#11 Wielka Podróż
: śr, 12 cze 2013, 20:28
Nie tak dawno żył sobie pewien Agent o imieniu Koper. Mieszkał na wyspie Ostendite. Gdy miał 10 lat ojciec Amrkus często wypływał z nim w morze. Kiedy miał 12 lat , podczas sztormu jego ojciec zaginął. Został sam z matką. Matka Feiti była dziennikarką i byłą piosenkarką. Później jak się o tym dowiedział, załamał się, że jego ojciec zaginął. Po paru latach, kiedy miał 18 lat chciał powspominać tatę i przeglądał jego rzeczy. Natknął się na list i mapę. Był zdziwiony tym, że ta mapa przedstawia wyspę, o której nie słyszał. A była to wyspa Gasheine. List zawierał plan podróży ojca na ową wyspę i jakby taki testament.
Treść tego listu była lekko zagmatwana:
22.07. 2007, Ostendite
Drogi Synu!
Zapewne, kiedy czytasz ten list, minęło wiele lat.
Wiem, że źle to tak wyszło, ale wypłynąłem na szerokie morze
w poszukiwaniu Gasheine. Być może już nie wrócę.
Jestem na tropie pewnego skarbu, który jest tam ukryty skarb narodów.
Ale ponoć jest strzeżony przez demony, które współpracowały niegdyś
z Panami z Gazowni. Jednakże pokłócili się o skarb i to demony go strzegą.
Wiem, że zapewne chcesz mnie szukać po tylu latach, więc idź do Davita.
Jest moim zaufanym przyjacielem(zapewne pamiętasz wujka Davita?).
Jeśli chcesz wiedzieć, on nauczy się jak być Agentem i ratować świat.
On jest szefem Agencji OAW( Ostennidzka Agencja Wywiadowcza)
Bez niego nie poradzisz sobie zapewne. Ale pewnie teraz zadajesz sobie pytanie,
czemu mnie nie ratowali. Otóż, nie chciałem, by mnie szukano. Ale pisząc ten
list pomyślałem o tobie i o rodzinnej tradycji rybackiej i poszukiwawczej.
Pamiętaj też o matce. Ona potrzebuje twojego wsparcia, bo już nie jest
taka młoda. Więc opiekuj się nią. Zapewne wie, jak ją bardzo kocham i kochać
będę.
Załączam też kopię mapy, którą dostałem od OAW. Oni dysponują szeroką
kadrą i mają teorię na temat dzikich dżungli Gashiene i świątyni. Mapa ci pomoże.
Twój na zawsze kochający ojciec
P.S. Pamiętaj, że to nie przelewki.
Gdy skończył czytać list, poszedł do matki z listem. Matka była zaszokowana i mówiła, że gdy chce może jechać. Więc Koper po wielu zastanowieniach spakował rzeczy, pożegnał się z matką i poszedł szukać Agencji. Oj, nie było łatwo szukać. Musiał przejść obok portu, iść kanałami, aż w końcu dotarł do wielkich drzwi, które się otworzyły. Miał wrażenie, że ktoś go śledził. Szedł wielkim korytarzem, aż dotarł do wielu drzwi. Nie wiedział, gdzie wejść. Na szczęście były tabliczki. Ostatnie drzwi należały do szefa, Davita Erosta. Z lekkim strachem wszedł tam i zobaczył biuro, które było duże. Komputery, ekrany dotykowe i różne takie rzeczy, które mógł sobie tylko wyobrazić. Pełno ludzi, a na samym końcu siedział sam Davit Erost. Gdy szef OAW to kazał od razu przyjść. bo wie dlaczego tu jest. Lekko zdziwiony chłopak, pytał o tym, skąd wie, że miał przyjść. Oczywiście wcześniej poinformował go Amrkus , że i tak kiedyś przyjdzie.
Więc Koper pytał się co ma zrobić, żeby jechać na poszukiwanie skarbu, a szef odpowiedział, że go nauczy. Tak też się stało. Pod czujnym okiem Davita, uczył się co sił w nogach. Wstawał o godz. 5., żeby pójść spać o 2:00. Tak uczył się przez 7 miesięcy i 7 dni. Nauczył się strzelać z łuku i z rewolwera. Też brał nauki z zakresu matematyki i różnych starodawnych druków.
Może to trochę dziwne, ale chłopak miał talent i szybko nauczył się starożytnego języka Gasheine. Więc, gdy był przygotowany, dostał łódź samonaprowadzającą, która oczywiście naprowadza na GPS do wyspy. Więc wypłynął. Był potężny sztorm i nasz Agent (od siedmiu miesięcy i siedmiu dni) znalazł się w wielkiej przygodzie. Niestety, łódź nie przetrwała i rozbiła się o brzeg wyspy. Zgodnie z wytycznymi było to Gasheine. Wskazywały na to lasy dżungli. Mapa pokazywała, że w dżungli jest ukryty skarb zapewne w świątyni. Więc świątynia jest strzeżona przez demony. Nagle słychać było jakiś szum i zrobił się straszny wiatr.
Byli to jacyś ludzie, którzy nie wyglądali na dobrych. Nasz bohater zdążył się ukryć i spytał się OAW(miał zegarek, który miał funkcje telefonu i kamery. Pokazał im, a Davit powiedział, że to groźny bandyta Umer Kwaskow i jego ludzie. Więc szef wysłał ludzi, żeby ich zabrali. Niestety, jak na razie żaden helikopter i łódź nie jest dostępna i musi radzić sobie sam. A jak się da to wyślą posiłki. Więc przysiadł i zobaczył co oni robią. Jak podsłuchał chodziło o tym, że jeden go śledził i wyśledził aż tutaj. To był ten sam człowiek co był przy porcie. Zauważyli, że jest przy brzegu rozbita łódź Agencji. Domyślili się, że nasz bohater tu jest. Więc Umer i trzech poszło do lasu, a reszta szukała przy brzegu. Koper szybko uciekł do lasu, szukać skarbu. Gdy szedł zobaczył kolumny z postaciami jakichś bożków. Pod posągami były znaki po staroarchipeladzku. Więc czytał. Tam pisało:
Ten, kto przejdzie nieproszony tego najdzie zguba. Demony zawładną krainą. Koper był pewny, że to tylko ostrzeżenie i szedł dalej. Nagle zauważyli go ludzie Kwaskowa i zaczęli go gonić. Gdy uciekał zgubił mapę. Ale gdy już Kwaskow i jego ludzie mieli go uratował go cud. Ktoś go chwycił za rękę i pociągnął mocno na drzewa. Kwaskow i jego ludzie byli zdezorientowani.
Koper był przestraszony. Kim jest jego wybawca. Był to tubylec, który mówił po staroarchipeladzku. Był to Ugatiru, ostatni przedstawiciel ludzi, później tylko by stwory różnej maści. Więc tubylec zabrał go do siebie i pokazał różne malunki. Były to rysunki, przedstawiające ludzi plemienia Igoto i jakiegoś białego człowieka. Koper spojrzał i zobaczył, że biały człowiek to jego ojciec. Wzruszył się, że wreszcie znalazł ślad, że ojciec tu był. Agent spytał się Ugatiru, co się stało z tym człowiekiem, a on odpowiedział, że to poszukiwacz Skarbu Plemienia. Gdy szedł do świątyni i zaginął. Według tubylca poszedł do Wielkiego Tygrysa- pana i władcę śmierci. Już robiło się ciemno i tubylec zaprosił go do siebie. Więc nasz bohater zasnął, śniąc o przygodzie i o ojcu.
Nazajutrz, Agent Koper był pełen sił, aby wyruszyć w dalszą drogę. Spytał się jak dojść do świątyni, a czarnoskóry tubylec pokazał mu drogę. Więc szedł tą drogą do świątyni. Droga była zasiana pułapkami i niebezpieczeństwami. Dżungla była oczywiście pełna wrażeń. Natknął się na kolejne rysunki, przedstawiające znowu ojca, walczącego z tygrysami. Więc, gdy tak się zapatrzył, nie zauważył prawdziwego tygrysa. Więc musiał uciekać. Gdy uciekał zgubił go, ale trafił na ludzi Kwaskowa, którzy też szukali skarbu. Niestety, zauważyli go i związali. A było to bardzo blisko świątyni. Kwaskow mówił o tym, że znajdzie skarb i o tym jaki będzie bogaty. Koper oczywiście zaprzeczał, ale boss mafii mówił, że on ma mapę. Powiedział też, że go zabije bo i tak nie jest potrzebny. Jeden z ludzi Kwaskowa powiedział, że widział jak umiał czytać hieroglify. Oczywiście Agent mówił, że się na tym nie zna. Kwaskow nie uwierzył w to. Powiedział, że im jest potrzebny jeszcze z jednego względu. Oczywiście musiał rozgryźć hieroglify, ale też pod jednym warunkiem. Więc oczom Kopra ukazał się uwięziony ojciec Kopra. Chłopak był szczęśliwy i pobiegł przytulić ojca, ale zatrzymał boss. Powiedział, że jak nie przetłumaczy, to zginie jego ojciec. Więc nasz bohater nie miał wyjścia. Doszli więc do świątyni. Tam widniał napis: Kto przekroczy bramy świątyni narazi się na demony. Oczywiście, żądni złota weszli tam, ale pierwsi szli Koper i ojciec. Świątynia była zrobiona ze szczerego złota. Kwaskow był w siódmym niebie. Chciał wszystko zagarnąć. Ale nagle odezwały się jakieś głosy. Były to demony, które strzegą skarbu. Rzuciły się na innych i na szczęście bohaterowie mogli uciec. Kwaskow to zobaczył i ruszył za nimi. Gdy biegli komnatami, gonili ich demony i Kwaskow. Nagle zegarek-telefon zadzwonił. Był to Davit. Gdy zobaczył Armkusa, ucieszył się. Powiedział też, że wysłał posiłki po nich. Weszli do środka świątyni. Zobaczyli skarb. Gdy szli do niego demony się wściekły i się rzuciły na nich. Koper nagle, gdy dotknął skarbu mówił w ich języku. Nagle demony się ukłoniły i zaczęły padać do stóp Agenta. Ojciec był uradowany. Był tam też Kwaskow. Wyciągnął broń i groził, że wszystkich zastrzeli. Bohaterowie byli w potrzasku. Ale od czego są Demony. Zobaczyły, że boss mierzy z broni do "króla" i jak się rzuciły na Umera to nie było po nim ani śladu. Wiał, aż się kurzyło. Gdy chcieli wziąć skarb, nagle świątynia się zatrzęsła i bohaterowie musieli uciekać. Uff... było blisko a by zostali zgnieceni. Biegli ze skarbem. Ale w połowie drogi zatrzymały ich demony i powiedziały, że mają zostawić skarb, bo mogą już nie wrócić do domu. Więc nasi bohaterowie porzucili skarb i uciekli. Oczywiście, gdy wyszli ze świątyni nasz sprytny Agent wziął diament ze skarbu. Ojciec był z niego dumny. Ze świątyni zostały same gruzy i jeszcze było słychać jęki i stęki uciekającego Kwaskowa. Już przyleciał helikopter i bezpiecznie mogli jechać do domu.
KONIEC
Treść tego listu była lekko zagmatwana:
22.07. 2007, Ostendite
Drogi Synu!
Zapewne, kiedy czytasz ten list, minęło wiele lat.
Wiem, że źle to tak wyszło, ale wypłynąłem na szerokie morze
w poszukiwaniu Gasheine. Być może już nie wrócę.
Jestem na tropie pewnego skarbu, który jest tam ukryty skarb narodów.
Ale ponoć jest strzeżony przez demony, które współpracowały niegdyś
z Panami z Gazowni. Jednakże pokłócili się o skarb i to demony go strzegą.
Wiem, że zapewne chcesz mnie szukać po tylu latach, więc idź do Davita.
Jest moim zaufanym przyjacielem(zapewne pamiętasz wujka Davita?).
Jeśli chcesz wiedzieć, on nauczy się jak być Agentem i ratować świat.
On jest szefem Agencji OAW( Ostennidzka Agencja Wywiadowcza)
Bez niego nie poradzisz sobie zapewne. Ale pewnie teraz zadajesz sobie pytanie,
czemu mnie nie ratowali. Otóż, nie chciałem, by mnie szukano. Ale pisząc ten
list pomyślałem o tobie i o rodzinnej tradycji rybackiej i poszukiwawczej.
Pamiętaj też o matce. Ona potrzebuje twojego wsparcia, bo już nie jest
taka młoda. Więc opiekuj się nią. Zapewne wie, jak ją bardzo kocham i kochać
będę.
Załączam też kopię mapy, którą dostałem od OAW. Oni dysponują szeroką
kadrą i mają teorię na temat dzikich dżungli Gashiene i świątyni. Mapa ci pomoże.
Twój na zawsze kochający ojciec
P.S. Pamiętaj, że to nie przelewki.
Gdy skończył czytać list, poszedł do matki z listem. Matka była zaszokowana i mówiła, że gdy chce może jechać. Więc Koper po wielu zastanowieniach spakował rzeczy, pożegnał się z matką i poszedł szukać Agencji. Oj, nie było łatwo szukać. Musiał przejść obok portu, iść kanałami, aż w końcu dotarł do wielkich drzwi, które się otworzyły. Miał wrażenie, że ktoś go śledził. Szedł wielkim korytarzem, aż dotarł do wielu drzwi. Nie wiedział, gdzie wejść. Na szczęście były tabliczki. Ostatnie drzwi należały do szefa, Davita Erosta. Z lekkim strachem wszedł tam i zobaczył biuro, które było duże. Komputery, ekrany dotykowe i różne takie rzeczy, które mógł sobie tylko wyobrazić. Pełno ludzi, a na samym końcu siedział sam Davit Erost. Gdy szef OAW to kazał od razu przyjść. bo wie dlaczego tu jest. Lekko zdziwiony chłopak, pytał o tym, skąd wie, że miał przyjść. Oczywiście wcześniej poinformował go Amrkus , że i tak kiedyś przyjdzie.
Więc Koper pytał się co ma zrobić, żeby jechać na poszukiwanie skarbu, a szef odpowiedział, że go nauczy. Tak też się stało. Pod czujnym okiem Davita, uczył się co sił w nogach. Wstawał o godz. 5., żeby pójść spać o 2:00. Tak uczył się przez 7 miesięcy i 7 dni. Nauczył się strzelać z łuku i z rewolwera. Też brał nauki z zakresu matematyki i różnych starodawnych druków.
Może to trochę dziwne, ale chłopak miał talent i szybko nauczył się starożytnego języka Gasheine. Więc, gdy był przygotowany, dostał łódź samonaprowadzającą, która oczywiście naprowadza na GPS do wyspy. Więc wypłynął. Był potężny sztorm i nasz Agent (od siedmiu miesięcy i siedmiu dni) znalazł się w wielkiej przygodzie. Niestety, łódź nie przetrwała i rozbiła się o brzeg wyspy. Zgodnie z wytycznymi było to Gasheine. Wskazywały na to lasy dżungli. Mapa pokazywała, że w dżungli jest ukryty skarb zapewne w świątyni. Więc świątynia jest strzeżona przez demony. Nagle słychać było jakiś szum i zrobił się straszny wiatr.
Byli to jacyś ludzie, którzy nie wyglądali na dobrych. Nasz bohater zdążył się ukryć i spytał się OAW(miał zegarek, który miał funkcje telefonu i kamery. Pokazał im, a Davit powiedział, że to groźny bandyta Umer Kwaskow i jego ludzie. Więc szef wysłał ludzi, żeby ich zabrali. Niestety, jak na razie żaden helikopter i łódź nie jest dostępna i musi radzić sobie sam. A jak się da to wyślą posiłki. Więc przysiadł i zobaczył co oni robią. Jak podsłuchał chodziło o tym, że jeden go śledził i wyśledził aż tutaj. To był ten sam człowiek co był przy porcie. Zauważyli, że jest przy brzegu rozbita łódź Agencji. Domyślili się, że nasz bohater tu jest. Więc Umer i trzech poszło do lasu, a reszta szukała przy brzegu. Koper szybko uciekł do lasu, szukać skarbu. Gdy szedł zobaczył kolumny z postaciami jakichś bożków. Pod posągami były znaki po staroarchipeladzku. Więc czytał. Tam pisało:
Ten, kto przejdzie nieproszony tego najdzie zguba. Demony zawładną krainą. Koper był pewny, że to tylko ostrzeżenie i szedł dalej. Nagle zauważyli go ludzie Kwaskowa i zaczęli go gonić. Gdy uciekał zgubił mapę. Ale gdy już Kwaskow i jego ludzie mieli go uratował go cud. Ktoś go chwycił za rękę i pociągnął mocno na drzewa. Kwaskow i jego ludzie byli zdezorientowani.
Koper był przestraszony. Kim jest jego wybawca. Był to tubylec, który mówił po staroarchipeladzku. Był to Ugatiru, ostatni przedstawiciel ludzi, później tylko by stwory różnej maści. Więc tubylec zabrał go do siebie i pokazał różne malunki. Były to rysunki, przedstawiające ludzi plemienia Igoto i jakiegoś białego człowieka. Koper spojrzał i zobaczył, że biały człowiek to jego ojciec. Wzruszył się, że wreszcie znalazł ślad, że ojciec tu był. Agent spytał się Ugatiru, co się stało z tym człowiekiem, a on odpowiedział, że to poszukiwacz Skarbu Plemienia. Gdy szedł do świątyni i zaginął. Według tubylca poszedł do Wielkiego Tygrysa- pana i władcę śmierci. Już robiło się ciemno i tubylec zaprosił go do siebie. Więc nasz bohater zasnął, śniąc o przygodzie i o ojcu.
Nazajutrz, Agent Koper był pełen sił, aby wyruszyć w dalszą drogę. Spytał się jak dojść do świątyni, a czarnoskóry tubylec pokazał mu drogę. Więc szedł tą drogą do świątyni. Droga była zasiana pułapkami i niebezpieczeństwami. Dżungla była oczywiście pełna wrażeń. Natknął się na kolejne rysunki, przedstawiające znowu ojca, walczącego z tygrysami. Więc, gdy tak się zapatrzył, nie zauważył prawdziwego tygrysa. Więc musiał uciekać. Gdy uciekał zgubił go, ale trafił na ludzi Kwaskowa, którzy też szukali skarbu. Niestety, zauważyli go i związali. A było to bardzo blisko świątyni. Kwaskow mówił o tym, że znajdzie skarb i o tym jaki będzie bogaty. Koper oczywiście zaprzeczał, ale boss mafii mówił, że on ma mapę. Powiedział też, że go zabije bo i tak nie jest potrzebny. Jeden z ludzi Kwaskowa powiedział, że widział jak umiał czytać hieroglify. Oczywiście Agent mówił, że się na tym nie zna. Kwaskow nie uwierzył w to. Powiedział, że im jest potrzebny jeszcze z jednego względu. Oczywiście musiał rozgryźć hieroglify, ale też pod jednym warunkiem. Więc oczom Kopra ukazał się uwięziony ojciec Kopra. Chłopak był szczęśliwy i pobiegł przytulić ojca, ale zatrzymał boss. Powiedział, że jak nie przetłumaczy, to zginie jego ojciec. Więc nasz bohater nie miał wyjścia. Doszli więc do świątyni. Tam widniał napis: Kto przekroczy bramy świątyni narazi się na demony. Oczywiście, żądni złota weszli tam, ale pierwsi szli Koper i ojciec. Świątynia była zrobiona ze szczerego złota. Kwaskow był w siódmym niebie. Chciał wszystko zagarnąć. Ale nagle odezwały się jakieś głosy. Były to demony, które strzegą skarbu. Rzuciły się na innych i na szczęście bohaterowie mogli uciec. Kwaskow to zobaczył i ruszył za nimi. Gdy biegli komnatami, gonili ich demony i Kwaskow. Nagle zegarek-telefon zadzwonił. Był to Davit. Gdy zobaczył Armkusa, ucieszył się. Powiedział też, że wysłał posiłki po nich. Weszli do środka świątyni. Zobaczyli skarb. Gdy szli do niego demony się wściekły i się rzuciły na nich. Koper nagle, gdy dotknął skarbu mówił w ich języku. Nagle demony się ukłoniły i zaczęły padać do stóp Agenta. Ojciec był uradowany. Był tam też Kwaskow. Wyciągnął broń i groził, że wszystkich zastrzeli. Bohaterowie byli w potrzasku. Ale od czego są Demony. Zobaczyły, że boss mierzy z broni do "króla" i jak się rzuciły na Umera to nie było po nim ani śladu. Wiał, aż się kurzyło. Gdy chcieli wziąć skarb, nagle świątynia się zatrzęsła i bohaterowie musieli uciekać. Uff... było blisko a by zostali zgnieceni. Biegli ze skarbem. Ale w połowie drogi zatrzymały ich demony i powiedziały, że mają zostawić skarb, bo mogą już nie wrócić do domu. Więc nasi bohaterowie porzucili skarb i uciekli. Oczywiście, gdy wyszli ze świątyni nasz sprytny Agent wziął diament ze skarbu. Ojciec był z niego dumny. Ze świątyni zostały same gruzy i jeszcze było słychać jęki i stęki uciekającego Kwaskowa. Już przyleciał helikopter i bezpiecznie mogli jechać do domu.
KONIEC