SAGA O KRETESIE
- Gulguldryk
- Norman
- Posty: 282
- Rejestracja: śr, 25 maja 2005, 07:39
- Lokalizacja: z Krainy Czarów
- maciusiowo1
- Roz-krecony
- Posty: 138
- Rejestracja: sob, 5 lut 2005, 12:21
- Lokalizacja: się wzięło to pytanie?
- Kontakt:
- Mlimli
- Bywalec Nory
- Posty: 89
- Rejestracja: wt, 8 lut 2005, 09:10
- Naklejki: 1
Rozdział 5
W rozdziale piatym czytelnik jest świadkiem cierpień głównego bochatera (w tej roli Kretes), następnie uczestniczy w zbrojnym napadzie, a pod koniec rozdziału - niespodziewanie (dla siebie i Kretesa) - zostaje zaproszony na lekcję fizyki w pięknych okolicznościach przyrody.
Minął tydzień.
Dla Kretesa był to najbardziej pracowity tydzień jego życia.
Po długiej rozmowie w której uczestniczyli: Kretes, Yeti i miecz - Yeti zgodził się szkolić Kretesa, natomiast miecz zgodził się zostać pomocą naukową.
Przez całe dnie, a także wieczory i poranki, Kretes uczył się robić mieczem, czy może raczej maczugą. Początki były trudne ponieważ miecz tym razem nie miał najmniejszego zamiaru kierować ręką Kretesa. Efektem tego było wiele siniaków i osmalone w kilku miejscach futro. Wolne chwile pomiędzy lekcjami fechtunku, wypełniały Kretesowi ćwiczenia siłowe. Zaliczały sie do nich: noszenie wiader pełnych śniegu, ustawianie kamiennych bałwanów oraz ciągnięcie Yeti na saniach . Miecz pomagał Kretesowi jak umiał, to znaczy śpiewał bliżej nie znaną Kretesowi piosenkę, w której było coś o tygrysie i jego oczach. W efekcie Kretes starał się bardzo, bardzo szybko oddalić - wraz z saniami, od źródła wrzasku.
Po całym dniu takich męczarni Kretes zasypiał na stojąco...
Trzeba jednak przyznać, że wysiłek przyniósł rezultaty...
Kretes i Yeti stali przed wejściem do jaskini. Stary rycerz z dumą spoglądał na swego ucznia. Przypominający dotychczas niedowidzącą gruszkę - Kretes, zmienił się wyraźnie.
Nadal wyglądał jak kret w goglach, tyle że teraz był umięśnionym kretem w goglach...
Stał wyprężony z uniesioną głową, oczy błyszczały mu spod szkieł a na ustach błąkał się lekki uśmieszek. Przez plecy przewieszoną miał pochwę - prezent od Yeti - w której wygodnie spoczywał miecz.
Yeti pokiwał głową.
- Wszystko co wiedzieć powinieneś - wiesz. Więcej teraz nauczyć cię nie mogę. - Położył rękę na ramieniu Kretesa. - Radzić dalej sam sobie musisz. Żegnaj.
Kretes i Yeti spojrzeli sobie głęboko w oczy... i w tym momencie okazało się, że mają gości...
- Aaa psik! - rozległo się nagle, niewiadomo skąd.
- Na zdrowie! - odpowiedział automatycznie Kretes i rozejrzał się dookoła. - Co...? Kto tu...
Zza drzew i głazów zaczeły wychodzić zastępy królików... Mnóstwo królików w białych płaszczach... Mnóstwo białych, puchatych królików ze złymi, czerwonymi oczami.
Wszystkie króliki trzymały w łapkach kusze. Wszystkie kusze wycelowane były w Kretesa i starego rycerza.
- Potrzebny tu nie jesteś. Znak ci dam - uciekał będziesz - powiedział szeptem Yeti do Kretesa. - To zadanie na mnie spoczywa - dodał na widok postaci, która wyszła zza króliczych szeregów.
... Na czele grupy królików stał inny Yeti. Wyglądał na młodszego. Był nieco wyższy od starego rycerza, miał na sobie czarną zbroję i czarny, rogaty hełm zasłaniający prawie całą twarz. W prawej ręce trzymał długi miecz a w lewej chusteczkę do nosa...
- Hmm... Mimo kataru czuję coś, czego od dawna nie czułem - powiedział Czarny.
- Korzeniuszkę czujesz, mój były uczniu - odparł oparty o swą laskę stary Yeti. - Czego szukasz tu, sługusie Mrocznego Władcy?
- Taak... Tyle lat... - Czarny wysmarkał nos. - Szukałem cię tyle lat... aż w końcu znalazłem.
I co widzę? Knujemy tu sobie... Rewolucję obmyślamy...
- Przeszkodzić ty mi nie możesz, siły w tobie zbyt mało!
- Na ciebie wystarczy - staruchu! Trochę ćwiczyłem przez te lata! Broń się!
I Czarny z wyciągniętym w dłoni mieczem ruszył do ataku...
- Teraz! - Yeti krzyknął do Kretesa. - Uciekaj!
Kretes nie myśląc długo, dał susa w pobliską zaspę.
Czarny zatrzymał się i uśmiechnął ironicznie.
- To na nic!... Króliki! Podążajcie za szarym kretem! - wydał rozkaz i odwrócił się do starego Yeti. - A teraz...
Przerwał, patrząc przed siebie...
W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stał Yeti, na śniegu leżało tylko jego ubranie i laska.
Stary zniknął.
- Ale... Ale jak?!... Gdzie? - wymachując ręką uzbrojoną w chusteczkę, Czarny rozglądał się dookoła. - Jak to zrobiłeś stary pierniku?!
- Na lekcjach uważać było trzeba! - rozległ się głos, który zdawał się dobiegać zewsząd...
* * * * * * * *
Kretes ile sił w łapach kopał w śniegu. Za plecami słyszał odgłosy pogoni. Cała gromada królików, przeciskając się i tłocząc, usiłowała dogonić uciekiniera.
Kret wiedział, że z taką ilością przeciwników nie da sobie rady w otwartej walce. Przyspieszył. Jego łapy przypominały kombajn drążący tunele metra.
Odgłosy pościgu pozostawały coraz bardziej z tyłu. W pewnym momencie tunel bezpośrednio za Kretesem nie wytrzymał ciężaru śniegu i zawalił się, skutecznie odcinając pogoń.
Kretes był uratowany...
Jeszcze przez jakiś czas kluczył w zaspach, co chwila nasłuchując na wszelki wypadek... Pościg jednak najwyraźniej zgubił jego ślad...
- Dobra nasza. Jeszcze kilka metrów i wyłażę...
Lecz przyszłość gotowała dla Kretesa przykrą niespodziankę...
Zaspa się skończyła...
... skończyła się urwiskiem. - dodajmy dla pełnego obrazu...
Zgodnie z ogólną zasadą humoru, Kretes zatrzymał się na chwilę w powietrzu.
Chwila darowana przez prawa fizyki, wystarczyła Kretesowi na wypowiedzenie trzech słów:
- No nie wierzę...!
A następnie siła ciążenia skinęła na kreta palcem...
* * * * * * * *
Chwilę później, wieśniak idący przez las z wiązką chrustu na plecach, cudem uniknął zderzenia z toczącą się w dół zbocza wielką, śniegową kulą wrzeszczącą - Nieeee...!
W rozdziale piatym czytelnik jest świadkiem cierpień głównego bochatera (w tej roli Kretes), następnie uczestniczy w zbrojnym napadzie, a pod koniec rozdziału - niespodziewanie (dla siebie i Kretesa) - zostaje zaproszony na lekcję fizyki w pięknych okolicznościach przyrody.
Minął tydzień.
Dla Kretesa był to najbardziej pracowity tydzień jego życia.
Po długiej rozmowie w której uczestniczyli: Kretes, Yeti i miecz - Yeti zgodził się szkolić Kretesa, natomiast miecz zgodził się zostać pomocą naukową.
Przez całe dnie, a także wieczory i poranki, Kretes uczył się robić mieczem, czy może raczej maczugą. Początki były trudne ponieważ miecz tym razem nie miał najmniejszego zamiaru kierować ręką Kretesa. Efektem tego było wiele siniaków i osmalone w kilku miejscach futro. Wolne chwile pomiędzy lekcjami fechtunku, wypełniały Kretesowi ćwiczenia siłowe. Zaliczały sie do nich: noszenie wiader pełnych śniegu, ustawianie kamiennych bałwanów oraz ciągnięcie Yeti na saniach . Miecz pomagał Kretesowi jak umiał, to znaczy śpiewał bliżej nie znaną Kretesowi piosenkę, w której było coś o tygrysie i jego oczach. W efekcie Kretes starał się bardzo, bardzo szybko oddalić - wraz z saniami, od źródła wrzasku.
Po całym dniu takich męczarni Kretes zasypiał na stojąco...
Trzeba jednak przyznać, że wysiłek przyniósł rezultaty...
Kretes i Yeti stali przed wejściem do jaskini. Stary rycerz z dumą spoglądał na swego ucznia. Przypominający dotychczas niedowidzącą gruszkę - Kretes, zmienił się wyraźnie.
Nadal wyglądał jak kret w goglach, tyle że teraz był umięśnionym kretem w goglach...
Stał wyprężony z uniesioną głową, oczy błyszczały mu spod szkieł a na ustach błąkał się lekki uśmieszek. Przez plecy przewieszoną miał pochwę - prezent od Yeti - w której wygodnie spoczywał miecz.
Yeti pokiwał głową.
- Wszystko co wiedzieć powinieneś - wiesz. Więcej teraz nauczyć cię nie mogę. - Położył rękę na ramieniu Kretesa. - Radzić dalej sam sobie musisz. Żegnaj.
Kretes i Yeti spojrzeli sobie głęboko w oczy... i w tym momencie okazało się, że mają gości...
- Aaa psik! - rozległo się nagle, niewiadomo skąd.
- Na zdrowie! - odpowiedział automatycznie Kretes i rozejrzał się dookoła. - Co...? Kto tu...
Zza drzew i głazów zaczeły wychodzić zastępy królików... Mnóstwo królików w białych płaszczach... Mnóstwo białych, puchatych królików ze złymi, czerwonymi oczami.
Wszystkie króliki trzymały w łapkach kusze. Wszystkie kusze wycelowane były w Kretesa i starego rycerza.
- Potrzebny tu nie jesteś. Znak ci dam - uciekał będziesz - powiedział szeptem Yeti do Kretesa. - To zadanie na mnie spoczywa - dodał na widok postaci, która wyszła zza króliczych szeregów.
... Na czele grupy królików stał inny Yeti. Wyglądał na młodszego. Był nieco wyższy od starego rycerza, miał na sobie czarną zbroję i czarny, rogaty hełm zasłaniający prawie całą twarz. W prawej ręce trzymał długi miecz a w lewej chusteczkę do nosa...
- Hmm... Mimo kataru czuję coś, czego od dawna nie czułem - powiedział Czarny.
- Korzeniuszkę czujesz, mój były uczniu - odparł oparty o swą laskę stary Yeti. - Czego szukasz tu, sługusie Mrocznego Władcy?
- Taak... Tyle lat... - Czarny wysmarkał nos. - Szukałem cię tyle lat... aż w końcu znalazłem.
I co widzę? Knujemy tu sobie... Rewolucję obmyślamy...
- Przeszkodzić ty mi nie możesz, siły w tobie zbyt mało!
- Na ciebie wystarczy - staruchu! Trochę ćwiczyłem przez te lata! Broń się!
I Czarny z wyciągniętym w dłoni mieczem ruszył do ataku...
- Teraz! - Yeti krzyknął do Kretesa. - Uciekaj!
Kretes nie myśląc długo, dał susa w pobliską zaspę.
Czarny zatrzymał się i uśmiechnął ironicznie.
- To na nic!... Króliki! Podążajcie za szarym kretem! - wydał rozkaz i odwrócił się do starego Yeti. - A teraz...
Przerwał, patrząc przed siebie...
W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stał Yeti, na śniegu leżało tylko jego ubranie i laska.
Stary zniknął.
- Ale... Ale jak?!... Gdzie? - wymachując ręką uzbrojoną w chusteczkę, Czarny rozglądał się dookoła. - Jak to zrobiłeś stary pierniku?!
- Na lekcjach uważać było trzeba! - rozległ się głos, który zdawał się dobiegać zewsząd...
* * * * * * * *
Kretes ile sił w łapach kopał w śniegu. Za plecami słyszał odgłosy pogoni. Cała gromada królików, przeciskając się i tłocząc, usiłowała dogonić uciekiniera.
Kret wiedział, że z taką ilością przeciwników nie da sobie rady w otwartej walce. Przyspieszył. Jego łapy przypominały kombajn drążący tunele metra.
Odgłosy pościgu pozostawały coraz bardziej z tyłu. W pewnym momencie tunel bezpośrednio za Kretesem nie wytrzymał ciężaru śniegu i zawalił się, skutecznie odcinając pogoń.
Kretes był uratowany...
Jeszcze przez jakiś czas kluczył w zaspach, co chwila nasłuchując na wszelki wypadek... Pościg jednak najwyraźniej zgubił jego ślad...
- Dobra nasza. Jeszcze kilka metrów i wyłażę...
Lecz przyszłość gotowała dla Kretesa przykrą niespodziankę...
Zaspa się skończyła...
... skończyła się urwiskiem. - dodajmy dla pełnego obrazu...
Zgodnie z ogólną zasadą humoru, Kretes zatrzymał się na chwilę w powietrzu.
Chwila darowana przez prawa fizyki, wystarczyła Kretesowi na wypowiedzenie trzech słów:
- No nie wierzę...!
A następnie siła ciążenia skinęła na kreta palcem...
* * * * * * * *
Chwilę później, wieśniak idący przez las z wiązką chrustu na plecach, cudem uniknął zderzenia z toczącą się w dół zbocza wielką, śniegową kulą wrzeszczącą - Nieeee...!
Znikam do końca wakacji. . . . .
- DoDo
- Pod-ziemniak
- Posty: 1849
- Rejestracja: sob, 2 kwie 2005, 11:17
- Lokalizacja: Toruń
- Kontakt:
- Gulguldryk
- Norman
- Posty: 282
- Rejestracja: śr, 25 maja 2005, 07:39
- Lokalizacja: z Krainy Czarów
- DoDo
- Pod-ziemniak
- Posty: 1849
- Rejestracja: sob, 2 kwie 2005, 11:17
- Lokalizacja: Toruń
- Kontakt:
- Mlimli
- Bywalec Nory
- Posty: 89
- Rejestracja: wt, 8 lut 2005, 09:10
- Naklejki: 1
No to fajno, że się podoba
Się cieszę.
Ale teraz robię sobie przerwę wakacyjną i spadam z forum ( Do zobaczenia po wakacjach )
P.s A przy okazji... A nie przypominam sobie żebym mianował kolegę DoDo moim adwokatem... To jest mój temat i ja tu się szarogęszę!! Można sobie chwalić gdzie się chce. No i oczywiście można ganić i wytykać błędy ( jeszcze lepiej
) też gdzie się chce.
Pozdrawiam upalnie.
Mlimli
Ale teraz robię sobie przerwę wakacyjną i spadam z forum ( Do zobaczenia po wakacjach )
P.s A przy okazji... A nie przypominam sobie żebym mianował kolegę DoDo moim adwokatem... To jest mój temat i ja tu się szarogęszę!! Można sobie chwalić gdzie się chce. No i oczywiście można ganić i wytykać błędy ( jeszcze lepiej
Pozdrawiam upalnie.
Mlimli
Znikam do końca wakacji. . . . .
- DoDo
- Pod-ziemniak
- Posty: 1849
- Rejestracja: sob, 2 kwie 2005, 11:17
- Lokalizacja: Toruń
- Kontakt:
- Gulguldryk
- Norman
- Posty: 282
- Rejestracja: śr, 25 maja 2005, 07:39
- Lokalizacja: z Krainy Czarów
- olor
- Starszy Norman
- Posty: 471
- Rejestracja: pt, 3 cze 2005, 21:45
- Lokalizacja: Z domku nakurzej łapbce
- Kontakt:
- bot
- Komiksowy Artysta
- Posty: 1193
- Rejestracja: czw, 8 gru 2005, 18:55
- Naklejki: 4
- Lokalizacja: Polska Inteligencja:-∞ Szybkość:0
- Kretes245
- Bardzo Stary Norman
- Posty: 572
- Rejestracja: śr, 5 kwie 2006, 11:35
- Lokalizacja: Gdańsk
- Kontakt:


