Alysia wyglądała na zdecydowanie "odepchniętą". Bez życia, bez wiary w przyszłość, zmagała się z niefortunnym ślepym losem, który przecież wyrządził jej tak wielką krzywdę. W agonii spoglądała na ciało swojego wujka, które z sekundy na sekundę stawało się krwawą mozaiką.
- To ta sama szabla moja kochana. Ta sama, którą pozbawiłaś mnie głowy. NO TO CIOS ZA CIOS! Teraz głowę straci twój martwy wujek! - wykrzyczał i zamachnął się.
Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji postanowiłeś strzelić w niego miotaczem sierpów. Ślepy i wredny los chciał jednak tak, że choć celowałeś prosto w pirata, w ostateczności trafiłeś w żyrandol, wiszący na suficie.
Czarnobrody, nie przejmował się twoimi poczynaniami. Stwierdził pewnie, że jesteś za słaby i prędzej sam się zabijesz niż... wyrządzisz mu jakąkolwiek krzywdę. Noo i to właśnie okazało się błędem. Niczego nieświadomy, został przygnieciony spadającym żyrandolem.
Zaskoczony całą sytuacją, stałeś się szczęśliwszy na duchu. Zacząłeś się nawet śmiać, nie wiedząc kompletnie jak to wyjaśnić.
Zauważyłeś szablę, która pod wpływem uderzenia wypadła piratowi z rąk. Chciałeś ją nawet chwycić, ale nie miałeś już tyle szczęścia. Czarnobrody zdążył się podnieść. Używając skrzydła raju sprawił, że cały gruz, razem z resztkami żyrandolu, poleciały na ciebie. Przygnieciony do ściany patrzyłeś na Alysię. Wciąż we łzach, wciąż załamana, wciąż podpierająca jedną z szafek.
- To nie może się tak skończyć - pomyślałeś. Nie wyobrażałeś sobie, że wszystkie ważne postacie z tej planszy mogą tak po prostu umrzeć. Najpierw jakiś sadystyczny zielony lis, zadźgał Kapitana Olivera, potem wskrzeszony przez jakiś śmieszny kryształ pirat, po tym jak powstał z martwych, zrobił napad na podwodne królestwo Angelisii... A teraz? Cóż.. czyżby pora na Alysię? Na mistrzynię świata w szermierce? Na pogromczynię nieznanych lądów? Na osobę z niezwykle silną psychiką, osobę, która się nigdy nie poddała?
Spojrzałeś na nią jeszcze raz... i wtedy uświadomiłeś sobie, że niedaleko niej leży ta sama szabla, którą chciałeś chwycić.
- Twój kochaś nie żyje... Mwahahahah! Był twoją ostatnią deską ratunku. Jak mi przykro kochana... Cała twoja rodzina już nie żyje. Nie masz nikogo, kto mógłby Cię pocieszyć... nie masz nikogo, komu mogłabyś się pożalić.. zostałaś samiuteńka. Wiesz co? W pewnym sensie powinnaś mi być wdzięczna. Nie pozostawię cię przy życiu w samotności, nie dam cię zjeść twoim emocjom. To tak jak dobicie zwierzęcia, które wpadło w pułapkę i skręciło łapę. Dobicie umierającego jest w pewnym sensie przywilejem. Nie sądzisz? - zadał pytanie retoryczne. Alysia wyglądała na taką, jakby wszystko było jej teraz obojętne. Wiedziała, że to już koniec i że nie ma żadnych szans na ratunek.
- I co niby Ci da zabicie mnie? Radość? Spełnienie marzeń? - zapytała, przerywając praktycznie co drugie słowo gorzkim płaczem. - POGÓDŹ SIĘ Z TYM, ŻE TO JA WYGRAŁAM. - wykrzyczała w stronę pirata.
- Bo widzisz skarbie, każdy, nawet najbardziej dziwny osobnik zasługuje na drugą szansę. Ja takową dostałem, więc pragnę ją w pełni wykorzystać. - powiedział. W tym momencie zbliżył się w stronę okna.
- Ach.. po tym jak się z tobą rozprawię, mój Kraken wyjdzie z wody, a wtedy zniszczy całą wyspę niewiernych. Właściwie to ją zje... - zaczął przechwalać się pierwszą lupą. - Oj.. teraz jest zdecydowanie większy niż poprzednim razem... Kiedy już go zobaczysz, uznasz wszystkie legendy o Lewiatanie, Sarpfenorze i innych morskich bestiach.. za bajki dla dzieci. Nowa rzeczywistość kształtuje się właśnie teraz. Nowy porządek świata jest w moich rękach! - zaczął się zachwycać, wciąż obserwując morski horyzont.
- Myślę, że ja również mam coś do powiedzenia.. - stwierdziła Alysia. W jej głosie dało się słyszeć pełnię zemsty i nienawiści. Kiedy pirat się odwrócił, ujrzał ją z szablą w łapce.
- Ktoś tu chyba zapomniał do kogo pierwotnie należał Celexcal. - przetarła swoją broń.
- Hahahah! Myślisz, że twój mieczyk zdoła mnie powstrzymać? Mam przy sobie więcej pierwszych narzędzi, mogę władać rozmiarami istnień żywych i tych.. mniej żywych! Przedmioty poruszają się zgodnie z moją wolą! Mogę zrobić z nimi co chcę, a potrzebuję do tego jedynie samej sugestii! Mogę również chodzić po sufic.... - tu przerwał.
Poobijany traciłeś momentami wzrok i nie mogłeś obserwować dokładnie całego zdarzenia. Kiedy przetarłeś oczy, zauważyłeś bezwładny korpus Czarnobrodego, pozbawiony głowy. Pozostałości jego skostniałej szyi były źródłem krwawego wodospadu, który właśnie zaczął wylewać swoje wody po całym pomieszczeniu. Alysia z kolei klęczała na ziemi i głośno szlochała.
- A ja mogę wciąż mogę pozbawić cię niewyparzonej gęby... - powiedziała.
Tymczasem na dole:
Ż. Art jak to przystało na niego, postanowił wybrać się do więzienia. Choć wcześniej uciekł stąd jak najdalej, postanowił sprawdzić co tam u jego starych znajomych.
I wtedy też padł na ziemię. Nieliczni do tej pory raczą twierdzić, że spadła na niego jakaś głowa przebita mieczem... niezbyt ładna, mimo pirackiej czapki... ach.. no i był też jeden mały szczegół.. miała wielką czarną brodę.
Tracisz 2 życia, twoją rolę przejmuje Czarnoksiężnik.
Czarnoksiężnik:
Ż. Art:

Olexo2:

Autor8:
AdamZet27:

Czarny:
Chwilę później jakimś cudem wygrzebałeś się spod gruzu. Praktycznie od razu doskoczyła do ciebie Alysia. Szukając pocieszenia, objęła cię swoimi delikatnymi ramionami i zaczęła wylewać swoje wszystkie żale.
- tak.. bardzo się bałam...

