Re: Odjechane RPG - Rozgrywka
: wt, 24 gru 2013, 21:58
A)
No i d)
Bo w razie czego chcę uciec.
No i d)
Bo w razie czego chcę uciec.
Forum Przygód Reksia
https://przygodyreksia.zagrajwreksia.pl:443/pliki/kretes/forum/reksioforum/
https://przygodyreksia.zagrajwreksia.pl:443/pliki/kretes/forum/reksioforum/viewtopic.php?t=7838



| Noo nie pomogło to w sumie. Pokój wygląda teraz jak odwrotność poprzedniej jego wersji. Wszędzie czerń, czerń i jeden bezkresny wieczny chaos. Nie jesteś w stanie opisać mroku, jaki teraz panuje w tym miejscu. Nie znajdujesz nigdzie żadnego szczegółu, który mógłby określić pomyłkę projektanta tego więzienia. Nic.. po prostu nic... Czujesz że lepiej wychodziła ci walka z pasażerami pytającymi " CZY WIDZIAŁEŚ MÓJ BAGAŻ ?! " | ||||

| Wkurzony na monotonność i brak jakiegokolwiek sensu, które wręcz emanują tym miejscem, albo i odwrotnie, postanawiasz się położyć. Zamykasz oczy, jednakże nie możesz od razu zasnąć. Dla ułatwienia sobie tej sprawy postanawiasz liczyć barany... Zwierzęta te skaczą w twojej wyobraźni na pięknej, jakże kolorowej i wiosennej łące. Po chwili zastanowienia się, obecna wizja jest dla ciebie dużo ciekawsza niż ta poprzednia.... No cóż... Przynajmniej coś się dzieje. W końcu dochodzisz do wniosku że nie potrafisz zasnąć, gdyż powtarzalność miejsca w którym się znajdujesz jest bardziej powtarzalna niż sposoby dzięki którym próbujesz oddać się objęciom Morfeusza. Z długiej i jakże ciężkiej przeprawy "przedsennej" wyrywa cię głośny dźwięk, który naraz otwiera automatycznie twoje powieki. Leżysz jak wryty. Przed twoimi oczyma właśnie przelatuje stado baranów. Nie... Nie jesteś w sejmie, jesteś dalej w tym białym miejscu, a zwierzęta te są jak najprawdziwsze. Zastanawiasz się co robić dalej. | ||||
| Próbujesz sobie przypomnieć jakże skomplikowane zaklęcia teleportacji. Ehhh, no cóż... Ciężko będzie. Wiesz przecież, że gdy ostatnio chciałeś to zrobić, z nieba zaczęły spadać żółte skarpety nafaszerowane maskotkami smoków. Myślisz i myślisz... Próbujesz wydobyć z samych odmętów swojej pamięci te diabelskie umiejętności. Mija pięć minut... i nic. Zaczynasz powoli tracić nadzieję, że wymyślisz cokolwiek. Z drugiej strony lepsze to niż przypomnienie sobie zupełnie innego, a co za tym idzie - niezbyt pasującego do tej sytuacji zaklęcia. Jesteś zdezorientowany, zastanawiasz się nad sensem swojej obecności w tym pomieszczeniu. Myślisz... Myślisz i myślisz. Twoje rozważania w końcu zostają przerwane przez właśnie spadające z sufitu kowadło. Cudem unikasz kolejnej nieumyślnej zmiany zawartości swojego ciała. Najlepsze jest jednak to, że gdy wcześniej rozglądałeś się po pomieszczeniu, nie widziałeś tam żadnego przedmiotu podobnego do kowadła. Prawdopodobnie ktoś się z tobą bawi, a jego chora krucjata właśnie dopiero ma się zacząć. | ||||

| Postać kolejny raz delikatnie się uśmiecha, jednak tym razem w jej wyrazie twarzy widzisz coś jeszcze. Nie wiesz właściwie jak to określić, ale zauważasz że jej zachowanie nagle ulega lekkiej zmianie. Czuje się niepewnie i prawdopodobnie właśnie wspomniałeś o jakiejś granicy, której ona sama nie może przekraczać. Waszą migową rozmowę przerywa głośne pukanie do drzwi. Zaraz... Drzwi? To tu są drzwi? No tak... Dziwne, ale właśnie się tu pojawiły. Są najprawdziwsze, choć równie białe i równie wywołujące mdłości jak patrzenie na całe to pomieszczenie. | ||||

| W końcu docierasz na jakąś plantacje, o ile tak to można nazwać... pieprzu. Cała jest oblegana przez wyglądających prawie identycznie chińczyków. Różnią się oni tylko i wyłącznie wysokością, wielkością brzucha albo... fryzurami. Wtedy też przypominasz sobie że miałeś unikać tego typu osób. Znałeś bardzo dobrze ich zamiłowania kulinarne i nie chciałeś się im narazić w jakikolwiek sposób. Zdezorientowany decydujesz się na potajemną ucieczkę, ale na twojej drodze stają dwie osoby. Jedna jest dużo starsza, przynajmniej z wyglądu i również prawdopodobnie reprezentuje płeć męską. Druga jest małą, słodką na swój sposób... dziewczynką. Wyczuwasz między nimi relacje - ojciec, córka. Po chwili przekonujesz się też o słuszności swoich twierdzeń, gdy młodszy przedstawiciel z osób stojących właśnie na drodze, mówi do starszego jakoś w stylu: " Taaatuuś, ten mały słodki kiciuś to nasz dzisiejszy obiad? ". Zastanawiasz się przez chwilę, dlaczego Chińczycy mówią po polsku, ale nie jest to tak ważne jak obecna decyzja, co zrobić aby się wydostać z tej... niezbyt komfortowej sytuacji. | ||||

| Prawdopodobnie ktoś, kto właśnie próbuje rozpętać w tym pokoju swoje chore show, którego ty jesteś głównym bohaterem jak i poniekąd... kaskaderem, nie lubi języka rosyjskiego. Gdy próbujesz pozbyć się z kowadła, które w jakże epicki a zarazem dostojny sposób, właśnie cię przygniata, czujesz jeszcze większy ból. Zdezorientowany patrzysz przed siebie i znajdujesz na sobie jeszcze jedno kowadło. Twoja wzrokowa wycieczka nie trwa za długo, bo po chwili znowu tracisz przytomność i znowu budzisz się w tym samym bezsensownie białym pomieszczeniu pełnym swoistego chaosu i nieopisanego w swojej mocy nonsensu. Powoli zaczyna ci się zbierać na wymioty, jednakże wyczuwasz też małe plusy. Twoje ciało wygląda tak jak wyglądało wcześniej, no i co najważniejsze - nie leżą na tobie dwa kowadła, które spadły z sufitu. | ||||

| Wejść czy nie wejść... - zaczynasz hamletyzować. Nie wiesz sam co chcesz zrobić i dlaczego chcesz to zrobić. W końcu przypominasz sobie o jednym wielkim ciemnym blasku, który cię tutaj przywiódł. Pomieszczenie jest niesamowicie jasne i zbyt sterylne. Wiesz już że twoja przygoda rozpoczęła się na nowo i twoim pierwszorzędnym zadaniem jak na chwilę obecną, będzie wydostanie się z tego miejsca. | ||||
| Autor rozejrzał się po pomieszczeniu. No tak, biel, biel, biel. Nudne. Jeśli zostanie tutaj dłużej, to normalnie pobije rekord swojego kuzyna w zabieraniu przez psychiatryk! Czyli, że tego gościa wkurza rosyjski, tak? To chyba raczej nie te kosowce z średniowiecza, bo bądź co badź mówiły po rosyjsku. Autor zastanowił się... Zaczął recytować wierszyk o Krelinie, którego się w 7 klasie za młodu uczył. Potem śpiewa wszelkie znane rosyjskie piosenki, unikając ciągle kowadeł! A jeśli go trafi, śpiewa głośniej! Jeśli zginie, jeszcze! Niech tamten oszaleje! Kret dał sobie dziesięć prób minimum. Potem przestanie... W międzyczasie Autor próbuje jakoś wejść na ściany, bo skoro to miejsce co najmniej łamie logikę... Postuka też w każdą ścianę, a co tam! | ||||