-Pieprz się, fizyko...-mruknął Ridlak. Miał już dość irytujących potworów. Pstryknął pazurami. Na ziemi tym razem zmaterializowała się otwarta puszka żarcia dla kotów. Jedzenie inne od ciast nigdy mu nie wychodziło dobrze, ale ten pseudo Łiskwas powinien wystarczyć. Szybko pochwycił opakowanie (nie uszło jego uwadze zainteresowanie, jakim obdarzył je Kajtek) i rzucił zawartość prosto na przeciwnika. Podniósł z ziemi blachę, w której dotąd było jedno z ciast, i zasłonił się nią jak tandetną tarczą, wskoczył na grzbiet Kajtka, pstryknięciem pazurów wyczarował sobie ,,miecz" z chochli do zup.
-SNICKERS! - wydał głośny okrzyk bojowy swego rodu. Wskazał chochlą przeciwnika. - Kajtek, bierz go!
Napędzany głodem (a od niedawna również piłą mechaniczną), Kajtek nie potrzebował więcej zachęty, gdy ujrzał w miarę zjadliwego wroga uwalonego pysznym dla niego żarciem. Potwór zaryczał i ruszył do przodu, początkowo powoli, ale stopniowo rozpędzając się do galopu.
-Szarża!!! - wrzasnął Ridlak tuż przed bezpośrednim starciem.












