Epizod I
data grania - wczoraj.
(chciałbym dodać, że moje odczucia na temat gry są całkowicie świeże, nie oglądałem żadnych gameplay'ów i moja wiedza była ograniczona do spoilerów, jakie AM przekazało na forum)
Pobrałem, uruchomiłem. Wybieram tutorial w menu głównym. I od razu wiem, że będę się dobrze bawił.
Znalezienie ot tak walizki z milionem dolarów - bezcenne, dosłownie i w przenośni. Otrzymanie klasycznego jednego grosza/dolca jako reszty - jeszcze lepiej. Po przejściu tutorialu przechodzę do właściwej gry, oczywiście w trybie True Adventure. Teksty jak zwykle są ironiczne i zabawne, Kretes sypie kawałami jak z rękawa, jakby przeczytał podręcznik komedianta oraz dobrą encyklopedię żartów. Ta jego próba chodzenia bez gogli była wyborna, nie umiem nawet powiedzieć, co mi przypominała bardziej: lunatyka czy zombie. Trochę się pokręciłem po piwnicy, zabrałem wdzianko, rozwiązałem pierwszą zagadkę (nietypowa, ale przyjemna i łatwa) i zjechałem do Pocopane. Tam gra mi się parokrotnie zacięła, ale to nic poważnego. Przejście miasta zajęło jakieś 2 godziny, całkiem nieźle jak na błądzenie na ślepo i zdanie się na spryt. Naiwność i nieraz głupota Kretesa jest wyborna, zwłaszcza komentarze o włoskim żarciu. Tuż pod koniec, po uratowaniu miasta przed zalaniem, mieliśmy ciekawą i piękną wręcz graficznie animację nagrodzenia Kretesa przez króla tak długo upragnionym żarciem... po czym całkowitym udupieniem naszego "bohatera", gdy król odkrył, że sama ucieczka potwora to też jego zasługa. I wreszcie wspaniała puenta - Kretes próbujący ze swoim wielkim bebzonem uciec za pomocą balonu z helem i w efekcie przebija się przez podłogę. W obu seriach nigdy nie było bardzo dużo żartów na temat otyłości kreta, ale ten fragment zdecydowanie potwierdził, że 90% przyrody ma mniejszą masę od Kretesa.
Co tu jeszcze powiedzieć? Angielski głos Kretesa pasuje do tej postaci równie dobrze co polski, może nawet trochę bardziej. Narrator jednak jest gorszy (albo po prostu przywykłem do tego, którego słyszeliśmy przez niemal całą Starą Serię). Muzyka dobra, minigry nie są jednak zbyt trudne, mogliby trochę utrudnić. Humor wzorowy. Nie ma Reksia i nie będzie, Kretes dał to jasno do zrozumienia. Wiemy też wreszcie, dlaczego - "głupia umowa licencyjna", cytując naszego bohatera. Cóż, może trochę strata, ale mimo wszystko dwójka przebija poprzedniczkę, nawet gdyby zapomnieć o moim zdaniem dużo lepszej grafice, nie tylko w zestawieniu z wersją pierwotną, ale też LE. W dodatku w tej grze mimo podobnej ilości postaci nie mamy tego odczucia pustki, jakie dominowało w poprzedniczce, gdyż wszystko jest wyładowane i nie ma wielkich, pustych przestrzeni.
Moja ocena? Zdecydowanie warto zagrać, gra bardzo dobra. 9/10, jeden punkt potrąciłem za łatwość minigierek i dość krótki czas gry.