Oto ja, wasz król, Jan III Sobieski, psy Mahometa.
(aha, jeśli jeszcze raz mi wyślecie posła z propozycją pokoju, będę zmuszony go powiesić.)
Mówicie więc, że waszych wojsk jest mnogo jako maku w tej beczce? Macież tu beczkę pieprzu. Może i da się go policzyć, ale niechże wezyr spróbuje go rozgryźć! Ha, ha, ha...
No nic.
Ech, moja Marysieńka... moja kochana... Pamiętam, jak się pierwszy raz spotkaliśmy... Wydrapałem wtedy na drzewie takie coś:
Spoiler:
Mieszkamy w Wilanowie. Piękny pałac, sam zresztą go kazałem zbudować. Wieś pod Varsovią. Nazywała się "Milanów", ale zmieniłem tą nazwę na "Villa Nova" - po polsku najlepiej brzmi Wilanów właśnie.
Spoiler:
To były inne czasy. To było dziesięć lat temu. To był Anno Domini tysiąc sześćset siedemdziesiąty trzeci.
Teraz jestem królem. I stoję tu, na tym wzgórzu pod Vienną - Wiedniem po naszemu. Ich kajzer, Habsburg, poprosił mnie o pomoc. Wstrętne, mahometańskie Turki oblegają miasto. Ich dowódcą jest wezyr, Kara Mustafa. Kara, jak koń jest kary. Czyli Czarny Mustafa. A piją jakiś diabelski, czarny napój, co go z ziarenek pozyskują! Na szczęście do Europy na pewno nigdy nie dotrze, a nawet jeśli tak, to się nie przyjmie.
A na domiar złego, otrzymałem w liście wiadomość, że Marysieńka zaginęła! A ledwie dwudziestego dziewiątego sierpnia, przed północą, pisałem do niej tak:
(nie będę pisał o, hm, innych tematach, które poruszam w listach. To są moje osobiste sprawy. A i tak nikt tego, nawet i za trzysta lat nie przeczyta. To by było nieeleganckie)Jan III Sobieski pisze:Jutro, da P. Bóg, spodziewamy się usłyszeć działa wiedeńskie, a pojutrze napić się wody dunajskiej.
Jeśli widzieliście Marysieńkę moją, zgłoście się do mnie! Rozwieszajcie takie oto OBWIESZCZENIA:
Spoiler:
DO ATAKU! ZA CHRYSTUSA! BIĆ MUZUŁMAŃSKIE PSY! HURRRRRAAAAAAAA!!!
Podpisano



