Rozdział Drugi
Poznań - stolica Wielkopolski
Poznań poczynił postęp w czasach Środkowej Rewolucji. Wybudowano wiele domów w słynnej architekturze wielkopolskiej. Miasto się bardzo mocno rozwijało. Stało się drugim co do powierzchni miastem w Polsce, a pierwszym co do ludności. Sejm rozważał przeniesienie stolicy tam - byłoby ładniej, nowocześniej, fajniej, bezpieczniej (z dala od Rosji) i w ogóle lepiej. No właśnie, Ruś. Od niedawna zwiali ją Drugim Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich. Europa drżała ze strachu. Mołdawia poddała się bez walki. Czechy i Słowacja tak samo, podobnie Bułgaria i Rumunia, i kraje dawnej Jugosławii. Razem podbijali kolejne państwa. Powstały z tych państw dwa państwa socjalistyczne: Socjalistyczna Republika Czecho-Słowacji oraz Socjalistyczna Republika Jugosławii. Bułgaria i Rumunia zostały republikami radzieckimi. Turcja została rozebrana przez IV Rzeszę i II ZSRR. Włochy podzieliły się na trzy państwa: Republikę Włoch, Konfederacje Toskanii oraz Teokratyczne Państwo Kościelne Watykan. Francja zawładnęła kilkoma terenami, między innymi Irlandią i Irlandią północną, Andorą. Powstało Wielkie Królestwo Francuskie, z wielkim królem Stefanem I na czele. Podobnie Niemcy tworząc IV Rzeszę Niemiecką. Brytania straciła w nazwie "Wielka", królestwo straciło wiele wpływów i stało się nic nie znaczącym państewkiem. Finlandia, Szwecja i Norwegia połączyły się unią personalną. Stworzyły Unię Skandynawską. Między Hiszpanią i Portugalią zaczęła się wojna. Socjaliści pokazali swoją siłę niszcząc całą Grecje. Po prostu zniknęła z powierzchni ziemi - na szczęście/niestety dali wcześniej ostrzeżenie. 99,9% społeczeństwa wyjechało do DCCCP, płacząc za swoim państwem. Tak naprawdę, oprócz Brytanii i Estonii, Polska była najsłabszym ogniwem, które zostanie wyeliminowane. Tym bardziej, że znajdowała się między krajami socjalistycznymi (DZSRR i CS) i IV Rzeszą. Wybudowano więc w Poznaniu mury chroniące miasto przed potężnymi armiami.
******************
Po wielu godzinach, bohaterowie dojechali do Poznania. Byli na Placu Wielkopolskim. Miasto niezwykle się rozrosło po ich ostatniej wizycie. O dziwo, temperatura była znośna. Widocznie upały minęły...
- Pyry! Dobre pyry, tanio!
- Betki! Betki! Prosto z lasu!
- Korbol! Duży korbol!
Kretes rozejrzał się. Byli na targowisku. I to dużym. Każdy Polak zorientowałby się gdzie jest.
- U matku! Reksiu, czemu wjechałeś tu, a nie na jakiś normalny parking?! Wiesz, że nienawidzę takich "galerii pod chmurką"... Od czasu gdy musiałem rozdawać kremy w Stambule!
Dzielny Pies nie odpowiedział. Poszedł kupić pyry z gzikiem.
- To ja popilnuje Opla... - próbował się wymknąć Kogut.
- O nie! Idziesz z nami! Ani myśl o drzemce! - rozkazał komandor.
Wynalazca nie myślał jednak o spaniu. Chciał trochę ulepszyć Opla - trzy godziny jazdy to za dużo, za dużo! Jego samochód musi być taki jak on - nowoczesny, silny, wytrzymały, niezniszczalny, chorobliwy, strachliwy, odważny, słaby, konserwatywny i inne takie. Nie wiadomo, jak Kogut planował to zrobić - dziś mówią na to "Największa zagadka wszechświata". Podobno odpowiedzią jest 42. Przynajmniej Wujek Google tak twierdzi (
http://lmgtfy.com/?q=the+answer+to+life ... everything --->kliknij!). Ale on też twierdził, że litewskie "Tusk" znaczy tyle co polskie "Donald" (sprawdź sam!
http://translate.google.pl/#lt/pl/Tusk). Ale nie zgłębiajmy już tutaj całego sensu istnienia Najwyższego i całej reszty.
*****************
Tymczasem w Mińsku - dawnej stolicy Białorusi...
- Slawa k woinam Welikoj Wojny. Slawa natsii pobeditelej. Slawa o welikoj pobedy. (Chwała wam żołnierze Wielkiej Wojny. Chwała narodowi zwycięzców. Chwała w dniu wielkiego zwycięstwa.) Hurra! - rzekł pierwszy sekretarz Komunistycznej Jutrzenki - Aleksandr Gawriłow.
- Hurra! Hurra! Hurra! - odpowiedzieli żołnierze.
- Sojuz nieruszymyj riespublik swobodnych spłotiła na wieki wielikaja Ruś, da zdrawstwuwet moguchiy, bratskoje, pobeda Sowietskij Sojuz! Slaw'sia, otieczestwo nasze swobodnoje. (Niezłomny jest związek republik swobodnych, Ruś Wielka na wieki złączyła je lat. Niech żyje potężny, braterski, zwycięski, Kraj Rad! Chwała ci, Ojczyzno, tyś ziemia swobody...)
I armia ruszyła w stronę granicy polsko-radzieckiej i estońsko-radzieckiej...
****************
Po przedarciu się, bohaterowie musieli znaleźć Władimira. Długo się zastanawiali gdzie go szukać. Stwierdzili, że najlepiej zacząć od mieszkań, a na końcu zajść na Stary Rynek. Dzwonili do domów domofonami i pytali się, czy nie zna tu ktoś kolegi Kretesa. Niestety, niemal zawsze padała odpowiedź "Pomyłka" lub "Nie". Zawiedzeni, próbowali znów. I tak ciągle: dzyń, pytanie, nie ma, dzyń, pytanie, nie ma, dzyń...
W końcu usłyszeli odpowiedź "Tak". Zaskoczeni, pełni radości weszli do mieszkanka. Okazało się, że ma dwa pokoje, kuchnię i łazienkę. Przywitała ich starsza pani Zającowa. Poprosiła by usiedli w małym pokoiku. Rzeczywiście był mały - był tam tylko stół z krzesłami i mały telewizor z lat siedemdziesiątych.
- A więc, szukacie Władimira?
- Em... tak. Zna go pani?
- A znam. Był tu jakieś dwa miesiące temu z panią Górską. Akurat była straszna pogoda. W ogóle coś się teraz dziwnego dzieje! W październiku, to znaczy wtedy kiedy byli, było tak zimno, że normalnie! Kieloch był taki, że sto mantli na siebie ubrać i nadal marznąć! Chyba minus pięćdziesiąt stopni było. A właśnie! Umiem robić dobre swetry dla bąbasów, chcecie może trochę...?
- Nie! To znaczy, nie teraz.
- Chcecie ciasteczka? Zaraz przyniosę - zając wydawał się uprzejmy.
Bohaterowie spojrzeli na siebie. Wkrótce zapadnie noc i będzie trzeba gdzieś się przespać. A ta babka ich nie wypuści!
- Mam takie smaczne, bardzo nawet.
Reksio i Kogut spróbowali ciastek. Były okropne i ohydne. Wiedzieli jednak, że muszą je przełknąć, by porozmawiać z tą panią.
- W ogóle, czemu szukacie Władimira...? Toż to pewno jakiś łobuz, pewno jesteście sowieckimi szpiegami!
- Nie, nie... A tak w ogóle, to dobre te ciasteczka. Mogę więcej? - poświęcił się Kogut.
- Hmh... Rosjanie nienawidzili moich ciasteczek... A ty, gruby krecie?
- Em... Muszę? - zapytał się szeptem Dzielnego Psa. Kiwnięcie głowy go zasmuciło. - Oczywiście...
Po krótkiej przerwie na ciasteczka i herbatkę, przyszedł czas na najważniejsze pytanie.
- Czyli, że wie pani, gdzie mieszka Władimir?
- Nie.
Kretes się zdenerwował. Wyszedł z mieszkania i trzasnął drzwiami.
***********************
Wielu z czytających ten rozdział zastanowi się zapewne, jak Komunistyczna Jutrzenka doszła do władzy. Kiedy Gawriłow zakładał swoją partię socjalistyczną, nikt nie spodziewał się, że wygra wybory. A wygrał - i to 70% społeczeństwa głosowało na niego! Partia zmieniła nazwę z Dobrego Jutra Rosja na Komunistyczną Partię Nowego Jutra. Inną, częściej używaną nazwą, była "Komunistyczna Jutrzenka". Cóż, może brakować tutaj powstań, buntów, manifestacji... Ale tak było.
Za to historia IV Rzeszy była już inna. Grupka neonazistów wzięła zrobiła powstanie w samym środku Berlina. Ludzie się do nich przyłączali, bo myśleli, że to manifestacja przeciwko opodatkowaniu oddychania tlenem. Rząd widząc tyle ludzi, zrezygnował i wyjechał do Ameryki Północnej. Naziści łatwo przejęli władzę, podbili Austrię i inne kraje i założyli IV Rzeszę Niemiecką.
A co robi w tym czasie USA?! Otóż, Stany Zjednoczone rozpadły się na 10 państw, każde mające inną konstytucje. Niektóre miały dyktaturę wojskową, inne realny socjalizm, były dwie republiki ludowe, trzy demokracje bezpośrednie, a jedna, najlepiej zorganizowana, demokracje pośrednią. Między tymi państwami wrzała wojna. Nikt nie mieszał się w wynik. Gawriłow wiedział, że nikt nie może mu przeszkodzić, Chiny też. Środkowe powstanie też nie chciało się mieszać. Innymi słowy - była to wręcz bratobójcza wojna. Tyle.
**************************
W końcu zdecydowali się pójść na Stary Rynek. Szli po pięknych ulicach. Pełno było na nich zabytków - ratusz, waga miejska, fontanna Neptuna i tak dalej... Było pięknie. Wszędzie były też ozdoby świąteczne - ale inne niż obecnie. Temat był bardziej religijny. Kretes wyszukiwał wśród ludu swojego kolegi. Niestety, nigdzie nie mógł go zauważyć. Było za dużo ludzi. Cóż, większość tutaj przyjechała, bo sądziła, że Sowieci ich nie zaatakują. Nikt już nie wierzył w przetrwanie III Rzeczpospolitej. Rząd podobno już wyjechał do Afryki. Wojny afrykańskie były szybkie i wtedy panował tam pokój. Tym bardziej, że mieli pojechać do kolonii Wielkiego Królestwa Francuskiego, a Francuzi byli w wojnie z IV Rzeszą i DCCCP.
Jakiś koń potrącił biednego kreta. Był ubrany w szary strój i miał typowy uśmieszek ciemnych charakterów.
- Uważaj jak idziesz - syknął, również typowo dla tego typu ludzi.
- Rosjanie atakują Warszawę! Idą na Poznań! Ratujcie się ludzie! - ktoś wołał.
Chaos. Wszyscy porzucali co mieli i uciekli w stronę parkingów. Chcieli szybko być już w Afryce. Z dala od tych wojen! "Ludzie" pędzili, ile mieli sił w nogach. Dzieci płakały, bo rodzice gdzieś zniknęli. Tamci drudzy też to robili, bo dziecko zaginęło gdzieś w gąszczu panikujących osób. Komandor myślał, że nic z poszukiwań nie będzie. Chciał już powiedzieć to przyjaciołom, gdy...
- Kretes? No ja ne werju! (nie wierzę)! Ileż my się nie widzieliśmy, towarishch(towarzyszu)? - widocznie kolega nie umiał jeszcze niektórych słów po polsku, albo lubił mówić trochę w swoim ojczystym języku.
- Władimir! Witaj! Mamy do ciebie sprawę! To są Dzielny Pies Reksio i Kogut Jan Wynalazca. Reksiu, Kogucie, to Władimir Popow.
Niedźwiedź był już w trochę podeszłym wieku. Miał na oko 60 lat. Miał na sobie czerwoną bluzę i czarne spodnie. Nosił białe okulary. Miał brązowe włosy, nie nosił żadnego okrycia głowy.
- A kim jest ten kogut? - spytał komandor.
- A... To jest Patryk Retes Stodwa King, mój znajomy.
Zwierz miał niebieski kapelusz. Miał czerwony strój. Na szyi miał egipskie "cóś". Wyglądał trochę jak faraon Kogez III Wielki, którego Reksio i Kretes widzieli w Starożytnym Egipcie. Cóż, widocznie to jego daleki potomek.
- Miło mi was poznać.
Po powitaniach, nadeszła pora na typową rozmowę "po latach". Kret opowiedział po krótce co robił, kiedy wrócił na Wyspę i jak zamieszkał w Polsce. Opowiedział o ich gospodarstwie, które znajduje się jakieś dwadzieścia kilometrów stąd. Naukowiec zaś zdradził co nieco na temat projektu naukowego, w którym uczestniczył z An-Te-Haiem. Po tym, ten drugi wyjechał na biegun i już o nim nie słyszał. Kiedy usłyszał o wybuchu Środkowej Rewolucji, a także wygraniu Komunistycznej Jutrzenki w jego ukochanej Rosji, wyjechał do Rzeczpospolitej. Uzasadnił to "wiedzą na temat tego co się dzieje w państwach, w którym wygrywają komunistyczne, fanatyczne partię robotnicze". Widocznie, traktował zwrot "towarzyszu" jako część rosyjskiej kultury, ale nie był komunistą. Opowiadał o jego przyjaźni z Patrykiem i Pelagią Górską. Retes zaś rozmawiał z Dzielnym Psem i Kogutem. Okazało się, że pracuje w firmie M. Erry & Ch. Ristmast. Robi tam świąteczne gadżety, na przykład kostiumy (były one swego czasu kupowane przez wielu forumowiczów z Nory Kretesa).
Wreszcie, temat się wypalił. Komandor poinformował kolegę o poszukiwaniach jegomości. Po wtajemniczeniu, Władimir stwierdził:
- Zauważyłem, oj zauważyłem, dziwne anomalie. Musimy pojechać do Rosji, zanim nie będzie za późno. Jeśli gdzieś mamy znaleźć odpowiedź na nasze pytania, to tylko w Moskwie.
- Ja, niestety, muszę zostać z Pelagią w Poznaniu. Mamy jeszcze trochę roboty.
Wtem ten sam koń, który potrącił przed chwilą Kretesa, porwał Retesa...
***************************
Wszyscy ruszyli w stronę Placu Wielkopolskiego. Najszybciej biegł, oczywiście, Reksio, za nim Władimir. Ludność patrzyła na ten niecodzienny pościg. Niektórzy starali się złapać porywacza, inni pytali się, gdzie biegną. Mijali kolejne ulice. Akurat trafili na gospodarstwo pani Górskiej. Ta, widząc co się dzieje, ruszyła się z patelnią na konia. I tak wszyscy sprintem zbliżali się do targowiska. W końcu trafili na nie. Zniszczyli kilka straganów przez przypadek. Zyskali przez to takie przezwiska jak "łobuzy!", "zbrodniarze!", "Rosjanie!". Do porywacza dołączył kolejny koń. Razem nieśli biednego Patryka. Ten starał się wydostać, krzyczeć, ugryźć. Ale nie miał zębów. Drugi łotr wyjął linę i zaczął związywać ofiarę.
W końcu przeszli przez Plac. Teraz ruszyli na ulicę Fredry. Komandor był bardzo zmęczony, ale nie narzekał. Wiedział, że jeśli nie uratują teraz koguta, zacznie się nowa, niebezpieczna przygoda. A tego nikt nie chce - im więcej historyjek tym gorzej. Kogut starał się być z tyłu. Chciał znaleźć jakieś wygodne schronienie. Na przykład, sklep, w którym będzie potrzebna nowa kuchenka. Niestety, kret przejrzał jego plany i pilnował Wynalazcę. Jan zagadał go:
- Kre-Kretesie, może by tak pójść po Opla? Szybciej byśmy ich samochodem dogonili.
- NIE! Ale ciekawi mnie, czemu oni się jeszcze nie zmęczyli. Biegniemy już chyba dwie godziny, a tu tylko my się pocimy! Oni się śmieją! To nie uczciwe!
- Czarne charaktery nigdy nie są uczciwe - stwierdził Narrator.
- Ech... No dobra. Kierują się w stronę Mostu Teatralnego.
I rzeczywiście się kierowali. Most był w okropnym stanie. Ledwo się trzymał. Cóż, widocznie wszelkie fundusze na rozwój miasta zostały wyczerpane na mieszkania. Konie wskoczyły na pociąg, który akurat przejeżdżał pod Teatralką. Bohaterowie też to zrobili...
******************
- Vse (wszyscy) cali? - zapytał po krótkiej ciszy Władimir.
- Tak, tak... Ło matku! Gdzie my jesteśmy?
Znajdowali się w dość nieuporządkowanym schowku. Były tutaj miotły, mapy, rzeczy zgubione... Był też tu towar, który na pewno znajdował się w innych wagonach również - bowiem był to pociąg towarowy. Były to dziwne machiny, które miały na wyświetlaczu zapisane "20 stopni C, bezchmurnie". Nie były zbyt duże, miały wysokość taboretu.
- Hmmm... mi to wygląda na maszyny zmieniające pogodę z czasów Zimnej woyna(wojny)... Być może stąd wzięły się te anomalię! - zamyślił się Władmir. - Nie! Takich maszyn musiało by być tysiące. Nie, to nie to.
- No dobra, mamy tutaj dwudziestoletnie maszyny zmieniające pogodę, ale gdzie są ci porywacze?! - zadał ważne tutaj pytanie Kogut.
Nikt nie umiał odpowiedzieć. Przeszukali wszystkie wagony... i nic! Tak jakby konie rozpłynęły się. Gdzie mogli być? Gdzie mógł być Patryk? Jedyne miejsce, którego nie przeszukali, a istniała szansa, że tam ich znajdą to...
Tutaj warto się zatrzymać. Bowiem większość wie już o co chodzi. To miejsce ma niezwykły wpływ na historię wszechświata. Serio! Zauważ, że w maszynowni Kari-Mata poznała Kretesa! Wyobraź sobie brak - co by weszło w tak pasujące miejsce? Toż to podstawa całej historii PR! Może to trochę przesada, ale bez maszynowni nie byłoby Orient Expressu, a bez niego nie byłoby Kari-Maty, Turcji... No dobra, trochę przesadziłem. Ale kto by nie przyznał, że ten fragment był kluczowym w historii PR...?
Tak więc, konie były w maszynowni. Rozmawiali z hologramem jakiegoś kreta.
- Toż to Aleksandr Gawriłow! Więc to on porwał Patryka?! - zdziwił się komandor.
- Kak vse proszlo?(Jak wam poszło?) - odezwał się.
- Nu, perwoje, sekretar.(Dobrze, pierwszy sekretarzu.)
- Do swdanija w Moskwie. (Do zobaczenia w Moskwie.)
Postać zniknęła w ogniu. Hologramy były jedyną komunikacją używaną wtedy przez ludzi. Telefony i skype się znudziły - wynaleziono doskonałe urządzenie przesyłające obraz i głos z prędkością światła. Do tego dochodzi niesamowita jakość i efekty specjalne. Widocznie czarne charaktery w tej powieści były fanatykami wojny, destrukcji, ognia...
Władimir nie wytrzymał. Wpadł do maszynowni i zaatakował jednego z trzech koni. Pozostali ruszyli za nim. Zdziwieni wrogowie szybko powalili niedźwiedzia. Nie utrzymali go długo. Kogut zrzucił na jednego z nich bombkę świąteczną. Ta nie zadała mu ran, ale za to zemdlał. Z drugim walczył Reksio. Żeby nie było zbyt brutalnie, postanowili zagrać w szachy. Antagonista przegrał po tym, jak został mu tylko król, którego Reksio zmatował hetmanem i wieżą. Padł na podłogę ze wstydu. Było to najłatwiejsze zwycięstwo w szachach kiedykolwiek. Ostatni, widocznie ten najsilniejszy, zaczął walkę z wszystkimi równocześnie. Czyste szczęście sprawiło, że padł. Po prostu ktoś jadł banana - i jak to w większości historii - ciemny charakter się przewrócił. Komuniści po kilku minutach leżeli więc na podłodze.
- Dla kogo pracujecie?!
- Pracujemy w ex-CCCPDream! - powiedział jeden z nich, gdy już się ocknęli.
- W byłym Sowieckiem Wywiadzie?! - rzekł Władimir.
Wrogowie patrzyli na siebie zdumieni. Tylko naukowcy rosyjscy i agenci wiedzieli co oznacza ten skrót! A więc mają przed sobą rosyjskiego obywatela!
...Ale jest z Polakami! Zdrajca! Ale cóż? Co mogą zrobić? Poznali jakiś fakt o tym psie Reksiu! Powiedzą to pierwszemu sekretarzowi! Mianuje ich pewno ministrami! A na pewno da im wysokie stanowisko w Komunistycznej Jutrzence!
Zniknęli w ogniu. Kiedy już ich nie było, bohaterowie dostrzegli Patryka w kącie. Rozwiązali go.
Pelagia z Patrykiem wyskoczyli przez okno. Oczywiście z parasolem. Ciekawe, kolejna ważna rzecz dla całej historii wszechświata. Wrócili później do Poznania. Rosjanie zdobyli to miasto. Na szczęście, w większości się zachowało. Radziecka flaga wisiała nad ratuszem poznańskim. Estonia upadła. Teraz cała radziecka armia szła na Warszawę. Upadek III Rzeczpospolitej wydawał się być przesądzony. Wszystkie miasta i wsie zostały splądrowany przez armię liczącą 983 083 053 958 osób. Jedynie Lublin i Warszawa się trzymały...
Inni bohaterowie zostali w pociągu, gdyż wiedzieli, że muszą się dowiedzieć kto transportuje maszyny do zmieniania pogody i dokąd on w ogóle jedzie.
Odpowiedzi przyszło szybko. Ten towar jest pewno dla Sowietów! Na ekranie wśród skomplikowanych przycisków był napis: "Lublin, Polska, Europa".
Czemu maszyny do zmieniania pogody są transportowane do Lublina?
Czy powstanie nowe państwo?
Kogo poznają Reksio, Kretes, Władimir i Kogut?
Kto powie ż.art?
Tego dowiemy się wkrótce.
CDN.