mało powiedziane. Dlatego musimy to rozwiązać inaczej, niż w otwartym starciu. Powinniśmy obezwładniać trenerów, nim wystawią swoje Pokemony. Vincent, to zadanie dla ciebie i twojego Gengara. - uśmiechnął się pod nosem. Jego Pirania też będzie się mogła zabawić.
-Jak już wspomniałem, zacząć powinniśmy od Centrum. To nie będzie jednak łatwe - nie byłem nigdy w Boltvain, ale Centrum znajduje się raczej... w centrum właśnie. Musimy dokonać desantu powietrznego. Ale nie wszyscy na raz. Wyślemy tam pięć osób, pozostała dziesiątka zaatakuje stąd... Dove, Mietek, Pink i Barack pod dowództwem Harpera. Tak powinno być dobrze.
Czy to wszystko? Nie, została jeszcze jedna rzecz.
-Jest jeszcze Voltenstein. Musimy wiedzieć, gdzie jest, i go załatwić, nim zrobi to, co chce zrobić. Salvatore i Elena - wy się tym zajmiecie.
Odwrócił się jeszcze do reszty.
-Pamiętajcie - są w transie, to daje nam przewagę, jednak nie możemy pozwolić im na uczciwą walkę. Trzeba ich obezwładnić... nawet... - przełknął ślinę. - ...zabić... zanim będą gotowi do obrony. To brzmi okrutnie i niesłusznie, ale stawka jest wysoka.
Zakończywszy ten moment napoleońskiego geniuszu, Black powrócił na pozycję obok Destiny i przygotował się do walki. Po geniuszu napoleońskim nadszedł drugi - przebłysk geniuszu metagejmowego, który podpowiadał mu, że znając Game Mastera, i tak nikt go nie posłucha i skończy się na klasycznym "wygraj tyle a tyle walk, by kontynuować". Nie zrozumiał jednak ani słowa z tego stwierdzenia, szybko więc o nim zapomniał.
-Trzymaj się blisko mnie - mruknął jeszcze do Destiny.
-Jak wygląda kwestia posiadanych przez nas Poków? - spytał krótko. Z jego obliczeń wynikało, że piętnaście osób może mieć maksymalnie 90 stworków, wątpił jednak w aż takie szczęście.
-Cokolwiek zrobimy, trzeba zacząć od odbicia PokeCenter, a następnie Gymu. To kluczowe punkty - szpital oraz miejsce, gdzie prawdopodobnie przetrzymywana jest spora część zakładników. Najpierw jednak... - tu przerwał i jeszcze raz przejrzał swój team. Żadnego typu latającego. Null. Zero. Smaug, Uszatka, a nawet Killer, wszystko, co mogło oderwać się od ziemi, zostało w bazie. - ...Potrzebujemy zwiadu. Czy ktoś tu posiada jakiś typ latający? Możliwie nierzucający się w oczy. - dodał szybko, widząc, jak Artie szykuje Charizarda.
-W następnej kolejności... jest ich zbyt dużo, by walczyć otwarcie, no i mają zakładników. Z tym drugim jednak możemy się łatwo uporać... Lexa. Twój Lopunny znał Dig... teraz bardzo się przyda. Kiedy tylko dostaniemy jako taki widok z góry, będziemy mogli podkopać się pod część budynków i ewakuować mieszkańców. Nie mogą pilnować wszystkich.
Co dalej? Mózg Kage'a pracował na wysokich obrotach.
-Powiedzieć, że mają przewagę liczebną, to mało powiedziane. Dlatego musimy to rozwiązać inaczej, niż w otwartym starciu. Powinniśmy obezwładniać trenerów, nim wystawią swoje Pokemony. Vincent, to zadanie dla ciebie i twojego Gengara. - uśmiechnął się pod nosem. Jego Pirania też będzie się mogła zabawić.
-Jak już wspomniałem, zacząć powinniśmy od Centrum. To nie będzie jednak łatwe - nie byłem nigdy w Boltvain, ale Centrum znajduje się raczej... w centrum właśnie. Musimy dokonać desantu powietrznego. Ale nie wszyscy na raz. Wyślemy tam pięć osób, pozostała dziesiątka zaatakuje stąd... Dove, Mietek, Pink i Barack pod dowództwem Harpera. Tak powinno być dobrze.
Czy to wszystko? Nie, została jeszcze jedna rzecz.
-Jest jeszcze Voltenstein. Musimy wiedzieć, gdzie jest, i go załatwić, nim zrobi to, co chce zrobić. Salvatore i Elena - wy się tym zajmiecie.
Odwrócił się jeszcze do reszty.
-Pamiętajcie - są w transie, to daje nam przewagę, jednak nie możemy pozwolić im na uczciwą walkę. Trzeba ich obezwładnić... nawet... - przełknął ślinę. - ...zabić... zanim będą gotowi do obrony. To brzmi okrutnie i niesłusznie, ale stawka jest wysoka.
Zakończywszy ten moment napoleońskiego geniuszu, Black powrócił na pozycję obok Destiny i przygotował się do walki. Po geniuszu napoleońskim nadszedł drugi - przebłysk geniuszu metagejmowego, który podpowiadał mu, że znając Game Mastera, i tak nikt go nie posłucha i skończy się na klasycznym "wygraj tyle a tyle walk, by kontynuować". Nie zrozumiał jednak ani słowa z tego stwierdzenia, szybko więc o nim zapomniał.
-Trzymaj się blisko mnie - mruknął jeszcze do Destiny.

Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:
- Dawid6
- Bezpieczeństwo Forum
- Posty: 2178
- Rejestracja: sob, 7 lis 2009, 14:12
- Naklejki: 7
- Lokalizacja: Koło komputera xD
- Kontakt:
Re: Rozgrywka
Kirfe, właśnie pisałem coś podobnego 
Jaka jest pora? Dizel, mógłbyś pisać, czy jest dzień, czy noc, to jednak wpływa na decyzje
- Potrzebujesz zwiadowcy, Black? Co sądzisz o tej bestii? - mówię, podrzucając w ręku ball z Noivernem (jak znam swe jełopstwo, to zaraz mi wypadnie). - Półtorametrowy nietoperek, który może usłyszeć swymi wielkimi uszyma nawet najmniejszy szmer, a za pomocą echolokacji przeskanować miasto już ze znacznej odległości?
- Obezwładnianie? Idealnie! Zamrozimy niektórych, innych oślepimy, uśpimy, sparaliżujemy albo zjełopowacimy. To powinno powstrzymać ich do czasu przerwania transu. A jeśli nie, to musimy zrobić wszystko, by tę akcję przyspieszyć.
Mówiąc to, wysyłam do walki Alvina potrafiącego oślepić błyskiem swych pasów oraz zjełopować atakiem Promienia Konfuzji.
Zgodnie z planem Czarnego, lecę z Mietkiem, Pink, Barrackiem i naj liderem do PC. Jeśli potrzeba do tego jakiegoś w miarę zdolnego do lotu poka, czekam na powrót Noiverna lub wymieniam się z kimś. W końcu wiadomo, że po wymianie potworki ewoluują jak szalone.
Jaka jest pora? Dizel, mógłbyś pisać, czy jest dzień, czy noc, to jednak wpływa na decyzje
- Potrzebujesz zwiadowcy, Black? Co sądzisz o tej bestii? - mówię, podrzucając w ręku ball z Noivernem (jak znam swe jełopstwo, to zaraz mi wypadnie). - Półtorametrowy nietoperek, który może usłyszeć swymi wielkimi uszyma nawet najmniejszy szmer, a za pomocą echolokacji przeskanować miasto już ze znacznej odległości?
- Obezwładnianie? Idealnie! Zamrozimy niektórych, innych oślepimy, uśpimy, sparaliżujemy albo zjełopowacimy. To powinno powstrzymać ich do czasu przerwania transu. A jeśli nie, to musimy zrobić wszystko, by tę akcję przyspieszyć.
Mówiąc to, wysyłam do walki Alvina potrafiącego oślepić błyskiem swych pasów oraz zjełopować atakiem Promienia Konfuzji.
Zgodnie z planem Czarnego, lecę z Mietkiem, Pink, Barrackiem i naj liderem do PC. Jeśli potrzeba do tego jakiegoś w miarę zdolnego do lotu poka, czekam na powrót Noiverna lub wymieniam się z kimś. W końcu wiadomo, że po wymianie potworki ewoluują jak szalone.
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015Tym kolorem moderuję.
- Alysia
- Postrach Siedmiu Mórz
- Posty: 239
- Rejestracja: wt, 11 lis 2014, 12:26
Re: Rozgrywka
Elena spojrzała na Blacka z przymrużeniem oczu i właśnie w takim stanie słuchała wypowiadanych przez niego słów. Kiedy skończył mówić swój monolog, poklepała go po przyjacielsku po ramieniu, mówiąc, że będą jeszcze z niego ludzie.
Noivern wzbił się w powietrze i zlokalizował Centrum Pokemon. O dziwo - jak przystało na centrum, znajdowało się ono rzeczywiście w centrum. Mimi obrała cel i zaczęła wykopywać tunel pod miastem.
Wszyscy stanęli do swoich pozycji i poinformowali się (pewnie fałszywie) o wzajemnej asekuracji.
15 osób przyjęło swoje pozycje:
Grupa atakująca od frontu:
Artie Blaine Jr, Vincent White, Archie Rose, Carmen Rogers
Grupa szukająca Voltensteina:
Salvatore Blade, Elena Grimes, Bodzio Bodziszkowaty
Grupa zmierzająca do PC.
Black Kage
Destiny Holmes
Mietek Placek
Dove Gołomp
Lexa Valentine
Harper Hussain
Barrack Morgan
Pink Valentine
Grupa 1:
Wszyscy przechodzą do szturmu. Opętani żołnierze nie zwracają na to uwagi i wciąż powtarzają jak jeden mąż... słowo Resurrection.
Szarże Constantine'a Vincenta i Dracospheare Artiego powoli przerzedzają jakże wielkie zbiorowisko przeciwników.
Grupa 2:
Bodzio zastanawia się, dlaczego Black nie chciał go zabrać ze sobą. Jest mu przykro, gdyż w końcu ma mopa i przez to w drużynie pana Kage nie będzie nikogo, kto mógłby wymiatać. Zaproszony do grupy Eleny i Salvatore, zamierza zlokalizować Voltensteina. Niezbyt dobrze na zdrowie robi mu uczucie marszu wśród padających ciał.
Grupa 3:
Mimi kończy swój tunel na samym środku poke center. Przewodniczący podziemnej eskapadzie Black, jako pierwszy wychodzi na powierzchnię. Dostrzega niewysoką dziewczynę z długimi blond włosami, która ewidentnie rozmyśla nad jakąś strategią. Po chwili jednak, czuje (Black) solidne uderzenie w okolicach pleców i jak długi pada na ziemię. Próbuje się ruszać, ale nie może. Kilka sekund później, uświadamia sobie, że jest zamrożony.
- Kocio... Ile razy pańcia mówiła... nie zamrażać ekipy ratunkowej... - mówi dziewczyna.
Black może tylko obserwować, lecz wkrótce udaje mu się dostrzec winowajcę całego zamieszania. Mocarny i ciężki Electrivire, jak gdyby nigdy nic, przechodzi sobie po jego zamrożonym ciele i lgnie do swojej trenerki.
- Miauuuuu. - mówi Kocio.
Po chwili z tunelu wychodzi reszta trenerów, na czele z "naj-liderem". Dziewczyna na jego widok, rzuca mu się na szyję.
- Natalie, nawet nie wiesz...
- Wiem, cholero. - odpowiada dziewczyna. Pojmujecie, że to właśnie liderka Boltvain, sympatia Harpera Hussaina, Natalie Saint.
- nono.
Uwaga wszystkich skupia się przez moment na stanie Blacka.
Natalie postanawia go przeprosić za zachowanie Kocia i rozkazuje swojemu pupilkowi użyć tym razem umiejętności "Fire Punch". W ostatnim momencie jednak powstrzymuje ją Lexa, która krzyczy, że może być to niebezpieczne...
- Ach, faktycznie! Hahah! Nie pomyślałam o tym! - śmieje się Natalie.
Lexa nakazuje Meloettcie użyć swojej magii leczniczej. Lodowa skorupa pęka po kilku sekundach.
Pytacie pannę Saint o sytuację w mieście.
- A... to.... No...
- Nono...
- No ciekawie to nie jest. Sami chyba widzicie.
- Czego oni chcą? Czy chcą nas inwigilować, zastraszyć i zniszczyć?! - pyta Black.
- Są tam rasiści? - pyta Barrack.
- A może jakieś nimfomanki? - pyta Dove.
- Nie znam dobrze Resurrection, ale jak wszystkim dobrze wiadomo - no wariaci to są. Chcecie szczegółów, mojej relacji, ale no co ja wam powiem... Siedziałam sobie jak zwykle w gymie, czekając na jakichś śmieszków, którzy śmią zwać się trenerami pokemon, ale nikogo nie było. Więc no co no, wyszłam na zewnątrz. A tutaj patrzę - szok i niedowierzanie. Okazuje się, że jednak jest noc. Myślę sobie, no zasiedziałam się kurczę w tym gymie, ale po chwili patrzę na zegarek i co? 15! Dziwię się. Wszyscy by się zdziwili, Harper też by się zdziwił, no wiecie jak to jest. No dziwne, to nie dzieje się zwykle. Patrzę dalej, a tutaj jak spod ziemi, wyrasta masa dziwnych ludzi. Z każdą sekundą robi ich się coraz więcej. Przez chwilę myślę, że to trenerzy, którzy przyszli się ze mną zmierzyć i normalnie aż trafia mnie szlag. Dopiero później uświadamiam sobie, że tak naprawdę wszyscy stoją w jednym miejscu i cały czas powtarzają tylko jedno słowo. Nie wiedząc co robić, weszłam sobie do centrum pokemon i się zabarykadowałam. Resztę… historii znacie.
Dead End trwa dalej. Dwoje trenerów powinno coś zasugerować/zaproponować.
Noivern wzbił się w powietrze i zlokalizował Centrum Pokemon. O dziwo - jak przystało na centrum, znajdowało się ono rzeczywiście w centrum. Mimi obrała cel i zaczęła wykopywać tunel pod miastem.
Wszyscy stanęli do swoich pozycji i poinformowali się (pewnie fałszywie) o wzajemnej asekuracji.
15 osób przyjęło swoje pozycje:
Grupa atakująca od frontu:
Artie Blaine Jr, Vincent White, Archie Rose, Carmen Rogers
Grupa szukająca Voltensteina:
Salvatore Blade, Elena Grimes, Bodzio Bodziszkowaty
Grupa zmierzająca do PC.
Black Kage
Destiny Holmes
Mietek Placek
Dove Gołomp
Lexa Valentine
Harper Hussain
Barrack Morgan
Pink Valentine
Grupa 1:
Wszyscy przechodzą do szturmu. Opętani żołnierze nie zwracają na to uwagi i wciąż powtarzają jak jeden mąż... słowo Resurrection.
Szarże Constantine'a Vincenta i Dracospheare Artiego powoli przerzedzają jakże wielkie zbiorowisko przeciwników.
Grupa 2:
Bodzio zastanawia się, dlaczego Black nie chciał go zabrać ze sobą. Jest mu przykro, gdyż w końcu ma mopa i przez to w drużynie pana Kage nie będzie nikogo, kto mógłby wymiatać. Zaproszony do grupy Eleny i Salvatore, zamierza zlokalizować Voltensteina. Niezbyt dobrze na zdrowie robi mu uczucie marszu wśród padających ciał.
Grupa 3:
Mimi kończy swój tunel na samym środku poke center. Przewodniczący podziemnej eskapadzie Black, jako pierwszy wychodzi na powierzchnię. Dostrzega niewysoką dziewczynę z długimi blond włosami, która ewidentnie rozmyśla nad jakąś strategią. Po chwili jednak, czuje (Black) solidne uderzenie w okolicach pleców i jak długi pada na ziemię. Próbuje się ruszać, ale nie może. Kilka sekund później, uświadamia sobie, że jest zamrożony.
- Kocio... Ile razy pańcia mówiła... nie zamrażać ekipy ratunkowej... - mówi dziewczyna.
Black może tylko obserwować, lecz wkrótce udaje mu się dostrzec winowajcę całego zamieszania. Mocarny i ciężki Electrivire, jak gdyby nigdy nic, przechodzi sobie po jego zamrożonym ciele i lgnie do swojej trenerki.
- Miauuuuu. - mówi Kocio.
Po chwili z tunelu wychodzi reszta trenerów, na czele z "naj-liderem". Dziewczyna na jego widok, rzuca mu się na szyję.
- Natalie, nawet nie wiesz...
- Wiem, cholero. - odpowiada dziewczyna. Pojmujecie, że to właśnie liderka Boltvain, sympatia Harpera Hussaina, Natalie Saint.
- nono.
Uwaga wszystkich skupia się przez moment na stanie Blacka.
Natalie postanawia go przeprosić za zachowanie Kocia i rozkazuje swojemu pupilkowi użyć tym razem umiejętności "Fire Punch". W ostatnim momencie jednak powstrzymuje ją Lexa, która krzyczy, że może być to niebezpieczne...
- Ach, faktycznie! Hahah! Nie pomyślałam o tym! - śmieje się Natalie.
Lexa nakazuje Meloettcie użyć swojej magii leczniczej. Lodowa skorupa pęka po kilku sekundach.
Pytacie pannę Saint o sytuację w mieście.
- A... to.... No...
- Nono...
- No ciekawie to nie jest. Sami chyba widzicie.
- Czego oni chcą? Czy chcą nas inwigilować, zastraszyć i zniszczyć?! - pyta Black.
- Są tam rasiści? - pyta Barrack.
- A może jakieś nimfomanki? - pyta Dove.
- Nie znam dobrze Resurrection, ale jak wszystkim dobrze wiadomo - no wariaci to są. Chcecie szczegółów, mojej relacji, ale no co ja wam powiem... Siedziałam sobie jak zwykle w gymie, czekając na jakichś śmieszków, którzy śmią zwać się trenerami pokemon, ale nikogo nie było. Więc no co no, wyszłam na zewnątrz. A tutaj patrzę - szok i niedowierzanie. Okazuje się, że jednak jest noc. Myślę sobie, no zasiedziałam się kurczę w tym gymie, ale po chwili patrzę na zegarek i co? 15! Dziwię się. Wszyscy by się zdziwili, Harper też by się zdziwił, no wiecie jak to jest. No dziwne, to nie dzieje się zwykle. Patrzę dalej, a tutaj jak spod ziemi, wyrasta masa dziwnych ludzi. Z każdą sekundą robi ich się coraz więcej. Przez chwilę myślę, że to trenerzy, którzy przyszli się ze mną zmierzyć i normalnie aż trafia mnie szlag. Dopiero później uświadamiam sobie, że tak naprawdę wszyscy stoją w jednym miejscu i cały czas powtarzają tylko jedno słowo. Nie wiedząc co robić, weszłam sobie do centrum pokemon i się zabarykadowałam. Resztę… historii znacie.
Dead End trwa dalej. Dwoje trenerów powinno coś zasugerować/zaproponować.
- Czarnoksieznik
- Mistrz Administracyjnej Magii
- Posty: 1751
- Rejestracja: sob, 24 sty 2009, 15:23
- Naklejki: 17
- Lokalizacja: z Angmaru
Re: Rozgrywka
Black zastanawiał się chwilę, skąd tu się w sumie wziął. Jego plan zakładał, że będzie atakował od frontu. No ale nic, za późno już, żeby się wycofać.
-Dobra, to chyba kontynuujemy wprowadzanie naszego planu. Jest ich kilka tysięcy, musimy... ekhem... skosić ich wszystkich. Po prostu... zamrażamy, paraliżujemy, usypiamy albo wiążemy wszystko w zasięgu wzroku. - to powiedziawszy, wypuścił te stworki, które mogły się przydać w tym zadaniu: Champę oraz Piranię. - A, i w sumie powinniśmy też ewakuować zakładników... ci, którzy nie mają nic nadającego się do koszenia, powinni się tym zająć.
-Dobra, to chyba kontynuujemy wprowadzanie naszego planu. Jest ich kilka tysięcy, musimy... ekhem... skosić ich wszystkich. Po prostu... zamrażamy, paraliżujemy, usypiamy albo wiążemy wszystko w zasięgu wzroku. - to powiedziawszy, wypuścił te stworki, które mogły się przydać w tym zadaniu: Champę oraz Piranię. - A, i w sumie powinniśmy też ewakuować zakładników... ci, którzy nie mają nic nadającego się do koszenia, powinni się tym zająć.

Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:
- Autor8
- Lord Protektor
- Posty: 2169
- Rejestracja: ndz, 7 kwie 2013, 13:22
- Naklejki: 100
Re: Rozgrywka
Bodzio postanawia trochę posprzątać ten bałagan. W końcu jest profesjonalnym woźnym, skończył najlepsze szkoły dla woźnych, tj. studia humanistyczne i to nawet doktoraty. (XDDDDDD - tu byłem, Dizel)
Kiedy już trochę tu posprząta, to zaczyna proponować swe usługi sprzątające wszystkim napotkanym osobom. Liczy, że któraś powie mu, gdzie ten cały Voltenstein jest.
Kiedy już trochę tu posprząta, to zaczyna proponować swe usługi sprzątające wszystkim napotkanym osobom. Liczy, że któraś powie mu, gdzie ten cały Voltenstein jest.
- Dawid6
- Bezpieczeństwo Forum
- Posty: 2178
- Rejestracja: sob, 7 lis 2009, 14:12
- Naklejki: 7
- Lokalizacja: Koło komputera xD
- Kontakt:
Re: Rozgrywka
Szukam gymu. Wszyscy wiedzą, że różni osobnicy typu bad-rzyć kochają przesiadywać w gymach. Na pewno będzie tam ten Wolfen.... Voltenstein.
Wyciągam Nietopyrza i proszę go o zlokalizowanie sali tego miasta.
Wyciągam też Alvina oraz Żabola i używam ich umiejętności, by paraliżować, oślepiać, a także ujełapiać członków TR po drodze do gymu.
Wyciągam Nietopyrza i proszę go o zlokalizowanie sali tego miasta.
Wyciągam też Alvina oraz Żabola i używam ich umiejętności, by paraliżować, oślepiać, a także ujełapiać członków TR po drodze do gymu.
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015Tym kolorem moderuję.
- Alysia
- Postrach Siedmiu Mórz
- Posty: 239
- Rejestracja: wt, 11 lis 2014, 12:26
Re: Rozgrywka
Wszystko dzieje się w tym samym czasie:
Grupa 1,2:
Resurrection Team w jednym momencie wychodzi z transu. Vincent, Artie, Archie i Carmen znajdują się w nieco trudniejszej sytuacji. Przeciwnicy przystępują do kontrataku. Widząc to, Elena, Salvatore i Bodzio, postanawiają zareagować. Wracają do pierwszej grupy i walczą razem z resztą.
Starcia są krwawe, ginie wiele członków Resurrection Team. Czarna Rayquaza i Zielony Charizard wzbijają się w powietrze. Rozpoczyna się bombardowanie Boltvain.
Trwa wielka walka, między ziemią a przestrzenią powietrzną.
Grupa 3:
W jak zawsze niespodziewanym momencie, dzieje się coś dziwnego. W gymie gasną wszystkie światła.
- Dobra, przyznać się, kto walnął z nerwów w przełącznik - mówi zirytowany Harper. Mężczyzna jest lekko zaniepokojony zaistniałą sytuacją i stara się obrócić ją w żart.
Dalsze zdarzenia nie przynoszą jednak niczego dobrego - wręcz przeciwnie. Nikt nie reaguje na słowa naj lidera i co więcej... coś zaczyna się mrocznie śmiać.
- Kocio, użyj Flash! - rozkazuje swojemu pupilkowi. W pokoju robi się nieco jaśniej.
Jasność rozświetla ciemny pokój i ujawnia prawdę...
W poke centrum pojawia się dziwny, grubawy osobnik w czarnym płaszczu. Wszyscy w jednym momencie rozpoznają w nim kogoś znajomego...
- Ale... jak to moż...
- A on przypadkiem...
- Wtf...
- Ahm, to znowu ten dziad, który przede mną uciekał.
Szokom i zdziwieniom nie ma końca. Przed grupką trenerów jak gdyby nigdy nic, pojawia się Ray Torres. Widząc to, Natalie każe się wszystkim odsunąć, a sama rusza w stronę niecodziennego gościa.
- To moje miasto i nie pozwolę go krzywdzić, czymkolwiek i kimkolwiek jesteś, zmoro, odejdź!
- Wszystko przebiega zgodnie z naszym planem. Wszystko, absolutnie wszystko. Królowa już niedługo wróci. Mwahahah! Volkraken! Atakuj! - śmieje się mrocznie Torres, a po chwili rozkazuje swojemu stworkowi zaatakować wszystkich trenerów znajdujących się w PC.
Chcecie jakoś działać, ale w tym momencie reaguje Natalie. Wysyła w bój swojego Hitmonchana.
http://replay.pokemonshowdown.com/customgame-432169660
Dead End trwa dalej. Dwoje trenerów powinno coś zasugerować/zaproponować.
Grupa 1,2:
Resurrection Team w jednym momencie wychodzi z transu. Vincent, Artie, Archie i Carmen znajdują się w nieco trudniejszej sytuacji. Przeciwnicy przystępują do kontrataku. Widząc to, Elena, Salvatore i Bodzio, postanawiają zareagować. Wracają do pierwszej grupy i walczą razem z resztą.
Starcia są krwawe, ginie wiele członków Resurrection Team. Czarna Rayquaza i Zielony Charizard wzbijają się w powietrze. Rozpoczyna się bombardowanie Boltvain.
Trwa wielka walka, między ziemią a przestrzenią powietrzną.
Grupa 3:
W jak zawsze niespodziewanym momencie, dzieje się coś dziwnego. W gymie gasną wszystkie światła.
- Dobra, przyznać się, kto walnął z nerwów w przełącznik - mówi zirytowany Harper. Mężczyzna jest lekko zaniepokojony zaistniałą sytuacją i stara się obrócić ją w żart.
Dalsze zdarzenia nie przynoszą jednak niczego dobrego - wręcz przeciwnie. Nikt nie reaguje na słowa naj lidera i co więcej... coś zaczyna się mrocznie śmiać.
- Kocio, użyj Flash! - rozkazuje swojemu pupilkowi. W pokoju robi się nieco jaśniej.
Jasność rozświetla ciemny pokój i ujawnia prawdę...
W poke centrum pojawia się dziwny, grubawy osobnik w czarnym płaszczu. Wszyscy w jednym momencie rozpoznają w nim kogoś znajomego...
- Ale... jak to moż...
- A on przypadkiem...
- Wtf...
- Ahm, to znowu ten dziad, który przede mną uciekał.
Szokom i zdziwieniom nie ma końca. Przed grupką trenerów jak gdyby nigdy nic, pojawia się Ray Torres. Widząc to, Natalie każe się wszystkim odsunąć, a sama rusza w stronę niecodziennego gościa.
- To moje miasto i nie pozwolę go krzywdzić, czymkolwiek i kimkolwiek jesteś, zmoro, odejdź!
- Wszystko przebiega zgodnie z naszym planem. Wszystko, absolutnie wszystko. Królowa już niedługo wróci. Mwahahah! Volkraken! Atakuj! - śmieje się mrocznie Torres, a po chwili rozkazuje swojemu stworkowi zaatakować wszystkich trenerów znajdujących się w PC.
Chcecie jakoś działać, ale w tym momencie reaguje Natalie. Wysyła w bój swojego Hitmonchana.
http://replay.pokemonshowdown.com/customgame-432169660
Spoiler:
Dead End trwa dalej. Dwoje trenerów powinno coś zasugerować/zaproponować.
- Czarnoksieznik
- Mistrz Administracyjnej Magii
- Posty: 1751
- Rejestracja: sob, 24 sty 2009, 15:23
- Naklejki: 17
- Lokalizacja: z Angmaru
Re: Rozgrywka
Black uśmiechnął się.
-Mówiłem! MÓWIŁEM, ŻE ON WRÓCI! Miałem rację! ^^ - Kage odwrócił się do reszty. - Dobra. Jest unieruchomiony i nie ma Poków. Teraz jest okazja, by go zabić. Po raz drugi. Porządniej, niż ostatnio. - widząc brak entuzjazmu u swoich towarzyszy, westchnął cicho. - Dobra, ale chociaż go przesłuchajmy. - wystawił Piranhę. - Dobra, Torres. Jest sprawa. Ten tu Victreebel bardzo lubi ciąć. I nie rozumiem przez to przynależności do subkultury emo. Bardziej do subkultury kibiców Wisły Kraków. Wiesz, maczety i te sprawy... - nie miał pojęcia, kim są kibice Wisły Kraków, ale coś mu mówiło, że właśnie tak się zachowują. - Tak czy siak... możesz teraz grzecznie powiedzieć nam, co tu się do jasnej ciasnej dzieje, albo też równie grzecznie milczeć... ewentualnie niezbyt grzecznie się o nas wyrażać, bo tak zwykle robią ludzie w filmach, gdy znajdą się w takiej sytuacji... gdy ten tu Victreebel będzie ciął. To jak?
-Mówiłem! MÓWIŁEM, ŻE ON WRÓCI! Miałem rację! ^^ - Kage odwrócił się do reszty. - Dobra. Jest unieruchomiony i nie ma Poków. Teraz jest okazja, by go zabić. Po raz drugi. Porządniej, niż ostatnio. - widząc brak entuzjazmu u swoich towarzyszy, westchnął cicho. - Dobra, ale chociaż go przesłuchajmy. - wystawił Piranhę. - Dobra, Torres. Jest sprawa. Ten tu Victreebel bardzo lubi ciąć. I nie rozumiem przez to przynależności do subkultury emo. Bardziej do subkultury kibiców Wisły Kraków. Wiesz, maczety i te sprawy... - nie miał pojęcia, kim są kibice Wisły Kraków, ale coś mu mówiło, że właśnie tak się zachowują. - Tak czy siak... możesz teraz grzecznie powiedzieć nam, co tu się do jasnej ciasnej dzieje, albo też równie grzecznie milczeć... ewentualnie niezbyt grzecznie się o nas wyrażać, bo tak zwykle robią ludzie w filmach, gdy znajdą się w takiej sytuacji... gdy ten tu Victreebel będzie ciął. To jak?

Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:
- Alysia
- Postrach Siedmiu Mórz
- Posty: 239
- Rejestracja: wt, 11 lis 2014, 12:26
Re: Rozgrywka
Ray wciąż się szczerzył. Milcząc uśmiechał się, nie robiąc sobie zupełnie niczego ze słów Blacka. Zdenerwowany chłopak postanowił użyć swojego Victribela.
- Czymże są tortury ziemskie w porównaniu do tych... piekielnych? - spytał.
- WTF, Ray, byłeś w piekle? - z premedytacją zepsuł klimat Barrack.
- Owszem. Teraz natomiast... sprowadzam je ze sobą. Spójrzcie na zewnątrz - polecił. Grupka trenerów zupełnie niechętnie spojrzała przez okno.
Wciąż toczył się bój między oddziałem Elite Four i członkami Resurrection.
- Czy wy naprawdę myśleliście, że bez powodu wysłaliśmy do miasta tak wiele niewinnych istnień? Naprawdę myślicie, że nie ma to jakiegoś znaczenia?
- W takim razie... co chcecie zrobić? - spytała Pink ze zdezorientowaniem.
- Myślę, że już wkrótce... sami się przekonacie. Świat, jaki znacie... już nigdy nie będzie taki sam. Oj nie... Śpieszcie się kochać ludzi, bo tak szybko... giną. - rzekł, przerywając sobie złowieszczym śmiechem. Wszyscy patrzyli na niego jak na totalnego idiotę. Nikt nie miał zielonego pojęcia o co może mu tak naprawdę chodzić.
- Im więcej osób na zewnątrz zginie, tym lepszy efekt osiągniemy.
- A co to niby za efekt... ubijać własne wojsko? Jak wtedy stawicie czoła policji?
- Granica między życiem a śmiercią od zawsze była nienaruszalna. Jak myślicie, czemu? Widzę, że nie wiecie, więc... już śpieszę z wyjaśnieniami. Jedna strona izolowała się od drugiej i to rzeczywiście, mając ku temu jakiś sensowny powód. Jedna strona, jest znacznie silniejsza, jedna strona dominuje i zmiata pod siebie tą drugą. Śmierć... zawsze wygrywa z życiem.
- Jeśli myślisz, że to miało nam co nieco wyjaśnić, to wciąż jesteś w błędzie. - stwierdziła Lexa z poirytowaniem.
- Skoro tak... pozwólcie, że ujmę sprawę w sposób bardziej... obrazowy. - odparł Ray. Mężczyzna kolejny raz okrutnie się zaśmiał i machnął swą potężną ręką do tyłu. Dzięki wyrwał się z uroku Meloetty. Szybko zeskoczył na ziemię i nim ktokolwiek zdążył zareagować, podniósł zaciśniętą pięść do góry.
Pomieszczenie znowu zaczęło się wypełniać nieprzebytym mrokiem.
- Meloetta, Hyper Voice! - krzyknęła Lexa.
- Moltres, Flare Blitz! - wtórowała jej Pink.
Niestety, nie przyniosło to zamierzonych efektów...
Mrok rozprzestrzenił się po całym pokoju, a znajdujące się w nim osoby... czuły się dziwnie, nietypowo, jak gdyby właśnie przekraczały granicę między dwoma światami.
.
.
.
Minęło kilka chwil, a dziwne zaklęcie ustało.
Bodzio, Black, Dove, Mietek i Destiny znajdowali się na dachu jakiejś budowli. Całą okolicę spowijała bardzo gęsta mgła. Nie wiedząc co począć, zdecydowaliście się spojrzeć w dół. Miasto roiło się od ofiar, poległych w walce, a widok leżących na ulicach trupów, tylko pogłębiał klimat wszechpanującej histerii. Resztki lokalnej architektury, porozrzucane w sposób zupełnie chaotyczny po całym Boltvain tylko dodawały obrazowi masakry większych i bardziej wyrazistych konkretów.
- Gdzie... gdzie my jesteśmy? - zdziwił się Mietek.
- wtf... co ja tu robię? - nie dowierzał jeszcze bardziej Bodzio.
- Czemu znowu nie mam spodni? - nie mógł wyjść z szoku Dove.
Black natomiast milczał i niczym lider grupy, starał się szybko i w miarę dokładnie przeanalizować sytuację w jakiej się znalazł. Stała przy nim Destiny, lekko zaniepokojona chaosem ostatnich wydarzeń. Z jej wyrazu twarzy można było wyczytać, że podobnie jak Kage, odstając od reszty grupowych oszołomów, tkwiła w wyraźnym skupieniu.
- Resurrection Team chciało, aby ich armia została wybita, chcieli coś osiągnąć... - głośno się zastanawiał.
- Chcieli... kogoś wskrzesić? - wtórowała mu Destiny.
- Wszyscy inni zniknęli... Pink, Barrack, Liderzy... Elite Four... Nawet ten Znienawidzony Marian.
- Ej, Black, ale on już chyba wcześniej. - zauważył Dove, wciąż rozglądając się za swoimi spodniami.
- I TY NAPRAWDĘ MYŚLISZ, ŻE MÓGŁ BYĆ TO PRZYPADEK?
- yyy tak... - stwierdził ponuro. Kage chciał już jakoś zareagować, ale kolejne wyzwiska płynące z jego ust, zostały zatrzymane przez Destiny.
- W takim razie... ciekawe, skąd ja się tu wzięłam...
- Spoko, ja też nwm. - odpowiedział bystrze Bodzio.
- Wy do siebie pasujecie, tworzycie niezniszczalny team, a ja... znacznie od was odstaję. - powiedziała ze smutkiem. Black patrzył na wypowiedź swojej koleżanki z niemałą irytacją. Z jego mimiki twarzy wynikało, że już wkrótce spróbuje ją pocieszyć.
Ktoś jednak ponownie postanowił mu przerwać.
Z północnej strony mgły wyłonił się osobnik w czarnym stroju. Mężczyzna nie przypominał Torresa, był znacznie szczuplejszy. Miał na sobie smutną maskę teatralną.
- Och, widzę, że goście przybyli już na wielką powitalną uroczystość. To doprawdy urzekające, miłe i... bardzo, ale to bardzo przyjemne!- stwierdził.
- Czy to nie przypadkiem... - zaczął się zastanawiać Dove.
- Mam na imię Razor Voltenstein - stwierdził. - Z pewnością... już kiedyś się spotkaliśmy. Chciałbym wam podziękować za pomoc w realizacji naszego planu. Wspólnymi siłami udało nam się przywrócić do życia kolejną duszyczkę, o mroku znacznie większym niż wszystkie demony z piekła rodem. Hahah! - zaśmiał się złowieszczo.
Z gęstej, nieprzebytej mgły, zaczęła powoli wyłaniać się kolejna sylwetka. Przedstawiała postać z dłuższymi włosami, która krocząc przed siebie, zmieniała otaczającą ją rzeczywistość w jeszcze większy mrok.
- Panie i panowie, chciałbym wam kogoś przedstawić. - odparł Voltenstein, wyczekując aż zmierzająca w jego stronę postać stanie się wystarczająco wyraźna.
Wasze serca zaczęły bić kilka razy szybciej, mniej ważne sprawy odeszły w chwilową niepamięć, a nawet Dove zapomniał o swoich spodniach.
Z mgły wyłoniła się niewysoka postać z długimi, czarnymi włosami, odziana w jakby przymałą pasiastą sukienkę. Choć wprawdzie nikt wam jej jeszcze nie przedstawił, wszyscy w rzeczywistości mieliście świadomość, z kim właśnie przyszło im się mierzyć.
- Oto... - wznowił swoje słowne przedstawienie...
- Prosiłabym, bez takich. - odparła chłodno. - Naprawdę, dziękuję za poświęcenie, Razorze, ale chyba już odegrałeś swój ważny rozdział w tej historii. - dodała chwilę później. Tajemnicza dziewczyna zamknęła dynamicznie swe piękne, czarne oczy i dotknęła od tyłu ramienia swojego rozmówcy.
Voltenstein w jednym momencie runął jak długi na ziemię, a wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał, że swój żywot zakończył w potwornych męczarniach. Dziewczyna szybko otworzyła swe oczy i spojrzała na dzieło, jakiego dokonała. Nieznacznie się przy tym uśmiechnęła.
- Słuchajcie... nie wiem kim jesteście, ale nie zawracajcie mi głowy, dobrze? - zaproponowała.
- Czymże są tortury ziemskie w porównaniu do tych... piekielnych? - spytał.
- WTF, Ray, byłeś w piekle? - z premedytacją zepsuł klimat Barrack.
- Owszem. Teraz natomiast... sprowadzam je ze sobą. Spójrzcie na zewnątrz - polecił. Grupka trenerów zupełnie niechętnie spojrzała przez okno.
Wciąż toczył się bój między oddziałem Elite Four i członkami Resurrection.
- Czy wy naprawdę myśleliście, że bez powodu wysłaliśmy do miasta tak wiele niewinnych istnień? Naprawdę myślicie, że nie ma to jakiegoś znaczenia?
- W takim razie... co chcecie zrobić? - spytała Pink ze zdezorientowaniem.
- Myślę, że już wkrótce... sami się przekonacie. Świat, jaki znacie... już nigdy nie będzie taki sam. Oj nie... Śpieszcie się kochać ludzi, bo tak szybko... giną. - rzekł, przerywając sobie złowieszczym śmiechem. Wszyscy patrzyli na niego jak na totalnego idiotę. Nikt nie miał zielonego pojęcia o co może mu tak naprawdę chodzić.
- Im więcej osób na zewnątrz zginie, tym lepszy efekt osiągniemy.
- A co to niby za efekt... ubijać własne wojsko? Jak wtedy stawicie czoła policji?
- Granica między życiem a śmiercią od zawsze była nienaruszalna. Jak myślicie, czemu? Widzę, że nie wiecie, więc... już śpieszę z wyjaśnieniami. Jedna strona izolowała się od drugiej i to rzeczywiście, mając ku temu jakiś sensowny powód. Jedna strona, jest znacznie silniejsza, jedna strona dominuje i zmiata pod siebie tą drugą. Śmierć... zawsze wygrywa z życiem.
- Jeśli myślisz, że to miało nam co nieco wyjaśnić, to wciąż jesteś w błędzie. - stwierdziła Lexa z poirytowaniem.
- Skoro tak... pozwólcie, że ujmę sprawę w sposób bardziej... obrazowy. - odparł Ray. Mężczyzna kolejny raz okrutnie się zaśmiał i machnął swą potężną ręką do tyłu. Dzięki wyrwał się z uroku Meloetty. Szybko zeskoczył na ziemię i nim ktokolwiek zdążył zareagować, podniósł zaciśniętą pięść do góry.
Pomieszczenie znowu zaczęło się wypełniać nieprzebytym mrokiem.
- Meloetta, Hyper Voice! - krzyknęła Lexa.
- Moltres, Flare Blitz! - wtórowała jej Pink.
Niestety, nie przyniosło to zamierzonych efektów...
Mrok rozprzestrzenił się po całym pokoju, a znajdujące się w nim osoby... czuły się dziwnie, nietypowo, jak gdyby właśnie przekraczały granicę między dwoma światami.
.
.
.
Minęło kilka chwil, a dziwne zaklęcie ustało.
Bodzio, Black, Dove, Mietek i Destiny znajdowali się na dachu jakiejś budowli. Całą okolicę spowijała bardzo gęsta mgła. Nie wiedząc co począć, zdecydowaliście się spojrzeć w dół. Miasto roiło się od ofiar, poległych w walce, a widok leżących na ulicach trupów, tylko pogłębiał klimat wszechpanującej histerii. Resztki lokalnej architektury, porozrzucane w sposób zupełnie chaotyczny po całym Boltvain tylko dodawały obrazowi masakry większych i bardziej wyrazistych konkretów.
- Gdzie... gdzie my jesteśmy? - zdziwił się Mietek.
- wtf... co ja tu robię? - nie dowierzał jeszcze bardziej Bodzio.
- Czemu znowu nie mam spodni? - nie mógł wyjść z szoku Dove.
Black natomiast milczał i niczym lider grupy, starał się szybko i w miarę dokładnie przeanalizować sytuację w jakiej się znalazł. Stała przy nim Destiny, lekko zaniepokojona chaosem ostatnich wydarzeń. Z jej wyrazu twarzy można było wyczytać, że podobnie jak Kage, odstając od reszty grupowych oszołomów, tkwiła w wyraźnym skupieniu.
- Resurrection Team chciało, aby ich armia została wybita, chcieli coś osiągnąć... - głośno się zastanawiał.
- Chcieli... kogoś wskrzesić? - wtórowała mu Destiny.
- Wszyscy inni zniknęli... Pink, Barrack, Liderzy... Elite Four... Nawet ten Znienawidzony Marian.
- Ej, Black, ale on już chyba wcześniej. - zauważył Dove, wciąż rozglądając się za swoimi spodniami.
- I TY NAPRAWDĘ MYŚLISZ, ŻE MÓGŁ BYĆ TO PRZYPADEK?
- yyy tak... - stwierdził ponuro. Kage chciał już jakoś zareagować, ale kolejne wyzwiska płynące z jego ust, zostały zatrzymane przez Destiny.
- W takim razie... ciekawe, skąd ja się tu wzięłam...
- Spoko, ja też nwm. - odpowiedział bystrze Bodzio.
- Wy do siebie pasujecie, tworzycie niezniszczalny team, a ja... znacznie od was odstaję. - powiedziała ze smutkiem. Black patrzył na wypowiedź swojej koleżanki z niemałą irytacją. Z jego mimiki twarzy wynikało, że już wkrótce spróbuje ją pocieszyć.
Ktoś jednak ponownie postanowił mu przerwać.
Z północnej strony mgły wyłonił się osobnik w czarnym stroju. Mężczyzna nie przypominał Torresa, był znacznie szczuplejszy. Miał na sobie smutną maskę teatralną.
- Och, widzę, że goście przybyli już na wielką powitalną uroczystość. To doprawdy urzekające, miłe i... bardzo, ale to bardzo przyjemne!- stwierdził.
- Czy to nie przypadkiem... - zaczął się zastanawiać Dove.
- Mam na imię Razor Voltenstein - stwierdził. - Z pewnością... już kiedyś się spotkaliśmy. Chciałbym wam podziękować za pomoc w realizacji naszego planu. Wspólnymi siłami udało nam się przywrócić do życia kolejną duszyczkę, o mroku znacznie większym niż wszystkie demony z piekła rodem. Hahah! - zaśmiał się złowieszczo.
Z gęstej, nieprzebytej mgły, zaczęła powoli wyłaniać się kolejna sylwetka. Przedstawiała postać z dłuższymi włosami, która krocząc przed siebie, zmieniała otaczającą ją rzeczywistość w jeszcze większy mrok.
- Panie i panowie, chciałbym wam kogoś przedstawić. - odparł Voltenstein, wyczekując aż zmierzająca w jego stronę postać stanie się wystarczająco wyraźna.
Wasze serca zaczęły bić kilka razy szybciej, mniej ważne sprawy odeszły w chwilową niepamięć, a nawet Dove zapomniał o swoich spodniach.
Z mgły wyłoniła się niewysoka postać z długimi, czarnymi włosami, odziana w jakby przymałą pasiastą sukienkę. Choć wprawdzie nikt wam jej jeszcze nie przedstawił, wszyscy w rzeczywistości mieliście świadomość, z kim właśnie przyszło im się mierzyć.
- Oto... - wznowił swoje słowne przedstawienie...
- Prosiłabym, bez takich. - odparła chłodno. - Naprawdę, dziękuję za poświęcenie, Razorze, ale chyba już odegrałeś swój ważny rozdział w tej historii. - dodała chwilę później. Tajemnicza dziewczyna zamknęła dynamicznie swe piękne, czarne oczy i dotknęła od tyłu ramienia swojego rozmówcy.
Voltenstein w jednym momencie runął jak długi na ziemię, a wyraz jego twarzy wyraźnie wskazywał, że swój żywot zakończył w potwornych męczarniach. Dziewczyna szybko otworzyła swe oczy i spojrzała na dzieło, jakiego dokonała. Nieznacznie się przy tym uśmiechnęła.
- Słuchajcie... nie wiem kim jesteście, ale nie zawracajcie mi głowy, dobrze? - zaproponowała.
- Czarnoksieznik
- Mistrz Administracyjnej Magii
- Posty: 1751
- Rejestracja: sob, 24 sty 2009, 15:23
- Naklejki: 17
- Lokalizacja: z Angmaru
Re: Rozgrywka
Black zaczął dokonywać jakichś skomplikowanych obliczeń w umyśle. Skoro to jest tu... a tamto pasuje tam... a oni zrobili to, żeby osiągnąć to... to oznacza, że...
-Ty musisz być Luna, ósma liderka... - rzekł. Oczywiście mógł to też być Jasper, który na skutek tego, co ujrzał przed śmiercią postanowił zmienić płeć, ale wydało mu się to mało prawdopodobne. - Co planujesz!? I po co!? I... coś tam...
Kage zdawał sobie sprawę z zagrożenia, ale postanowił zaryzykować. W końcu w tym konkursie nie można zginąć... chyba... wcale nie kusił losu... w sumie myślami tymi mocno łamał czwartą ścianę i trochę słabiej naruszał zasady metagejmu... czymkolwiek była czwarta ściana, metagejm i ten konkurs...
-Ty musisz być Luna, ósma liderka... - rzekł. Oczywiście mógł to też być Jasper, który na skutek tego, co ujrzał przed śmiercią postanowił zmienić płeć, ale wydało mu się to mało prawdopodobne. - Co planujesz!? I po co!? I... coś tam...
Kage zdawał sobie sprawę z zagrożenia, ale postanowił zaryzykować. W końcu w tym konkursie nie można zginąć... chyba... wcale nie kusił losu... w sumie myślami tymi mocno łamał czwartą ścianę i trochę słabiej naruszał zasady metagejmu... czymkolwiek była czwarta ściana, metagejm i ten konkurs...

Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:


