Czarnoksiężnik nerwowo pociągnął za swój krawat i urósł do rozmiaru kilku metrów, po czym podszedł do Strażnika.
Rzeczywiście, jego plan był dobry, ale niestety, nie przewidywał wystąpienia elementu zaskoczenia. Gołąb spojrzał na niego ze zdezorientowaniem, a po chwili stwierdził coś, czego nikt nie mógłby się spodziewać.
- Gruu Gruu Gruuu.
Nietoperz pociągnął za swój krawat po raz kolejny i tym samym powrócił do pierwotnych rozmiarów. Po fakcie dołączył do Doktora, próbującego za wszelką cenę pocałować Dawida.
- CZARNY TY TY... Ty....
- Dawidku, chodź tu... - stwierdził.
- Dawidku?! - oburzył się Dove.
- No, Dawidku. Od lat czułem, że powinno być coś między nami. To uczucie jest naprawdę...
- Większe od nas samych! - dopowiedział Doktor.
- Ale kurde, jełopy, ja hetero jestem, lubię tylko grzeczne dziewczynki... te niegrzeczne też... a wy to co...
- Musisz być nowoczesny!
- Nowoczesny jak ja! - stwierdził Doktor, posyłając w biegu kilka buziaków w stronę Dawida.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale bardzo mi przykro, że nikt do tej pory mnie nie zauważył. Kilka miesięcy temu, byłem jeszcze wszędzie, a teraz... Teraz to ja proszę państwa, czuję się oszukany. Przedstawię się więc. Mam na imię Ryszard i zgodnie z panującym wszędzie przekonaniem, iż wszystkie Ryśki to fajne chłopaki, ja również jestem fajny.
Także prosiłbym o chwilę uwagi. - stwierdził milczący do tej pory jeździec.
Za kilka lat zamierzam kolejny raz kandydować na fotel prezydenta i liczę na wasze pop... - tu przerwał.
W stronę Ryszarda uderzył potężny strumień wody, który w sposób dość brutalny, zrzucił go z... niecodziennego wierzchowca.
To była April. Różowłosa bohaterka strzeliła w przeciwnika ze swojego działa i sprawiła tym samym, że jeździec znalazł się na drugim końcu pomieszczenia.
Pobudziła tym jego towarzysza z głową psa.
- Wow. April taka silna. Wow. Kto by pomyślał. Uszanowanko, Soczek. Szoczek znaczy. Pieseu taki nieporadny. Tak bardzo. Heheszki.
- Czym... Ty... jesteś?
- Tak bardzo Pieseu, Uszanowanko. Ryszard taki biedny, wiedziałem że przegra. Hasztag Niespodzianka, No nie. Nie wierze. Wow.
April przełknęła ślinę i przymrużyła oczy.
- Różowe włosy tak bardzo niemodne. Wow. April przełyka śline. Wow. Nie pomyślałbym o tym. Ja też tak chce. Wow. Nie może być. Tak bardzo mrugu mrugu. Grumor bardziej silny. Wow zaraz ją zakocha. Wow, nie mogę się doczekać. Hasztag Ferst Dejt.
- Grumor? Masz na myśli tego...?
- Grumor tak bardzo gołomp, bóg miłości niewyżyty wow. Takie przyjemne. Czeka na oklaski. Wow, uszanowanko to nie mówi. Woli Gruu Gruu wow Gruu.
Dziewczyna nerwowo chwyciła za miotacz wody i go przeładowała. Gdy Grumor zbliżył się w jej stronę, wycelowała w niego i pociągnęła szybko za spust.
Gołąb momentalnie się zdematerializował, a wystrzelony strumień wody uderzył w jedną ze ścian pokoju.
Nim April się zorientowała, Grumor stał już za nią i uraczył ją swoją ulubioną sekwencją wyrazów.
- Wow, Kto by pomyślał. Szok i niedowierzanie. April się zakochała. Oho, ale się porobiło. Ty czekaj czemu ja mówię jak Autor wow. Pieseu taki nieporadny. Hohoh. Wow
Pies, choć mówił chaotycznie jak niejeden z narratorów, albo przynajmniej głos z Deus Ex Machina, miał tym razem rację.
Dziewczyna zaczęła pałać wielkim uczuciem do leżącego na ziemi Ryszarda.
- Panienko, co panienka wyczynia? Ja żonaty jestem!
- Nie przeszkadza mi to. Naprawdę. Zawsze interesowali mnie politycy...
- Może chociaż zmienimy otoczenie? Przez panią zrobiło się tu bardzo mokro.
- I tak będzie mokro! Ja widziałem tego typu rzeczy na takich różnych filmach no i ja wiem jak to się skończy! - stwierdził wciąż uciekający Dawid.
- Ona zostanie na tratwie, a Ty, choćbyś nawet mógł na nią wejść... i tak się utopisz! - dorzucił chwilę później. Kogut zaintrygowany swoim wyszukanym żartem, uśmiechnął się na duchu i pewny siebie, wciąż unikał napastowań swoich przyjaciół. Sęk jednak w tym, że w pewnym momencie stracił nad tym wszystkim kontrolę. Potknął się o leżący na ziemi kamień i momentalnie się przewrócił. Nie minęła chwila, a ujrzał stojących nad nim Doktora i Czarnoksiężnika.
- Oho. Wow. No nie wierze. - odezwał się w tym momencie Pieseu. - Będzie pikantnie. Hasztag Kamień z Napisem Love, Wow. Nawet bardzo. Wow. Dawid jest w takich tarapatach. Wow, Taki biedny, Wow, Czy ktoś jeszcze mówi wow do niego Dawid? Wow.
- Doc, mam plan. Weź miotacz materii i pozbaw go wszystkich kończyn. Wtedy już nam nie ucieknie. - zaproponował Czarnoksiężnik.
- Ej, ale to ja kocham Dawida, a nie Ty. - odburknął mu kret w garniturze.
- Jak to...?! - oburzył się Czarny.
Między dwoma panami rozpętała się niemała bójka.
Grumor uśmiechnął się w psychopatyczny sposób.
Podszedł do mnie mnie i Nestardiela, tkwiących wciąż w pocałunku i kolejny raz powiedział swoje charaterystyczne " Gruu Gruu Gruuu".
Nasze buziaki stawały się coraz bardziej namiętne.
- To naprawdę najpiękniejszy dzień w moim życiu... Ale... myślę, że powinniśmy już.... przestać. - stwierdził Nest.
- Nie, nie powinniśmy. Pozwólmy tej chwili trwać!!
- Nie, naprawdę. Opanuj się dziewczyno. - rzekł chłodnym tonem, a po chwili mnie odepchnął.
Bardzo się zdziwiłam. Wymiana pocałunków trwała tak długo i tak nagle... miała się zakończyć. Nie rozumiałam decyzji Nesta o zaprzestaniu tego co działo się do tej pory.
- Panie Gołomp, Najs Czraj, ale nie. Nie chcę w taki sposób.
Domyśliłem się, że to jakiś wirus. Wirus, który w chamski sposób wylatuje z pana dzioba i powoduje miłość. Ja w zasadzie od początku byłem zwolennikiem teorii, że miłość to nic innego jak choroba psychiczna, a nie żadna magia.
Przynajmniej ta miłość, którą pan oferuje... - uśmiechnął się.
- Gruu Gruu Gruu - stwierdził Grumor.
- Wow, Kto by pomyślał. Grumor taki nudny. Wow tak często to samo. Wowowow, nie powiedziałby nawet "uszanowanko". Wow. Cudzysłów. Kto by pomyślał. - dziwił się Pieseu.
Nestardiel rozejrzał się po pomieszczeniu. Spojrzał w stronę April, zdzierającej pelerynę z Ryszarda. Mizerna dziewczyna robiła to jednak bardzo wolno i nieefektywnie. Jej moc przejawiała się tylko w używaniu ataków dystansowych, a nie jak większości nas - ataków mieczami, czy innym dziadostwem, mogącym przedziurawić z bardzo bliskiej odległości. Nie mogła tym samym wzbić się na fizyczne wyżyny, gdyż nie miała ku temu odpowiednich warunków.
Czarnoksiężnik i Doktor bili się o serce swojego ukochanego. Pojedynek wyglądał na wyrównany, raz górą była jedna ze stron, a raz druga. Żadna nie mogła stać się jednak jakimś stałym dominatorem, który mógłby rozstrzygnąć spór.
Dove najprawdopodobniej z tych emocji zemdlał, gdyż leżał na ziemi, i choć znajdował się w trudnej sytuacji, nie myślał przy tym o żadnym sposobie ucieczki.
- No co za jełop... - wymamrotał Nest.
- Gruu Gruu Gruu. - odpowiedział mu Grumor.
- Panie Grumor, ja panu pokażę co myślę o pana sztuczkach.
- Gruu Gruu Gruu? - dziwił się gołąb.
Nestardiel odwrócił się i spojrzał na moją twarz. Była cała we łzach. Dlaczego? Bo ja wiem... To pewnie przez tego wirusa... Na pewno nie było mi smutno z powodu odrzucenia!!!!
Lord psychodelii ku zdziwieniu Grumora, przyciągnął mnie do siebie. Pogładził mnie delikatnie po włosach, po czym krótko spojrzał w stronę siewcy miłosnego wirusa.
- Przejrzałem Cię. To co rozsiewasz, powoduje, że osoby, które nie czują nic do siebie, nagle zaczynają czuć... Nie sądzę, że Czarny mógłby nagle pokochać Dawida, a Doktor... on jest strasznym psychopatą, ale myślę że nie aż takim by poczuć coś do tego jełopa. Myszka z kolei jest dziewczyną z zasadami i nie uważam, że kiedykolwiek miała chłopaka. Eheheheh.
- Gruu Gruu Gruu Gggru!
- A moja Lily... Cóż... Nie sądzę, że mogłaby kiedykolwiek coś do mnie poczuć. Wyrządziłem jej wystarczająco dużo złego i... choć mam spore nadzieje, na jakiekolwiek, choć najmniejsze szanse... To zrozumiem, jeśli ostatecznie mnie odrzuci.
Pocałowałem ją, bo nie mogłem jej odrzucić. Nie chciałem, żeby poczuła się rozczarowana, nie chciałem żeby za sprawą Twojego wirusa, łamiącego serca, była smutna. I powiem Ci nawet więcej... Patrząc teraz na jej płaczącą buźkę, jestem już w pełni przekonany do tego, co chcę zrobić.
- Gggggrrrruu! Ggrrruuu grrurugurugrugrugu!
I stało się. Nest mnie pocałował. Zrobił to jak prawdziwy rycerz, który oparłszy się złowrogiej mocy przeciwnika, zatrzymał pokusę i pokazał jej gdzie pieprz rośnie.
Grumor zobaczywszy całą sytuację, rozpadł się na setki małych kawałeczków, a po chwili rozpłynął się w powietrzu, wstępując do nicości.
Czarnoksiężnik i Doktor przestali się ze sobą bić, a April... cóż, jak na nią przystało, szybko przystąpiła do niekonwencjonalnych sposobów realizacji swoich założeń i za pomocą jednej z tarcz, szybko przedzieliła ciało podróby Dullahana.
Razem z Ryszardem, zdematerializował się również Pieseu.
Dove momentalnie się przebudził. Kiedy jednak ujrzał stojących przed nim niedoszłych adoratorów, szybko się otrząsnął i wznowił swoją paniczną ucieczkę w nieznanym kierunku.
A ja cóż, tym razem bez uroku, odwzajemniłam starania Nestardiela.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się.
- Lily... Musisz coś wiedzieć.
- Cóż takiego? - zapytałam, chcąc usłyszeć zakłopotanie.
- Chciałem powiedzieć, że... że...
- WEŹCIE ODE MNIE TYCH ZBOCZEŃCÓW! ONI CHCĄ MI ZROBIĆ NO TEGO WIECIE! - wykrzyczał w tym momencie Dove. Przerażony kogut ku zdziwieniu wszystkich przybiegł do nas i skrył się za plecami Nesta.
Lord Psychodelii pochylił się i skrył twarz w dłoniach.
- Dawid, Chyba zepsułeś mu najważniejszy moment w życiu. - stwierdziłam.
- a, to sorry. Ale oni mnie gon... - Kogut spojrzał w stronę Czarnoksiężnika i Doktora. Kiedy jednak zorientował się, że wszystko jest w porządku, zrobiło mu się głupio. - Ttaak... sorry...
Dove kilka chwil później wyszedł ze swojej kryjówki i oddalił się w stronę April, wciąż nieufnie spoglądając w stronę swoich nie tak dawnych adoratorów.
Spoglądałam na wybitego z równowagi Nesta, który nie wytrzymał presji i niczym mały dzieciak, zaczął szlochać.
- Tee, On serio się zmienił. - wymamrotał Dove, zmierzając w stronę April.
Po kilku chwilach patrzenia na ten... rozczulający widok... zrobiło mi się przykro. Postanowiłam jakoś zareagować.
- Kocham Cię, wiesz?
- COOOO?! - wykrzyczał zdezorientowany Czarnoksiężnik
- ALE ŻE CO PROSZĘ?! TEGO TO NAWET JA NIE PRZEWIDZIAŁEM - stwierdził Doktor.
- LILY, MASZ GORĄCZKĘ?! - zdziwił się Dawid. Kogut wciąż nie doszedł do April.
Nestardiel powstał na równe nogi i jeszcze raz na mnie spojrzał. Był tym razem cały zaczerwieniony, a z jego oczu zaczęły delikatnie sączyć się łzy.
- Naprawdę?
- Przecież nie zamierzam zostać starą panną. - uśmiechnęłam się. - Widzę jak się starasz i jak bardzo Ci to nie wychodzi... To takie słodkie... Widzę jak robisz z siebie totalnego idiotę, by tylko mi zaimponować. A poza tym... Jedyny z czterech pozostających przy życiu mężczyzn, stojących jednocześnie po dobrej stronie mocy, coś do mnie czujesz. Bo chyba tak jest, prawda?
- Pr... prawda.
- Jak już któreś z nas zostanie nowym bogiem, wskrzesi wszystkich naszych przyjaciół i w tym Heavensiss... To jej się będziesz tłumaczył ze swoich grzechów. Ze mną już jesteś kwita.
- Lily... Naprawdę nie wiem co powiedzieć.
- No jak to co?! - oburzyła się w tym momencie April. - Powiedz to co chciałeś powiedzieć wcześniej, bo Lily poczuje się odrzucona! - poleciła.
Nestardiel nerwowo przełknął ślinę. Upokorzył się, ale zyskał tym samym trzeźwą poradę na temat tego co robić dalej.
- Lily... K... kocham Cię!
- Ja Ciebie też, głupku...
Noo i jak się można domyślić, jakże nieśmiała, ale w pewnym sensie też trochę miła rozmowa, zakończyła się kolejnym pocałunkiem. Chciałabym powiedzieć, że wkrótce miał miejsce huczny ślub i wszyscy żyli długo i szczęśliwie, ale nic z tych rzeczy... Ukończyliśmy dopiero 6 plansz.
***
- Ukończyliście dopiero 6 plansz...
- Ten głos ewidentnie mnie przedrzeźnia. - oburzyłam się, niczym jakiś czas temu Kretes102.
- Hehheheh. - zaśmiał się.
- Nie no... To jest już niemiłe.
- Przepraszamy, Lily i... jednocześnie gratulujemy... wam... wam wszystkim. Prosimy o zebranie przedmiotów z wygranej walki.
W tym wypadku jest to jeden przedmiot - Lasso Jeźdźca Pieseua.
- Dove - zaczął Nest. - Proszę, weź sobie to lasso i zrób wszystko, bym Cię na nim przypadkiem nie powiesił. Poza mną to właśnie Ty ucierpiałeś najbardziej ze wszystkich.
- JAK TO?! NO NIE! TO PO PROSTU SKANDAL. JA SIĘ NIE ZGADZAM. OBDŻEKSZYN SPRZECIW KURDE WYSOKI SĄDZIE. A ZRESZTĄ! MODEM JESTEM! ZBANUJĘ CIĘ NEST! - Czarny dostał nieopisanego ataku agresji.
- A przepraszam bardzo, kto chciał kogo za wszelką cenę pocałować? On Ciebie czy Ty jego?!
- ALE TO BYŁ WIRUS! JA BYŁEM PRZYMUSZONY! TO JEST NIE FAIR!
- Dobra, Czarny, nie bulwersuj już się tak. - stwierdził Dove. Kogut zbliżył się do nietoperza i wręczył mu lasso.
- Nie no... zatrzymaj je Dove... ja tylko tak...
- A, ok.
- Gratulacje! Przedmioty zostały przydzielone. Miło nam więc ogłosić, iż runda numer 6, została właśnie zakończona. Przed wami runda numer 7. Trzymajcie popędy w gotowości. 7 runda Deus Ex Machina... rozpoczyna się...
Fiolet, wszędzie fiolet... karty, strzały, opętańcze kr......