Nie lubię takich opowieści zazwyczaj wyssanych z paca o ufo i tak dalej. Czasem po prostu człowiekowi się coś zdaje, i od razu myśli, że to ufo lub inne bzdury. Nie każde kolorowe światełka na niebie, to znak obcych.
Żeby nie spamować, opowiem o moim dziwnie niewytłumaczonym przypadku. Nie graniczy on z czymś paranormalnym, to coś w stylu dziwnego realnego snu.
Zacznę może od pewnych informacji. Moja babcia jest osobą bardzo przewrażliwioną tzn o wszystko się martwi (jak to babcia). Jednak trzyma się jej pewne dziwne zjawisko. Jej sny, są tak jakby przedstawiają sytuacje, która wydarzą się naprawdę. Jak to działa? Kiedy moja babcia widzi w śnie swoją matkę (która już nie żyje), zawsze ktoś umiera w realu. Dokładnie, zawsze. I nie chodzi tu o jakąś przypadkową osobę, ale o kogoś z bliskiej rodziny. Było tak z ciotką, wujkiem i tak dalej. Zdarzają się jej również takie sny, że np: kupiła sobie wymarzony rower. Po czym kilka dni później, w tym samym sklepie co w śnie, on jest. To bardzo dziwne, jest jeszcze więcej takich przypadków, ale nie będę się rozpisywał. Chyba wiecie o co chodzi.

To teraz przejdźmy do mnie. Jakiś czas temu (pod koniec roku szkolnego) miałem wypadek. Jadąc na rowerze pod górkę zobaczyłem samochód. Przestraszyłem się, że mój pies (ratlerek, taki malutki) wyleci na ulice (często tak robi), i podjechałem pod dom aby go złapać. Kiedy ten mnie zobaczył wyleciał za bramę (zwykle tak robi), a ja chcąc go zatrzymać, źle przekręciłem kierownice i upadłem. I co dalej? Przypomniałem sobie o samochodzie (leżałem na ulicy) i psie, kiedy samochód nadjechał. Na szczęście pies uciekł, ale z rowerem było gorzej. Ja jakoś upadłem na poboczu, także nie przejechał mnie. Najgorzej było z moją nogą, która krwawiła. Mój tato nie zdołał złapać osobę za kierownicą (zniszczył mi rower, nawet nie zauważył, że ja upadłem). Później z nogą było w miarę dobrze, ale później znowu gorzej ( w dzień urodzin byłem z nią w szpitalu). Kiedyś wszystko już było OK, zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Dosyć niedawno, miałem dziwny sen. Był on z dnia wypadku tyle, że wszystko było takie zielono-czarne (jak nagrane z kamery). Wszystko było również w spowolnionym tempie. Zaczęło się od tego jak pies ucieka w krzaki, a samochód jedzie. Nagle czas się zatrzymał, i dokładnie zobaczyłem faceta w samochodzie (poznałem go, mieszka blisko mnie). Później akcja się przerwała, i był szpital. Tam również był ten facet. Później w środku nocy się obudziłem, z takim okropnym bólem nogi, że cały dzień nie mogłem chodzić. Teraz nie wiem co ten sen miał oznaczać, czy to był naprawdę ten facet (samochód ma taki sam jak z wypadku). Z nogą kolejnego dnia było wszystko okej. To wszystko działo się naprawdę, ale jeżeli nie wierzycie to nie wierzcie. To tyle co chciałem napisać.