The Celestial War

Awatar użytkownika
Z. Art
Żaba
Posty: 1643
Rejestracja: pt, 23 kwie 2010, 17:40
Naklejki: 5
Lokalizacja: student
Kontakt:

Re: The Celestial War

Post autor: Z. Art »

Broooooń! Dajcie mi jakąś brooooń!
Art latał po krypie statku.
Fale uderzeniowe... sądząc po jełopstwach i głupich głupstwach, jakie wyczynia pierwsza grupa, możemy spodziewać się nagłego ataku czasoprzestrzeni.
Super.
– Dostojewski umarł – powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
– Protestuję! – gorąco zawołał Behemot. – Dostojewski jest nieśmiertelny!


Mistrz i Małgorzata
<3

Moderuję na pąsowo bo mogę.
Awatar użytkownika
Autor8
Lord Protektor
Posty: 2169
Rejestracja: ndz, 7 kwie 2013, 13:22
Naklejki: 100

Re: The Celestial War

Post autor: Autor8 »

Gdyby broń palna była legalna w Polsce to byśmy mieli ją teraz i w ogóle moglibyśmy się obronić ;-;
A tak to tylko można powiedzieć, że cała sytuacja jest bolesna :lol: i trzeba czekać co dalej.
Awatar użytkownika
Czarnoksieznik
Mistrz Administracyjnej Magii
Posty: 1751
Rejestracja: sob, 24 sty 2009, 15:23
Naklejki: 17
Lokalizacja: z Angmaru

Re: The Celestial War

Post autor: Czarnoksieznik »

Narrator pisze:Podobno nie ma więzienia, z którego nie da się uciec. A w tym nie było strażników. Trzeba się tylko spokojnie zastanowić...
Mają XVI albo XVII wiek. Nawet przy założeniu, że nie mają do czynienia ze zwykłym przeciwnikiem, Dragonfly nie mógł zbytnio namieszać w czasoprzestrzeni. Raczej nie ryzykował zbyt wielkiego wzmocnienia celi. Mury zapewne i tak są grube, a drzwi solidne, ale... sklepienie.
Api, odsuń się.
Narrator pisze:Zebrał się w sobie i wystartował w górę z zamiarem wyciągnięcia kilku cegieł z sufitu. Trzeba tylko uważać, by nie dać się przysypać.
W pewnym momencie telepatycznie usłyszał urywek zdania wypowiedziany przez Arta.
Ż. Art pisze:Fale uderzeniowe... sądząc po jełopstwach i głupich głupstwach, jakie wyczynia pierwsza grupa, możemy spodziewać się nagłego ataku czasoprzestrzeni.
ART JEŁOPIE TO WY NAM CIĄGLE BRUŹDZICIE I ZMIENIACIE HISTORIE. JESTEŚCIE STO LAT ZA NAMI, KURDE.
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:
Awatar użytkownika
Z. Art
Żaba
Posty: 1643
Rejestracja: pt, 23 kwie 2010, 17:40
Naklejki: 5
Lokalizacja: student
Kontakt:

Re: The Celestial War

Post autor: Z. Art »

CZARNY JEŁOPIE MAMY SZESNASTY WIEK TAK SAMO JAK WY
– Dostojewski umarł – powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
– Protestuję! – gorąco zawołał Behemot. – Dostojewski jest nieśmiertelny!


Mistrz i Małgorzata
<3

Moderuję na pąsowo bo mogę.
Awatar użytkownika
Sir Ser
Pogromca Smoków
Posty: 95
Rejestracja: ndz, 23 cze 2013, 15:54

Re: The Celestial War

Post autor: Sir Ser »

Grupa 1:

Przy boku Kardynała momentalne stanęła setka strażników. Oznaczało to, ze atak, bądź ewentualna próba przechwycenia berła, miały stuprocentowe szanse na niepowodzenie.
- Co z nami będzie? - zapytał Serphan
- Czeka was dekapitacja. Nie możemy pozwolić sobie na zabawę ze stosem. Drewno ostatnimi czasy jest zbyt drogie.
- Ale ta dekapitacja to... tylko głowy, tak? - starał się upewnić. Nie miał jednak świadomości, że jednym zdaniem udało mu się zgorszyć setkę osób.
Paradoksalnie, nikt z podwładnych Kardynała nie zamierzał zostać w więzieniu. Wszyscy, razem ze skazańcami i przełożonym, udali się na egzekucyjny plac.
- Przepraszam? Można poprosić szklankę wody? - zapytał Dawid. Nikt mu jednak nie odpowiedział.

Los skazańców (pozbawionych zresztą wszystkich broni), zależał od teraz od trójki bohaterów: Api, Czarnego i Abigail, która gdzieś zniknęła.
Czarnoksiężnik miał już jakiś plan. Zrobił to, co zaplanował i podziwiał jak z dziury, którą właśnie udało mu się uformować, leci gruz.


Grupa 2:

Macki morskiego potwora uderzyły w wasz statek. To były sekundy. Najpierw destrukcji ulegały te, oddalone pięćdziesiąt metrów od was, potem te oddalone dwadzieścia metrów... Granica coraz szybciej malała, a czasu na zastanowienie było coraz mniej i mniej.
Skończyło się tak, jak można było sobie to wyobrazić.
Wasz środek morskiego transportu, w jednym momencie rozpadł się na setki małych kawałków. Ciężko było myśleć o jakiejkolwiek akcji ratunkowej. Nie było wśród was żadnego wybawiciela, kogoś, kto mógłby poświęcić się dla dobra ogółu i otrzymać w zamian odpowiednią sumę pieniędzy. W jednej chwili zapanowało prawo dżungli, w którym każdy z sekundy na sekundę musiał stać się sam w sobie żaglem, sterem i okrętem. Każde z was, w pierwszej kolejności musiało się bać o własne życie.

Kiedy kłęby dymu opadły, a bestia zaczęła miażdżyć kolejne statki, było już wiadome kto przeżył i w jaki sposób zachował swoje życie.
Wszyscy z wyjątkiem Kretesa trzymali się jakiś kawałków drewna. Jedni większych, drudzy mniejszych brzytew. Byleby tylko przeżyć.
Kretes znajdował się na otwartej przestrzeni i z minuty na minutę tracił siły, które pomagały mu utrzymywać się na wodzie.
Dramaturgię sytuacji miało zwiększyć pojawienie się w jego okolicy... wielkich macek.

Awatar użytkownika
Dawid6
Bezpieczeństwo Forum
Posty: 2178
Rejestracja: sob, 7 lis 2009, 14:12
Naklejki: 7
Lokalizacja: Koło komputera xD
Kontakt:

Re: The Celestial War

Post autor: Dawid6 »

WODYYY WODYYY UMIERAMAMAMMAMA

A tak w ogóle to czemu chcecie ściąć nas, a nie tamtych wybrańców? Przecież, zostawiając ich w celi, dajecie im szansę na przeżycie!
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
Obrazek III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.
Awatar użytkownika
Z. Art
Żaba
Posty: 1643
Rejestracja: pt, 23 kwie 2010, 17:40
Naklejki: 5
Lokalizacja: student
Kontakt:

Re: The Celestial War

Post autor: Z. Art »

KRETES JEŁOPIEEEEEEEE
Art skoczył i zaczął płynąć w kierunku komandora, jełopa jednego.
– Dostojewski umarł – powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
– Protestuję! – gorąco zawołał Behemot. – Dostojewski jest nieśmiertelny!


Mistrz i Małgorzata
<3

Moderuję na pąsowo bo mogę.
Awatar użytkownika
Czarnoksieznik
Mistrz Administracyjnej Magii
Posty: 1751
Rejestracja: sob, 24 sty 2009, 15:23
Naklejki: 17
Lokalizacja: z Angmaru

Re: The Celestial War

Post autor: Czarnoksieznik »

Dobra. Wszystko wskazuje na to, że los tych skazanych jełopów (pozbawionych zresztą broni) zależy od teraz od trójki bohaterów: Api, mnie i Abigail, która gdzieś zniknęła. Dobra, ruszajmy się.
Narrator pisze:Czarny przez chwilę patrzył zafascynowany, jak z uformowanej przez niego dziury leciał gruz. To był naprawdę fascynujący widok. Po chwili zdecydował się spróbować przecisnąć przez powstały otwór.
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:
Awatar użytkownika
Autor8
Lord Protektor
Posty: 2169
Rejestracja: ndz, 7 kwie 2013, 13:22
Naklejki: 100

Re: The Celestial War

Post autor: Autor8 »

A, skoro Art idzie pomóc temu jełopowi, to ja będę sobie czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
Narrator pisze:Postanowił to uczynić Autor.
Awatar użytkownika
Sir Ser
Pogromca Smoków
Posty: 95
Rejestracja: ndz, 23 cze 2013, 15:54

Re: The Celestial War

Post autor: Sir Ser »

Grupa 1:

- Czemu? Jak to czemu? Przecież z tego miejsca nie da się uciec! - zapewniał Dragonfly. Kardynał rozkazał pochwycić pierwszego z więźniów. Zdecydował, że jako pierwszy umrze Serphan.
Strażnicy jak na rozkaz wyciągnęli go na podest, a chwilę później ułożyli go w odpowiedniej pozycji, ułatwiającej zresztą dekapitację.

Na Niebie znowu dało się dostrzec gołębia uformowanego z chmur. Dove na jego widok dostał ataku padaczki i zaczął słyszeć dziwne głosy.
GłosyUwierz w Siebie, Zgładź wymarłego i udowodnij wszystkim, że nie jest on osobą, za którą się podaje.


***

Dragonfly miał prawdopodobnie rację. Z tego więzienia... nie dało się uciec. Czarnoksiężnik nawet nie zbliżył się całkiem do uformowanej dziury, a już zleciał na ziemię, niczym porażony prądem. Budynek był objęty najpewniej jakąś barierą, która uniemożliwiała ucieczkę.
- Pssst! Api, Czarny! - to ja, Abigail. Wiem, że mnie słyszycie, ale nie reagujcie. Postarajcie się skoncentrować, jak najbardziej to tylko możliwe. Gdy to zrobicie, złapcie się za ręce i... zbliżcie się w stronę ściany. Szybciej, nie ma czasu na pytania.


Grupa 2:

Macka stwora chwyciła Kretesa, nim Art zdążył do niego dopłynąć.
- ART JEŁOPIE, CELLIE NAPRAWDĘ BY NIE CHCIAŁA, ŻEBYŚ ZGINĄŁ W TEN SPOSÓB. - wykrzyczała Talia. Dziewczyna starała się zrobić wszystko, by uratować choć jedną osobę.
Chwyciła łuk Aryi i zaczęła ciskać strzałami w stronę macki.
Nim jednak pierwsza ze strzał doleciała w zamierzonym kierunku, potwór dopiął swego i zmiażdżył swoją ofiarę.
Żelibor zdecydował się na paniczną ucieczkę, choć miał pełną świadomość tego, ze stał się zwykłym białym króliczkiem w starciu z setkami głodnych gepardów.
Do Talii dołączył Lovelas. Ich wspólna kanonada strzał, opóźniała ruchy bestii, ale nie działała jednak aż tak skutecznie, by można było mówić o jakiejkolwiek szansie na uratowanie Arta.
- Panowie i Panie, jak widzę, rozpoczęła się walka o przetrwanie. - zabrzmiał w tym momencie głos, należący do Zero. - Z macek Hiper Krakena wielkie, oj wielki dranie. Wszyscy gotowi na umieranie? Hihii.
- Czy to oznacza, że... - zaczęła się zastanawiać Delaya.
- Bracia? Po cóż toczyć z nimi swary? Toż świat u nóg naszych leży cały. Bogiem nowym zostać nikt nie chce, toż Jego niebo każe nam wrzeszczeć.
- To wszystko było tylko po to, żeby zabić nas w widowiskowy sposób?!
- Plan był stary, ale jary, zjadły was tej zmowy czary. Był też układ, całkiem w dechę, o to kto was wyrżnie lepiej.
Ważka w dziada jednak wieku, pewnie skończy w jakimś ścieku. Ja ryzykiem jestem większym, nikt ode mnie prawa nie ma być lepszym.
Awatar użytkownika
Czarnoksieznik
Mistrz Administracyjnej Magii
Posty: 1751
Rejestracja: sob, 24 sty 2009, 15:23
Naklejki: 17
Lokalizacja: z Angmaru

Re: The Celestial War

Post autor: Czarnoksieznik »

Narrator pisze:Nietoperz skoncentrował się, po czym powoli podszedł do ściany, trzymając Api za rękę.
Obrazek
Głupcze! Żaden śmiertelny mąż nie jest w stanie mnie zabić! Teraz GIŃ!
Jeśli widzisz ten kolor, uważaj - administrator ma Cię na celowniku.
Spoiler:
Awatar użytkownika
Dawid6
Bezpieczeństwo Forum
Posty: 2178
Rejestracja: sob, 7 lis 2009, 14:12
Naklejki: 7
Lokalizacja: Koło komputera xD
Kontakt:

Re: The Celestial War

Post autor: Dawid6 »

Dobra, wciąż nie ogarniam, o co chodzi w tą moją chmurzastą rodziną, no ale...
//czuje nagły przypływa pewności siebie
No dobra, czas kończyć ten cyrk!
//strażnicy kamienieją
//kajdany czy coś opadają
//szybkim krokiem rusza w kierunku Dragonfly'a
//bierej berło
//dalej co bo nwm, czy to mi się wgl uda
Przejrzyj moje okołoreksiowe projekty na GitHubie!
Pozdrawiam wielu nieaktywnych użytkowników, wszystkich wciąż wchodzących oraz Playboiia, bo zawsze się żali, że go nie ma w moim podpisie.
Obrazek III miejsce w konkursie halloweenowym 2011, I miejsce w konkursie rocznicowym 2015
Tym kolorem moderuję.
Awatar użytkownika
Autor8
Lord Protektor
Posty: 2169
Rejestracja: ndz, 7 kwie 2013, 13:22
Naklejki: 100

Re: The Celestial War

Post autor: Autor8 »

A, to fajnie.
Narrator pisze:Autor się rozejrzał w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z tej niezbyt ciekawej i bolesnej sytuacji :lol:
Awatar użytkownika
Z. Art
Żaba
Posty: 1643
Rejestracja: pt, 23 kwie 2010, 17:40
Naklejki: 5
Lokalizacja: student
Kontakt:

Re: The Celestial War

Post autor: Z. Art »

OMGGG ZARAZ ZGINĘ OMGGG
Pomyślał se Art. Nie krzyknął, bo straciłby za dużo powietrza.
Chociaż był katotalibem katolikiem, w głębi duszy zaczął modlić się do każdego możliwego Boga i boga.
Wytężył siły i zaczął płynąć w stronę szczątków statku.
RZUĆCIE MI JAKĄŚ LINĘ, JEŁOPY!
– Dostojewski umarł – powiedziała obywatelka, ale jakoś niezbyt pewnie.
– Protestuję! – gorąco zawołał Behemot. – Dostojewski jest nieśmiertelny!


Mistrz i Małgorzata
<3

Moderuję na pąsowo bo mogę.
Awatar użytkownika
Sir Ser
Pogromca Smoków
Posty: 95
Rejestracja: ndz, 23 cze 2013, 15:54

Re: The Celestial War

Post autor: Sir Ser »

Grupa 1:

Chwilę później Api i Czarny znajdowali się już po drugiej stronie więzienia. Czekały już tam na nich rzeczy, które zostały im zabrane przez strażników.
Dwójka bohaterów ostrożnie skierowała się w stronę placu egzekucyjnego.
Serphan w tym czasie zagadywał swojego kata. Mówił mu o tym, że morderstwo to grzech, a także opowiadał o swoim bogatym życiu łóżkowym.
Strażnik w pewnym momencie usiadł na ziemi i skrył twarz w rękach. Kilka sekund po tym, zaczął szlochać.
Wyprowadzony z równowagi Dragonfly, postanowił przyśpieszyć wyrok. Krzycząc, wydał rozkaz natychmiastowego ścięcia Serphana.
W tym jednak momencie, na placu egzekucyjnym pojawiła się Lady Abigail wraz z jakąś staruszką. Niemal od razu zostały one otoczone przez setki żołnierzy.
- Ale że w setkę na dwie? Oj... panowie, to się nie godzi! - wykrzyczała.
- A co się godzi! To Ty wampirzyco! Za chwilę odeślemy Cię tam, skądś przyszłaś!
- Och... jacy kochani. Ale... obawiam się, że to raczej niewykonalne. Bo widzicie chłopcy, mój zamek został zrównany z ziemią przez kilkunastometrowe stwory.
- Potwory nie istnieją!
- Naprawdę? Hihihi... a święty kardynał Richard? W bardzo łatwy sposób mogę wam wszystkim udowodnić, że nie jest tym, za kogo się podaje. - powiedziała z przekonaniem.
Dragonfly obserwował całą sytuację z zaniepokojeniem. Wiedział, że jeśli pozwoli się jej wymknąć spod kontroli, to sprowadzi na siebie zgubę.
- Jestem Richard Dragonfly. Święty Kardynał! Rozkazuje ich wszystkich ściąć! - wykrzyczał. Nikt jednak nie potraktował tego rozkazu poważnie. W tym momencie kolejny raz postanowiła przemówić Lady Abigail.
- Prawdziwy święty kardynał, zginął dobre kilkanaście lat temu, w noc wielkiego wybuchu. To właśnie ta noc została zapisana w kartach historii przez wszystkich współczesnych astronomów. Był to dzień, w którym z nieba spadł prawdziwy potwór, niejaki jeździec chciwości, wymarły władca, zwiastun końca tego świata.
- Prz...Prze...przecież to jakaś wariatka!
- W takim razie... Panie Dragonfly... Kim według ekscelencji jest... ta staruszka? - tu wskazała na towarzyszącą jej starszą panią. Kardynał się zaczerwienił, gdyż nie znał odpowiedzi na to pytanie. Wiedział, że wpadł w pułapkę, z której niedane będzie mu zbyt prędko się wydostać.
- Ta pani to po prostu starsza kobieta. Nie widzę związku. DLACZEGO MI NE WIERZYCIE?
- Panno Abigail... to nie Rysio. Rysio zawsze lubił swoją babcię! - odezwała się staruszka.
- Ach... Babcia? Oj... nie poznałem... to ja... Richard...
- Ty nie jesteś Rysio...
- Jestem Rich...
- Nie jesteś Rysio... Nie jesteś!
- Jestem! - nie wytrzymał. Chwycił za berło i ruszył w kierunku emerytki. W tym momencie jednak stało się to, o czym pomyślał sobie Dawid. Wszyscy strażnicy skamienieli, jego kajdany przestały go wreszcie krępować, a berło, które dotychczas znajdowało się w rękach wymarłego władcy, spadło na ziemię. Schodami sturlało się w stronę Gołompia.
Dawid wziął do ręki narzędzie Nestardiela i ruszył w stronę Dragonfly'a. Przerażony starzec próbował się bronić. Zaczął wypowiadać jakieś niezrozumiałe hasła, słowa, zdania, które najprawdopodobniej miały być zaklęciami. Robiąc to, ruszał w dziwny sposób rękami.
Kiedy jednak doszło do niego, że to nic nie da, powiedział to, czego raczej wszyscy się spodziewali : "Lazurowe niebo każe nam krzyczeć".
- A'k - wymamrotał Dawid i przebił na wylot kardynała swoim berłem.
W tym momencie obudzili się wszyscy strażnicy. Szybko dostrzegli egzekucje, która dokonała się podczas ich "nieuwagi". Niemal natychmiastowo rozpoczęli strzelecką salwę.
Dawid nie miał zamiaru czekać ani chwili dłużej. Pomyślał o wszystkich przyjaciołach i trzymając berło, powtarzał z zamkniętymi oczami hasło " do przyszłości, do przyszłości... do przyszłości".

Niestety. Podczas teleportacji zdał sobie sprawę, że zapomniał o jednej osobie. Olexo został w Wittenberdze, razem ze strażnikami, którzy wkrótce pozbawili go życia.

Grupa 2:

Tutaj w sumie też było epicko, ale nie chce mi się tak długo tego opisywać. Art przeżył, bo miał niebywałego farta. Ten dziad Zero stanął na głowie wielkiego "Hiper Krakena", czy jakiejś tam innej morskiej cholery. Wszystko to dlatego, by pokazać swoją wyższość i udowodnić, że jest lepszy. Wymarły Władca był niezwykle zazdrosny o siłę i potęgę innych, więc na każdym kroku, robił wszystko, co było tylko w jego mocy, by upokorzyć swoich konkurentów.
No i jak już mówiłem, stanął na głowie tego potwora, on wtedy przestał atakować, a sam Zero głosił piękne hasła o tym jak bardzo jest super i o tym, jak bardzo nikt nie ma z nim szans.
To był dobry czas na linę, którą dostał od Lovelasa i Delayi. Kilkanaście sekund później, Żelibor był już w bezpiecznym miejscu, a Zero wciąż mówił dziwne wierszyki i sam sobie słodził.
Wtedy też wydarzyła się bardzo śmieszna sytuacja. Za plecami wymarłego zmaterializował się Ciszu! Niczym potężny spartański wojownik, zasadził mu kopa. Nie powiedział wprawdzie "This is sparta", ale i tak bardzo to przypominało scenę z filmu. Zero wpadając do paszczy swojego potwora, wykrzykiwał tą samą nudną śpiewkę o lazurowym niebie.
Stwór po jakimś czasie rozpadł się na kawałki. Pewnie dostał jakiegoś errora po tym, gdy połknął tego, kto go stworzył. Ciężko w sumie stwierdzić.
Ciszu natomiast został opryskany jego resztkami.
Obrazek
- Hee heee heee. Ale z niego jełop. Współczuję temu Lazariusowi. Mieć takich niedojdów za sługów. Nie no, ja na jego miejscu bym się powiesił na elektrycznym krześle, pomyślał sobie wtf i strzelił sobie w łeb... Hee heee heeee. A tak w ogóle to kto się stęsknił?
- Nikt - stwierdził nieczule Mątek.
- Heee, bujaj się dziadu. - odpowiedział mu ripostą. - Trochę mi zajęło szukanie was po wszystkich miejscach i latach. Ale w końcu jestem Hee heee heee. To co? Robimy deal? Ja tracę resztkę swoich teleportacyjnych mocy i przenoszę was tam, gdzie są wasi przyjaciele?
- Ale zostaniesz z nami? - zapytała Talia, wciąż zafascynowana dokonaniem Theoeresa.
- No skoro muszę... kobieto.

Grupa pierwsza i druga:

Jakiś czas później, wszyscy znajdowaliśmy się w jednym, dosyć mrocznym miejscu. Był to pokój dziecięcy, na środku którego stała solidna, drewniana kołyska. Biorąc pod uwagę sytuacje za oknem, wiele wskazywało na to, że trafiliśmy tu, w samym środku nocy.
W pomieszczeniu dało się dostrzec również kalendarz z napisem "Kalender 1890".
- Dawid jełopie, gdzieś ty nas przeniósł? - zapytał Autor
Zablokowany