Reksio i zagadka Aztlán.
- krys95
- Norman
- Posty: 293
- Rejestracja: wt, 2 wrz 2008, 14:57
- Lokalizacja: Moon of Endor
Reksio i zagadka Aztlán.
Prolog
Świtało. W małej świątyni boga Huitzilopochtli kapłanki zaczynały poranną modlitwę. Najstarsza z nich, Payzattche, zaczęła recytować kawałki kodeksu azteckiego. Już kończyła, gdy nagle wszędzie zrobiło się ciemno, a głosy dzieci bawiących się na podwórku ucichły. Czyżby bogowie znów się gniewali, bo nie otrzymali należnej ofiary? Cóż one, biedne kapłanki, mogą poradzić na brak surowców i głód wśród ludzi? Stara legenda opowiadała o wybrańcu, który gdy nadejdzie piętnasty dzień miesiąca Ochpaniztli, przywróci imperium dawną świetność?
Jednak Payzattche przeżyła już czterdzieści siedem owych dni i ani razu nie widziała wybrańca. Tym bardziej, że starsi od niej, też nigdy w tym dniu żadnego znaku nie zauważyli...
Zaczęła rachować w myślach... Nie, do tego dnia brakuje jeszcze ponad sześciu miesięcy!
Wystraszona zaczęła ryć w skale. Wyszedł jej niezbyt zgrabny bohomaz, ale w każdym razie ona wiedziała o co chodzi. Ciemność minęła. Payzattche zbrała się do dalszej pracy...
***
Aztekowie czekali długo. Gdy myśleli, że doczekali się boga- przybył tylko Cortes, który potem rozpoczął masową rzeź ludu. Niewielu ocalało. Imperium upadło... Ci, którzy widzieli te straszne wydarzenia, lub ocaleli zadawali sobie tylko pytanie:
Kiedy przybędzie ten wybraniec?
A czekać musieli długo...
Świtało. W małej świątyni boga Huitzilopochtli kapłanki zaczynały poranną modlitwę. Najstarsza z nich, Payzattche, zaczęła recytować kawałki kodeksu azteckiego. Już kończyła, gdy nagle wszędzie zrobiło się ciemno, a głosy dzieci bawiących się na podwórku ucichły. Czyżby bogowie znów się gniewali, bo nie otrzymali należnej ofiary? Cóż one, biedne kapłanki, mogą poradzić na brak surowców i głód wśród ludzi? Stara legenda opowiadała o wybrańcu, który gdy nadejdzie piętnasty dzień miesiąca Ochpaniztli, przywróci imperium dawną świetność?
Jednak Payzattche przeżyła już czterdzieści siedem owych dni i ani razu nie widziała wybrańca. Tym bardziej, że starsi od niej, też nigdy w tym dniu żadnego znaku nie zauważyli...
Zaczęła rachować w myślach... Nie, do tego dnia brakuje jeszcze ponad sześciu miesięcy!
Wystraszona zaczęła ryć w skale. Wyszedł jej niezbyt zgrabny bohomaz, ale w każdym razie ona wiedziała o co chodzi. Ciemność minęła. Payzattche zbrała się do dalszej pracy...
***
Aztekowie czekali długo. Gdy myśleli, że doczekali się boga- przybył tylko Cortes, który potem rozpoczął masową rzeź ludu. Niewielu ocalało. Imperium upadło... Ci, którzy widzieli te straszne wydarzenia, lub ocaleli zadawali sobie tylko pytanie:
Kiedy przybędzie ten wybraniec?
A czekać musieli długo...
Zapraszam do rejestracji w Margonem - można mnie tam spotkać pod nickiem Kryska :]
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
- krys95
- Norman
- Posty: 293
- Rejestracja: wt, 2 wrz 2008, 14:57
- Lokalizacja: Moon of Endor
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
Rozdział I
Przez całą noc Reksio przewracał się z boku na bok. Wcale nie chciało mu się spać. Nie chciał jednak budzić Kari-Maty, więc starał się zasnąć. Przysypiał jednak tylko na chwilkę, a za każdym razem śniło mu się to samo; jakieś stare miasto, obcięte głowy i dziwne rysunki, które przypominały mu ryciny z Praktycznego Podręcznika do Historii ( poradnik dla obieżyświata). Choć, gdy się zastanawiał nad dziwnymi snami, przebłyski tych obrazów pojawiały się w jego snach od szczenięcych lat. Tyle, że teraz, były bardziej brutalne i coraz wyraźniejsze. Nie było to miłe, bo jeszcze przedwczoraj śniło mu się pęto kiełbaski, a teraz widział tylko .... No właśnie, co on widział? Próbując odpowiedzieć sobie na pytanie zasnął.
Kiedy tylko się obudził, zaczął wertować książkę. Wreszcie trafił na odpowiednią rycinę. Pokazywała ona coś w rodzaju kalendarza. Opis ilustracji był dość krótki, ale Reksio zrozumiał wszystko. Kalendarz Azteków.
- Za dużo ostatnio naczytałem się książek o starożytnych cywilizacjach- mruknął i zamknął książkę.
Kari-Mata krzątała się po kuchni. Reksia zaintrygowało coś, co miała we włosach. Był to sznureczek cielistego koloru, na który nawleczono kilka obsydianowych koralików. Zawiązane na końcu długiego warkocza Kari-Maty wyglądało całkiem powszednio i niewinnie, ale Reksio czuł, że nie jest to przypadkowa ozdoba. Najpierw te sny o Aztekach, a teraz biżuteria Azteckich kobiet we włosach bliskiej osoby. Postanowił zbadać pochodzenie tajemniczej ozdoby.
- Ee...Kari-Mato..-Zaczął nieśmiało
- Tak, Reksiu?- Spytała
- Skąd masz tę oryginalną zawieszkę we włosach? Nigdy jej nie widziałem...
- Wiesz ,Reksiu, prawdę mówiąc ja też nie wiem ,skąd pochodzi. Kiedy się obudziłam, leżała na stoliku, koło lampli, więc pomyślałam, że zostawiłam ją tam przed snem....Ale nie przypominam sobie takiego zdarzenia.
Reksio zamarł słysząc tę odpowiedź. Pomyślał, że to zwykły zbieg okoliczności, ale nie dawało mu to spokoju.
- Reksiu, Molly i Kretes mają niedługo rocznicę ślubu i nas zaprosili...- powiedziała Kari-Mata.
- W porządku, możemy iść. Spotkamy się w kopcu? - zapytał Reksio.
- Nie, Kretes mówił coś o restauracji...
Ta cała sprawa zaczęła robić się podejrzana. Reksio znał Kretesa i wiedział, że jego przyjaciel nie lubi restauracji, ani jadłodajni. Pożegnawszy Kari-Matę wybiegł z budy i jak na skrzydłach poleciał do kopca. Kretes i Molly akurat spożywali makaron zaprawiany leboidką.
- Witaj Reksiu!- krzyknął Kretes i wpakował sobie do buzi porcję makaronu- O ie o a oada?
- Ee...nie rozumiem- bąknął Reksio
Kretes przełknął makaron.
- Co cię do nas sprowadza?- zapytał
- Kari mówiła mi coś o waszej rocznicy. Podobno robicie ją w restauracji.
- Ach tak!- Molly włączyła się do rozmowy- Myśleliśmy o ...Kretesie, jak to się nazywało? Omletelotl?
- Jeśli myślimy o tym samym miejscu, to chyba jest to Ometeotl. Ale nie mam nic przeciwko swojskiemu omletowi- powiedział Kretes.
Ometeotl...Reksio chyba słyszał kiedyś tę nazwę. Pożegnał się i kiedy dobiegł do budy zagłębił się w Podręczniku... O, jest!
Reksio poczuł senność. Jego potrzeba snu była wręcz nienormalna. Zamknął oczy... Zasnął...
Przez całą noc Reksio przewracał się z boku na bok. Wcale nie chciało mu się spać. Nie chciał jednak budzić Kari-Maty, więc starał się zasnąć. Przysypiał jednak tylko na chwilkę, a za każdym razem śniło mu się to samo; jakieś stare miasto, obcięte głowy i dziwne rysunki, które przypominały mu ryciny z Praktycznego Podręcznika do Historii ( poradnik dla obieżyświata). Choć, gdy się zastanawiał nad dziwnymi snami, przebłyski tych obrazów pojawiały się w jego snach od szczenięcych lat. Tyle, że teraz, były bardziej brutalne i coraz wyraźniejsze. Nie było to miłe, bo jeszcze przedwczoraj śniło mu się pęto kiełbaski, a teraz widział tylko .... No właśnie, co on widział? Próbując odpowiedzieć sobie na pytanie zasnął.
Kiedy tylko się obudził, zaczął wertować książkę. Wreszcie trafił na odpowiednią rycinę. Pokazywała ona coś w rodzaju kalendarza. Opis ilustracji był dość krótki, ale Reksio zrozumiał wszystko. Kalendarz Azteków.
- Za dużo ostatnio naczytałem się książek o starożytnych cywilizacjach- mruknął i zamknął książkę.
Kari-Mata krzątała się po kuchni. Reksia zaintrygowało coś, co miała we włosach. Był to sznureczek cielistego koloru, na który nawleczono kilka obsydianowych koralików. Zawiązane na końcu długiego warkocza Kari-Maty wyglądało całkiem powszednio i niewinnie, ale Reksio czuł, że nie jest to przypadkowa ozdoba. Najpierw te sny o Aztekach, a teraz biżuteria Azteckich kobiet we włosach bliskiej osoby. Postanowił zbadać pochodzenie tajemniczej ozdoby.
- Ee...Kari-Mato..-Zaczął nieśmiało
- Tak, Reksiu?- Spytała
- Skąd masz tę oryginalną zawieszkę we włosach? Nigdy jej nie widziałem...
- Wiesz ,Reksiu, prawdę mówiąc ja też nie wiem ,skąd pochodzi. Kiedy się obudziłam, leżała na stoliku, koło lampli, więc pomyślałam, że zostawiłam ją tam przed snem....Ale nie przypominam sobie takiego zdarzenia.
Reksio zamarł słysząc tę odpowiedź. Pomyślał, że to zwykły zbieg okoliczności, ale nie dawało mu to spokoju.
- Reksiu, Molly i Kretes mają niedługo rocznicę ślubu i nas zaprosili...- powiedziała Kari-Mata.
- W porządku, możemy iść. Spotkamy się w kopcu? - zapytał Reksio.
- Nie, Kretes mówił coś o restauracji...
Ta cała sprawa zaczęła robić się podejrzana. Reksio znał Kretesa i wiedział, że jego przyjaciel nie lubi restauracji, ani jadłodajni. Pożegnawszy Kari-Matę wybiegł z budy i jak na skrzydłach poleciał do kopca. Kretes i Molly akurat spożywali makaron zaprawiany leboidką.
- Witaj Reksiu!- krzyknął Kretes i wpakował sobie do buzi porcję makaronu- O ie o a oada?
- Ee...nie rozumiem- bąknął Reksio
Kretes przełknął makaron.
- Co cię do nas sprowadza?- zapytał
- Kari mówiła mi coś o waszej rocznicy. Podobno robicie ją w restauracji.
- Ach tak!- Molly włączyła się do rozmowy- Myśleliśmy o ...Kretesie, jak to się nazywało? Omletelotl?
- Jeśli myślimy o tym samym miejscu, to chyba jest to Ometeotl. Ale nie mam nic przeciwko swojskiemu omletowi- powiedział Kretes.
Ometeotl...Reksio chyba słyszał kiedyś tę nazwę. Pożegnał się i kiedy dobiegł do budy zagłębił się w Podręczniku... O, jest!
Znowu Aztekowie. Prześladowali go. W porządku, może o czymś więcej wiedzieć. Ale czego chcą od niego ci Aztekowie?Zgodnie z wierzeniami Azteckimi, najwyższą władzę w azteckim panteonie sprawował Ometeotl (Dwa Bóg)
Reksio poczuł senność. Jego potrzeba snu była wręcz nienormalna. Zamknął oczy... Zasnął...
Zapraszam do rejestracji w Margonem - można mnie tam spotkać pod nickiem Kryska :]
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
- Luk
- Lider Podziemia
- Posty: 1340
- Rejestracja: ndz, 18 sty 2009, 12:44
- Lokalizacja: I tak nie wiesz gdzie to jest
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
Nikt się nie rwie do komentowania, podczas gdy ja próbuję to zrobić od rana.
Tak więc, jest dobrze, ale myślę, że może być lepiej. Dobre opisy, opowiadanie jest przejrzyste, prowadzone ciekawie, fabuła zapowiada się dobrze, błędów praktycznie nie ma. Mogłoby to być tylko ciut dłuższe, a no i kilka błędów znalazłem.
Zatem podsumowując jest bardzo dobrze, na zachętę wystawię 9/10, bo akcja się jeszcze nie rozkręciła i było parę niedociągnięć.
Tak więc, jest dobrze, ale myślę, że może być lepiej. Dobre opisy, opowiadanie jest przejrzyste, prowadzone ciekawie, fabuła zapowiada się dobrze, błędów praktycznie nie ma. Mogłoby to być tylko ciut dłuższe, a no i kilka błędów znalazłem.
Po wypowiedzi i myślniku piszemy z małej. Widocznie małe niedociągnięcie, bo więcej takich błędów nie było.- Ee...Kari-Mato..-Zaczął nieśmiało
- Tak, Reksiu?- Spytała
Kolejne małe niedociągnięcie, tym razem przecinki.- Wiesz ,Reksiu, prawdę mówiąc ja też nie wiem ,skąd pochodzi.
Zatem podsumowując jest bardzo dobrze, na zachętę wystawię 9/10, bo akcja się jeszcze nie rozkręciła i było parę niedociągnięć.
- krys95
- Norman
- Posty: 293
- Rejestracja: wt, 2 wrz 2008, 14:57
- Lokalizacja: Moon of Endor
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
Dziękuję za pozytywny komentarz 
Niestety, w najbliższym czase nie będę pisać, gdyż wyjeżdżam (do 16 sierpnia, jak tylko będę mogła, to napiszę coś od razu gdy przyjadę
)
Niestety, w najbliższym czase nie będę pisać, gdyż wyjeżdżam (do 16 sierpnia, jak tylko będę mogła, to napiszę coś od razu gdy przyjadę
Zapraszam do rejestracji w Margonem - można mnie tam spotkać pod nickiem Kryska :]
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
- Kacper98
- Forumowy Artysta
- Posty: 1778
- Rejestracja: pn, 15 lut 2010, 19:53
- Naklejki: 6
- Lokalizacja: Druga strona lustra
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
Przeczytałem więc jestem gotowy ocenić -
Ogólnie wszytko jest w porządku. Dobra akcja, ciekawość, brak błędów. Miło się czyta, jedyne błędy to te co wymienił Luk. Powtarzać nie będę. Czekam na kolejny rozdział i życzę powodzenia przy tworzeniu go .
9/10
Ogólnie wszytko jest w porządku. Dobra akcja, ciekawość, brak błędów. Miło się czyta, jedyne błędy to te co wymienił Luk. Powtarzać nie będę. Czekam na kolejny rozdział i życzę powodzenia przy tworzeniu go .
9/10
Tym kolorem oczyszczam forum ze spamu.

- krys95
- Norman
- Posty: 293
- Rejestracja: wt, 2 wrz 2008, 14:57
- Lokalizacja: Moon of Endor
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
Wróciłam już 2 dni temu, a nie zaczęłam pisać....Powinnam się poddać dobrowolnej karze... ;D
Rozdział II
Reksio spał bardzo niespokojnie. Nękały go koszmary. Krew i ogień. I jakaś zamazana twarz.
Twarz, która powatarzała słowa:
Reksio obudził się zlany potem. Zobaczył Kari-Matę, która stroiła się w różne fatałaszki. W tej chwili miała na sobie spódniczkę w lamparcie cętki i szary sweterek. We włosach znów miała aztecką ozdobę. Reksio postanowił, że tez się ubierze. W końcu przyjęcie Kretesa miało być...za godzinę! Piesek chwycił za szmatki i zaczął je wdziewać. Gdy jako tako się ubrał, poszedł do Kari-Maty. Ta, gdy go ujrzała, zaczęła zrywać boki ze śmiechu.
- Az tak źle wyglądam? - zapytał
- Nie nie...-odparła Kari wciąż dusząc się ze śmiechu- Wyglądasz fantastycznie....Tylko dlaczego włożyłeś kąpielówki na głowę?
Reksio pomyślał, że pośpiech jednak jest złym doradcą człowieka...tfu, psa! Ubrał się znowu, tym razem powoli. Wyszli. Nie wiedzieli, że zaczyna się nowy rozdział w ich zyciu...
- Do krećset, ta muszka się skurczyła!!- krzyczał zdenerwowany Kretes. Próbował właśnie zawiązać na szyi aksamitną muszkę, ale linka była za krótka. (Prawda była taka, że od czasu , gdy Kretes kupił sobie tę muszkę, przybyło mu na szyi trochę sadełka) Molly bez słowa podeszła do niego, przywiązała czarną wstążkę do linki i bez problemu zawiązała ozdobę. Teraz krety były gotowe....
Klub był zupełnie opuszczony, jełi nie liczyć pięciu osób. Barmanki, Reksia i Kari-Maty oraz Kretesa i Molly. Na zakurzonym stoliku stały cztery szklanki soku pomarańczowego, każda w różnym stopniu opróżniona. Szklanka Kretesa wyróżniała się tym, że była pusta, zaś szklanka Kari-Maty była pełna. Z zepsutych głośników płynęła monotonna muzyka. I już, gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się spokojnie i znudzeni bohaterowie odejdą w spokoju do domów, do lokalu wpadła zakapturzona kobieta. Szepnęła coś do barmanki i podała jej fiolkę z nieokreśloną zawartością. Następnie z taką samą gracją wyszła. Barmanka rzekła zaś do bohaterów:
- Darmowa dolewka soku dla chętnych. Na koszt firmy.
Trzy krzesła z piskiem odsunęły się od stołu i po chwili wszystkie szklanki były pełne. Ale zaraz, trzy? Przecież było ich czworo. Kari-Mata bowiem nie chciała soku. Wydaje się podejrzanym, że po bardzo tajemniczym incydencie, w którym coś zostało przekazane barmance, kobieta hojnie zaoferowała im darmową dużą szklanicę soku? Równie dobrze mogła to zrobić przed tym wydarzeniem. Poza tym nie wyglądała na szczodrą, a tu dała im trzy szklanki za darmo. Kari-Mata nie tknęła soku, choć Reksio proponował jej wypicie jego końcówki.
- Oj Kari-Mato nie daj się....-powiedział Kretes i urwał; nagle popatrzył dziko po lokalu i zniknął. A po nim zniknęła Molly. Reksio chciał coś powiedzieć, bo równiez rozpłynął się w powietrzu. Wtedy barmanka kocim ruchem znalazła się przy Kari-Macie. ,,No tak, nie zapłacili za sok" pomyślała Kari. Jednak chyba nie o to chodziło kobiecie.
- A więc nie ufasz mi, laleczko, prawda?- zapytała barmanka. Złapała Kari-Matę za głowę i siłą otworzyła jej buzię- To mi zaufasz!- krzyknęła i wsypała do buzi suczki szmaragdowy proszek. Kari-Mata pomyślała, że kobieta jest obłąkana, ale nim ta myśl na dobre uformowała się w jej mózgu, poszkodowana poczuła, że traci poczucie tożsamości. Że nie wie gdzie jest. Poczuła, że znika....
CDN
Rozdział II
Reksio spał bardzo niespokojnie. Nękały go koszmary. Krew i ogień. I jakaś zamazana twarz.
Twarz, która powatarzała słowa:
Był to fragment wiersza ,,Przesłanie pana Cogito". Najwyraźniej Reksio czytał zbyt dużo poezji i książek historycznych. Tak przynajmniej tłumaczył mu to psicholog (tak, tak, psicholog). Reksio zawsze wierzył osobom kompetentnym , ale tym razem intuicja podpowiadała mu, że psicholog się myli. To na pewno nie był efekt literatury. To był jakiś znak. Tylko jaki?Bądź wierny Idź
Reksio obudził się zlany potem. Zobaczył Kari-Matę, która stroiła się w różne fatałaszki. W tej chwili miała na sobie spódniczkę w lamparcie cętki i szary sweterek. We włosach znów miała aztecką ozdobę. Reksio postanowił, że tez się ubierze. W końcu przyjęcie Kretesa miało być...za godzinę! Piesek chwycił za szmatki i zaczął je wdziewać. Gdy jako tako się ubrał, poszedł do Kari-Maty. Ta, gdy go ujrzała, zaczęła zrywać boki ze śmiechu.
- Az tak źle wyglądam? - zapytał
- Nie nie...-odparła Kari wciąż dusząc się ze śmiechu- Wyglądasz fantastycznie....Tylko dlaczego włożyłeś kąpielówki na głowę?
Reksio pomyślał, że pośpiech jednak jest złym doradcą człowieka...tfu, psa! Ubrał się znowu, tym razem powoli. Wyszli. Nie wiedzieli, że zaczyna się nowy rozdział w ich zyciu...
- Do krećset, ta muszka się skurczyła!!- krzyczał zdenerwowany Kretes. Próbował właśnie zawiązać na szyi aksamitną muszkę, ale linka była za krótka. (Prawda była taka, że od czasu , gdy Kretes kupił sobie tę muszkę, przybyło mu na szyi trochę sadełka) Molly bez słowa podeszła do niego, przywiązała czarną wstążkę do linki i bez problemu zawiązała ozdobę. Teraz krety były gotowe....
Klub był zupełnie opuszczony, jełi nie liczyć pięciu osób. Barmanki, Reksia i Kari-Maty oraz Kretesa i Molly. Na zakurzonym stoliku stały cztery szklanki soku pomarańczowego, każda w różnym stopniu opróżniona. Szklanka Kretesa wyróżniała się tym, że była pusta, zaś szklanka Kari-Maty była pełna. Z zepsutych głośników płynęła monotonna muzyka. I już, gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się spokojnie i znudzeni bohaterowie odejdą w spokoju do domów, do lokalu wpadła zakapturzona kobieta. Szepnęła coś do barmanki i podała jej fiolkę z nieokreśloną zawartością. Następnie z taką samą gracją wyszła. Barmanka rzekła zaś do bohaterów:
- Darmowa dolewka soku dla chętnych. Na koszt firmy.
Trzy krzesła z piskiem odsunęły się od stołu i po chwili wszystkie szklanki były pełne. Ale zaraz, trzy? Przecież było ich czworo. Kari-Mata bowiem nie chciała soku. Wydaje się podejrzanym, że po bardzo tajemniczym incydencie, w którym coś zostało przekazane barmance, kobieta hojnie zaoferowała im darmową dużą szklanicę soku? Równie dobrze mogła to zrobić przed tym wydarzeniem. Poza tym nie wyglądała na szczodrą, a tu dała im trzy szklanki za darmo. Kari-Mata nie tknęła soku, choć Reksio proponował jej wypicie jego końcówki.
- Oj Kari-Mato nie daj się....-powiedział Kretes i urwał; nagle popatrzył dziko po lokalu i zniknął. A po nim zniknęła Molly. Reksio chciał coś powiedzieć, bo równiez rozpłynął się w powietrzu. Wtedy barmanka kocim ruchem znalazła się przy Kari-Macie. ,,No tak, nie zapłacili za sok" pomyślała Kari. Jednak chyba nie o to chodziło kobiecie.
- A więc nie ufasz mi, laleczko, prawda?- zapytała barmanka. Złapała Kari-Matę za głowę i siłą otworzyła jej buzię- To mi zaufasz!- krzyknęła i wsypała do buzi suczki szmaragdowy proszek. Kari-Mata pomyślała, że kobieta jest obłąkana, ale nim ta myśl na dobre uformowała się w jej mózgu, poszkodowana poczuła, że traci poczucie tożsamości. Że nie wie gdzie jest. Poczuła, że znika....
CDN
Zapraszam do rejestracji w Margonem - można mnie tam spotkać pod nickiem Kryska :]
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
- Kacper98
- Forumowy Artysta
- Posty: 1778
- Rejestracja: pn, 15 lut 2010, 19:53
- Naklejki: 6
- Lokalizacja: Druga strona lustra
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
Gienia.....
Dobra teraz daję komentarz do opowiadania-
Rozdział wydaje mi się gorszy od poprzedniego. Taki mniej akcji, ciekawości. Ale dopiero się rozkręca więc zobaczymy. Moduł ze zniknięciem bohaterów był według mnie bezsensu . Tak jakoś nie pasował, poza tym to z Barmanką również jakieś takie dziwne...Co do błędów to raczej nie ma. Styl pisania również jest dobry. Ogólnie mogę powiedzieć że stylistycznie jest dobrze, w ,,rubryce" z fabułą zapewne będzie dobrze (zaczekamy do kolejnego rozdziału ). Ciekawość taka nijaka jak na razie. Zaczekajmy aż się dobrze rozkręci
8/10
Dobra teraz daję komentarz do opowiadania-
Rozdział wydaje mi się gorszy od poprzedniego. Taki mniej akcji, ciekawości. Ale dopiero się rozkręca więc zobaczymy. Moduł ze zniknięciem bohaterów był według mnie bezsensu . Tak jakoś nie pasował, poza tym to z Barmanką również jakieś takie dziwne...Co do błędów to raczej nie ma. Styl pisania również jest dobry. Ogólnie mogę powiedzieć że stylistycznie jest dobrze, w ,,rubryce" z fabułą zapewne będzie dobrze (zaczekamy do kolejnego rozdziału ). Ciekawość taka nijaka jak na razie. Zaczekajmy aż się dobrze rozkręci
8/10
Tym kolorem oczyszczam forum ze spamu.

- klau889
- Starszy Norman
- Posty: 323
- Rejestracja: ndz, 15 maja 2011, 18:39
- Lokalizacja: pół godziny od Gdyni ^^
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
super opowiadanie - koniecznie kontynuuj!!!
Zapraszam na moje blogi:
http://opowiadania-pi-cherre.blog.onet.pl/
http://pamietnik-klau889.blog.onet.pl/
http://prace-komputerowe-klau889.blog.onet.pl/[/color]
w opowiadaniach jest też Reksio więc wchodźcie,wchodźcie!
http://opowiadania-pi-cherre.blog.onet.pl/
http://pamietnik-klau889.blog.onet.pl/
http://prace-komputerowe-klau889.blog.onet.pl/[/color]
w opowiadaniach jest też Reksio więc wchodźcie,wchodźcie!
- krys95
- Norman
- Posty: 293
- Rejestracja: wt, 2 wrz 2008, 14:57
- Lokalizacja: Moon of Endor
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
Powracam
Obiecuję , że będę kontynuować
<przysięga>
Obiecuję , że będę kontynuować
<przysięga>
Zapraszam do rejestracji w Margonem - można mnie tam spotkać pod nickiem Kryska :]
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
http://www.margonem.pl/?task=profile&id=1308886
- kari mata hari.w
- Roz-krecony
- Posty: 198
- Rejestracja: śr, 14 wrz 2011, 15:02
- Naklejki: 3
Re: Reksio i zagadka Aztlán.
No, kontynuuj koniecznie.Bardzo fajne opowiadanie.Jestem tak ciekawa co dalej.
