Cesarskie RPG
: śr, 25 cze 2014, 21:21
No to zaczynamy. W tym RPG nie ma wybierania z a b c, sami decydujecie, co robicie.
Agaton
Zaczynasz na polu numer 5.
Statek kołysał się. I w górę, i w dół. I w górę, i w dół. I w górę, i w dół. I w górę, i w dół...
-Oj, bez przesady, nie jest aż tak źle... - skomentowała stojąca przy sterze chimera, Anarchia, jeśli dobrze zapamiętałeś jej imię. Szczypce kraba, macka, rybia płetwa, żabia noga, parzydełka i pazury mewy, a to tylko kończyny... Chociaż mogłeś utknąć z gorszym kompanem. Anarchia raczej sobie poradzi w każdych morskich warunkach, skoro Mania nazwała ją Patronką Piratów.
-Czy jesteś pewna, że...
-Tak, jestem pewna, że nie mogę ci dać żadnego z moich pistoletów, jasne?! To wbrew zasadom gry. Jak opuścisz okręt, to twój wybór, ale na razie siedź cicho. To co, płyniemy do tego twojego miasta, czy gdzieś indziej?
----------------------------------------------------------------------
Incarnate Evar
Zaczynasz na polu numer 10.
Słońce prażyło niemiłosiernie, jak to na równiku. Byłeś na równiku, prawda? Tak, to musi być równik, w żadnym innym miejscu nie ma tylu celsjuszy na centymetr kwadratowy... Co więcej, byłeś pewien, że ktoś za tobą podąża, choć ilekroć się obejrzałeś, nikogo nie było - ciężka sztuka, gdy wokół jest tylko piasek. Jeszcze trochę, a pewnie zaczną się fatamorgany. Zaraz... czy tam, na wschodnim horyzoncie, ktoś tańczy salsę na rozwidleniu rzek?
----------------------------------------------------------------------
Autorek "Szóstek" Szósty
Zaczynasz na polu numer 18.
Omiotłeś spojrzeniem panoramę. Miałeś dwie równie krótkie drogi do wioski Kypsh. Jedna przez pustynię, druga przez las. Pytanie tylko, którą wybrać... albo, rzecz jasna, zignoruje dziwny głos i trochę pozwiedza. Powalczy z paroma przeciwnikami na pustyni, takie tam. Elf sam jest kowalem swojego losu.
----------------------------------------------------------------------
Czarny
Zaczynasz na polu numer 16.
Przyjrzałeś się mapie. Jeśli wierzyć temu świstkowi papieru, miał dwie drogi do Al-Kazaan, przy czym dłuższa zawierała na swojej trasie wioskę tubylców. Na południe była jakaś kropka głupio nazwana "ruinami Gazowni". Co za wiocha...
----------------------------------------------------------------------
Melfet von Gather
Zaczynasz na polu numer 11.
Melfet lubił kłopoty, a one zazwyczaj lubiły Melfeta. To prawo jeszcze raz o sobie przypomniało.
Elf nie zdołał przejść nawet dziesięciu kroków, a między jego kolanami już bzyknęła pierwsza strzała. Podskoczył, wyciągnął łuk i skierował się w stronę napastników, którymi okazały się dwa ożywione szkielety dzierżące łuki jak on. Cel miały fatalny, skoro spudłowały z tak małej odległości: między nim a krzakami, w których się na niego zasadziły, było parę marnych metrów. Nie powinny stanowić trudnego celu, ale gdzie szkielety, tam zwykle nekromanta... a Melfet nie był pewien, czy w obecnej sytuacji jest na to gotów. Tak oto rozważając sytuację biegał po piasku tam i z powrotem, chcąc uczynić się jak najtrudniejszym celem... nie żeby było to przy takim wrogu bardzo konieczne.
----------------------------------------------------------------------
Rincewind Rinsson
Zaczynasz na polu ruin Gazowni.
Wszędzie walały się metalowe rury i szczątki jakichś wielkich konstrukcji. Wszędzie.
Rinsson nie był pewien, co to za miejsce, ale kojarzyło mu się z jakimś wielkim cmentarzyskiem dla wszystkiego, co mechaniczne. Z okazjonalnych otworów w ziemi buchała para, a co jakiś czas musiał przedzierać się przez zasieki z drutu. Krótko mówiąc, feniks wyrzucił go na milutkiej miejscówie. Na przykład teraz znalazł jakąś zasuszoną kończynę przygniecioną przez metalowy filar.
Czuł się niemal jak w domu po jakiejś masakrze wilkołaków. Hurra.
----------------------------------------------------------------------
Konstanty Davin
Zaczynasz na polu numer 14.
Davin nie mógł już się doczekać swoich pierwszych nauk. Umbravorx znany był z tego, że gdy zawierał z kimś umowę, to dotrzymywał słowa, a zatem mógł liczyć na naukę arkan magii u jednej z najpotężniejszych istot Multiwersum, jeśli tylko wykona swoją misję. Jego wzrok kierował się na północ, ku Al-Kazaam.
----------------------------------------------------------------------
Oloktor Lexo
Zaczynasz na polu numer 12.
Zajadając batona rozejrzałeś się po dżungli, w jaką wrzucił cię gość, który wręczył ci ten pokarm bogów w zamian za wieczną służbę. Chyba pora znaleźć tą Gildię i...
-Pomocy! Ratunku, pomóżcie!
...i zastanowić się, czy pomóc komuś, kto najwyraźniej mierzy się ze straszliwym niebezpieczeństwem całkiem blisko ciebie, gdy ty masz łuk ze strzałami i niemal zero szkolenia w jego używaniu...
----------------------------------------------------------------------
Igna Feather
Zaczynasz na polu numer 15.
Ocknęłaś się na skraju lasu. Twoja włócznia leżała obok, zatem podniosłaś ją, rozejrzałaś się i zerknęłaś na mapę. Najwidoczniej znalazłaś się na południe od Al-Kazaan, podczas gdy twój cel był w Voguun.
Po chwili do ciebie dotarło - byłaś w innym wszechświecie.
Agaton
Zaczynasz na polu numer 5.
Statek kołysał się. I w górę, i w dół. I w górę, i w dół. I w górę, i w dół. I w górę, i w dół...
-Oj, bez przesady, nie jest aż tak źle... - skomentowała stojąca przy sterze chimera, Anarchia, jeśli dobrze zapamiętałeś jej imię. Szczypce kraba, macka, rybia płetwa, żabia noga, parzydełka i pazury mewy, a to tylko kończyny... Chociaż mogłeś utknąć z gorszym kompanem. Anarchia raczej sobie poradzi w każdych morskich warunkach, skoro Mania nazwała ją Patronką Piratów.
-Czy jesteś pewna, że...
-Tak, jestem pewna, że nie mogę ci dać żadnego z moich pistoletów, jasne?! To wbrew zasadom gry. Jak opuścisz okręt, to twój wybór, ale na razie siedź cicho. To co, płyniemy do tego twojego miasta, czy gdzieś indziej?
----------------------------------------------------------------------
Incarnate Evar
Zaczynasz na polu numer 10.
Słońce prażyło niemiłosiernie, jak to na równiku. Byłeś na równiku, prawda? Tak, to musi być równik, w żadnym innym miejscu nie ma tylu celsjuszy na centymetr kwadratowy... Co więcej, byłeś pewien, że ktoś za tobą podąża, choć ilekroć się obejrzałeś, nikogo nie było - ciężka sztuka, gdy wokół jest tylko piasek. Jeszcze trochę, a pewnie zaczną się fatamorgany. Zaraz... czy tam, na wschodnim horyzoncie, ktoś tańczy salsę na rozwidleniu rzek?
----------------------------------------------------------------------
Autorek "Szóstek" Szósty
Zaczynasz na polu numer 18.
Omiotłeś spojrzeniem panoramę. Miałeś dwie równie krótkie drogi do wioski Kypsh. Jedna przez pustynię, druga przez las. Pytanie tylko, którą wybrać... albo, rzecz jasna, zignoruje dziwny głos i trochę pozwiedza. Powalczy z paroma przeciwnikami na pustyni, takie tam. Elf sam jest kowalem swojego losu.
----------------------------------------------------------------------
Czarny
Zaczynasz na polu numer 16.
Przyjrzałeś się mapie. Jeśli wierzyć temu świstkowi papieru, miał dwie drogi do Al-Kazaan, przy czym dłuższa zawierała na swojej trasie wioskę tubylców. Na południe była jakaś kropka głupio nazwana "ruinami Gazowni". Co za wiocha...
----------------------------------------------------------------------
Melfet von Gather
Zaczynasz na polu numer 11.
Melfet lubił kłopoty, a one zazwyczaj lubiły Melfeta. To prawo jeszcze raz o sobie przypomniało.
Elf nie zdołał przejść nawet dziesięciu kroków, a między jego kolanami już bzyknęła pierwsza strzała. Podskoczył, wyciągnął łuk i skierował się w stronę napastników, którymi okazały się dwa ożywione szkielety dzierżące łuki jak on. Cel miały fatalny, skoro spudłowały z tak małej odległości: między nim a krzakami, w których się na niego zasadziły, było parę marnych metrów. Nie powinny stanowić trudnego celu, ale gdzie szkielety, tam zwykle nekromanta... a Melfet nie był pewien, czy w obecnej sytuacji jest na to gotów. Tak oto rozważając sytuację biegał po piasku tam i z powrotem, chcąc uczynić się jak najtrudniejszym celem... nie żeby było to przy takim wrogu bardzo konieczne.
----------------------------------------------------------------------
Rincewind Rinsson
Zaczynasz na polu ruin Gazowni.
Wszędzie walały się metalowe rury i szczątki jakichś wielkich konstrukcji. Wszędzie.
Rinsson nie był pewien, co to za miejsce, ale kojarzyło mu się z jakimś wielkim cmentarzyskiem dla wszystkiego, co mechaniczne. Z okazjonalnych otworów w ziemi buchała para, a co jakiś czas musiał przedzierać się przez zasieki z drutu. Krótko mówiąc, feniks wyrzucił go na milutkiej miejscówie. Na przykład teraz znalazł jakąś zasuszoną kończynę przygniecioną przez metalowy filar.
Czuł się niemal jak w domu po jakiejś masakrze wilkołaków. Hurra.
----------------------------------------------------------------------
Konstanty Davin
Zaczynasz na polu numer 14.
Davin nie mógł już się doczekać swoich pierwszych nauk. Umbravorx znany był z tego, że gdy zawierał z kimś umowę, to dotrzymywał słowa, a zatem mógł liczyć na naukę arkan magii u jednej z najpotężniejszych istot Multiwersum, jeśli tylko wykona swoją misję. Jego wzrok kierował się na północ, ku Al-Kazaam.
----------------------------------------------------------------------
Oloktor Lexo
Zaczynasz na polu numer 12.
Zajadając batona rozejrzałeś się po dżungli, w jaką wrzucił cię gość, który wręczył ci ten pokarm bogów w zamian za wieczną służbę. Chyba pora znaleźć tą Gildię i...
-Pomocy! Ratunku, pomóżcie!
...i zastanowić się, czy pomóc komuś, kto najwyraźniej mierzy się ze straszliwym niebezpieczeństwem całkiem blisko ciebie, gdy ty masz łuk ze strzałami i niemal zero szkolenia w jego używaniu...
----------------------------------------------------------------------
Igna Feather
Zaczynasz na polu numer 15.
Ocknęłaś się na skraju lasu. Twoja włócznia leżała obok, zatem podniosłaś ją, rozejrzałaś się i zerknęłaś na mapę. Najwidoczniej znalazłaś się na południe od Al-Kazaan, podczas gdy twój cel był w Voguun.
Po chwili do ciebie dotarło - byłaś w innym wszechświecie.