Od czego zacząć? Jakby ktoś nie wiedział: otaku nie byłam, nie jestem i najprawdopodobniej nigdy nie będę. ALE:
SERIAL, KTÓREGO WIDZICIE U GÓRY OKŁADKĘ, TO JEDNA Z NAJPIĘKNIEJSZYCH RZECZY W MOIM ŻYCIU.
I nie, to nie jest żart.
Zaczęło się - bardzo niewinnie zresztą - od kłótni pod pewnym filmikiem na YouTube. Ktoś, a dokładniej pewien hejter, stwierdził, że "chińskie bajki to ścierwo" (no dobrze, użył innych słów, ale znaczenie na pewno nie łagodniejsze, uwierzcie mi). A wiadomo, jak to z takimi komentarzami jest. Nigdy nie przejdą bez odpowiedzi; a więc dwaj otaku zaczęli wymieniać tytuły, które według nich zasługują na uwagę. Ja, jako kompletny laik z języka japońskiego ("watashi wa", "kawai" i „baka” to nie jest żadna wiedza, niestety), odpuściłam sobie nawet czytanie większości z tego... Czegoś, bo i tak pierwsze na oczy widziałam. Ale, ale, do czego zmierzam. Ci dwaj pokłócili się właśnie o Madokę. Jeden uznał, że warte obejrzenia, natomiast drugi - że wcale nieprawda. A ja, cóż, jako człowiek z natury ciekawy, postanowiłam sprawdzić o co chodzi.
Że niby różowa dziewczynka - czarodziejka jest fajna, da? Proszę was…
I tu taka porada ode mnie: odpuśćcie sobie te nieszczęsne intro, a przynajmniej nie nastawiajcie się zbytnio na coś podobnego. Jedno z największych oszustw, jakie widziałam. Serio. Chociaż w sumie, to cały ten serial jest jednym, wielkim oszustwem (w praktyce, w teorii to "nie, ależ skąd"), ale o tym za moment.
Anime zostało zaliczone jako: magia, psychologiczne, dramat i dreszczowiec.
Przede wszystkim, co muszę w tej animacji pochwalić - klimat. Powalający na kolana. Nie znajdziecie tutaj ŻADNYCH śmiesznych momentów (tutaj wszyscy przestają czytać), za to mnóstwo świetnej, wręcz idealnie pasującej muzyki. Zwykle nie ma tam śpiewanych kwestii, choć w pewnym odcinku w jednym momencie pojawiają się niemieckie wstawki (dlaczego nie japońskie? Nie mam pojęcia.) Przepiękne, dopracowane lokacje, jak zresztą zwykle bywa w anime. Sama kreska jest śliczna, przynajmniej moim zdaniem, ale dla tych, co nie są oswojeni z takim stylem rysowania może nieco kolec w oczy.
No i mnóstwo psychodelii, hah. Ale tego to już wam nie wyjaśnię…
Nie, to anime nie jest dla każdego, już pragnę uprzedzić. Podobno grupą docelową jest Seinen, co oznacza mniej więcej tyle, że przeznaczone jest dla starszych nastolatków i młodych mężczyzn. Dlaczego są tam kolorowe dziewczynki? Japonia.
Serial ma jedynie 12 odcinków, każdy po około 24 minuty, co łącznie wyniosło powyżej czterech godzin. Nie żałuję ani chwili nad tym spędzonej.
Fabuła, bezczelnie ukradziona z jakiejś stronki o anime:
Madoka Kaname prowadzi spokojne życie - ma dobrych przyjaciół i kochającą rodzinę, a w jej życiu nie dzieje się nic nadzwyczajnego. A przynajmniej do czasu, gdy pewnej nocy we śnie naszej bohaterki pojawia się nieznajoma, czarnowłosa dziewczyna, walcząca z ogromnym stworzeniem. Od obserwacji walki odciąga Madokę tajemniczy, biały lis i oznajmia, że może dać jej siłę, potrzebną do pokonania potwora, którego sam nazywa "wiedźmą". W tym momencie sen dziewczyny zostaje jednak przerwany. Nieco oszołomiona udaje się od szkoły, gdzie ku swojemu zaskoczeniu spotyka ową czarnowłosą nieznajomą. Przedstawia się ona jako Akemi Homura i okazuje się być nową uczennicą w klasie Madoki. Jak łatwo można przewidzieć, dziewczyna nie pojawiła się w życiu naszej bohaterki przypadkiem - już na początku ostrzega ją przed "dokonaniem złego wyboru" i "zmienianiem swej osobowości", po czym odchodzi, zostawiając Madokę zdezorientowaną. Gdy ta stwierdza, że nic dziwniejszego już jej nie spotka, na jej drodze staje drugi z sennych gości - biały lis o imieniu Kyuubey. Towarzyszy mu nieznajoma dziewczyna o blond włosach - Mami Tomoe. Ta tajemnicza dwójka składa Madoce i jej przyjaciółce Sayace propozycję - Kyuubey zobowiązuje się spełnić ich jedno, dowolne życzenie w zamian za pomoc Mami i innym czarodziejkom w walce z wiedźmami, które Madoka widziała w swoim śnie. Walka ta jednak nie będzie prosta - w czasie potyczek z wiedźmami czarodziejki w każdej chwili mogą stracić życie.
Ble, ble, nikt nie wytrzymał do końca, domyślam się. Acz jeśli dalej jesteście - brzmi tandetnie, prawda?
Żeby było jasne - nawet ja tak uważam (OPIS - KOLEJNE OSZUSTWO, JA CIĘ, JAK MOŻNA COŚ TAK ZAKŁAMAĆ!?).
Jednak, po tym wstępniaku, który jest w sumie pretekstem do całej akcji - robi się coraz ciekawiej. I nie, żadne "wiedźmy" czy "czarodziejki" nie są upchnięte na siłę. Wszystko jest bardzo, bardzo dobrze wytłumaczone, wręcz zszokowałam się złożonością fabuły.
Jednak, moja ulubiona część: postacie. Co prawda, mnie aż tak bardzo nie zachwycają (szczególnie Homura, ach, jak ja się na niej przejechałam, aż boli), acz lubię rozpisywać się na temat bohaterów, z którymi przeżyłam tyle przygód. A więc: lecimy!
Choć chwila, zanim zaczniemy: uwaga: dodaję nieco... Wypalające oczy (oszczędzę sobie słowo, którego zamierzałam użyć) już okładka wywołała w was nieprzyjemne emocje skopiujcie sobie to do worda i ustawcie na sam tekst. Oczywiście, jeżeli dalej tu jesteście.
Madoka Kaname
Jak łatwo było zgadnąć po tytule - główna bohaterka. Zasadniczo nieśmiała, bardzo dobrze wychowana, grzeczna, prawie idealna. Prawie, bo ma tendencję do użalania się nad sobą. "Nie mam talentów, nic nie umiem" i te pe i te de, aż człowiekowi się ciśnie na usta: "Raduj się, marny człowiecze, albowiem nikt tak jak ty nie umie narzekać na swoją niedolę!". Jej największym marzeniem jest pomoc ludziom. Ambitne, nie powiem. Mimo wszystko, nie jest taka pewna swojego życzenia, a raczej, czy chce je wypowiadać.
Sayaka Miki
Ją jakoś najmniej rozumiałam. Po prostu. Podobnie jak swoja najlepsza przyjaciółka, Madoka, lubi mówić, jak jej niedobrze, mimo wszystko, w porównaniu z nią, nie jest w tym nawet w połowie tak dobra. (W tym wypadku) mówi się "fajnie". Zakochała się w genialnym skrzypku - to dzięki niemu pokochała muzykę klasyczną (która nijak nie pasuje do jej charakteru, hah) i nawet, kiedy on ma wypadek Sayaka ciągle przy nim pozostaje. Dziewczyna ma ambicję być oddana ludziom, nie sobie i ze swoich działań nigdy nie czerpie profitów. Bardzo szlachetne, prawda?
Mami Tomoe
Moja osobista ulubienica (wiem, przewidywalna jestem, do bólu nawet). Jest o rok starsza od Madoki i Sayaki. Dosyć poważna, acz pogodna. Czasami nie do końca panuje nad sobą i swoimi emocjami. Nie ma żadnej bliższej rodziny. Potrafi wytrzasnąć filiżankę herbaty znikąd. Chciała, aby Madoka zażyczyła sobie tortu, ale najprawdopodobniej zaraz tego pożałowała. Możliwe, że jej charakterystycznym i najsilniejszym zaklęciem jest „Trio Finale”.
Kyoko Sakura

Co się pierwsze u niej rzuca w oczy: BEZ PRZERWY COŚ JE. Może nawet walczyć z wiedźmą, w czasie tego trzymając coś w ustach. Początkowo myślałam, że to ma być czymś lekkim, żeby choć na chwilę oderwać się od klimatu... No ale. W tym jest więcej sensu i emocji niż myślicie. Poza tym: dosyć cięta i mocna w gębie. Jako jedyna nie stara się być super-ekstra poprawna, ma charyzmę i odwagę. Najprawdopodobniej nie chodzi do szkoły. Zawsze, jeśli coś robi, to robi to tylko i wyłącznie dla siebie, chyba, że dzieli się jedzeniem. [Przez nią jedzenie jabłek nigdy nie będzie takie same. Akurat po TYM odcinku mama mnie zawołała na jabłka. A potem doszło do wyrzucania ogryzki... Niech to licho.]
Homura Akemi
TAK. Specjalnie zostawiłam ją na końcu. Najbardziej tajemnicza postać. Podobno jest po dobrej stronie, ale według Mami jest nieco inaczej. Zresztą, sama sprawia takie wrażenie. Przyznam szczerze, że wolałam ją taką tajemniczą, bez emocji, robiąca i mówiąca tylko to, co ma zrobić i chowającą się do cienia. Po prostu historia tej postaci mnie rozczarowała (nie lubię takich typów, bardzo, ugh). Ciężko powiedzieć coś o niej więcej, żeby nie zaspoilerować (choć i tak wiem, że nie będziecie tego oglądać xD). [O dziwo przez cały czas wyglądem i tonem głosu przypominała mi Octavię (http://th05.deviantart.net/fs71/PRE/f/2 ... 60zeuc.png) z "My Little Pony" (wiem, jestem dziwna xD).]
No i wstydem byłoby nie wspomnieć o nim:
Kyubey
Dziad. Nie lubię go. Oziębłe stworzenie bez uczuć. Zmienia minę jedynie podczas jedzenia. Nie pochodzi z Ziemi (kto by się spodziewał). Często przekonuje do zawarcia kontraktu. Uważa, że marzenia ludzi są błędami, ale ciągle obiecuje cuda (które o dziwo, istnieją). Wydaje się niegroźny, ale czasami potrafi zadać ból wykorzystując magię. Dziwnym trafem przypomina naszych ukochanych urzędników (i to nie żart, to coś umie dopiąć swego twoim kosztem, a ty jeszcze uznasz to za jedno z największych szczęść, jakie mogły cię spotkać).
No i to w sumie na tyle. Jest jeszcze mnóstwo antagonistów, niektórzy są bardzo ważni dla fabuły (w wersji, którą oglądałam ich imiona są nawet przetłumaczone, i o ile pierwsze uważam za naprawdę bardzo kreatywnie brzmiące w języku polskim, bo trafne i podobne do oryginału, to jednak drugie było zaskakująco… Mylące. Myślałam, że to jakieś określenie, a tu proszę xD).
Na zakończenie daję jeszcze wspaniały ending:
[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=YByj8YgVLYw[/youtube]
Zapewne was nie zachęciłam, komentarzy to nawet się nie spodziewam xD, ale odczuwałam palącą potrzebę podzielenia się z kimkolwiek tym cudem.
Dla mnie to było raczej anime w formie ciekawostki, na tyle razy ile podchodziłam do japońskich produkcji, jedno to naprawdę mało i nie zamierzam w najbliższym czasie próbować szukać diamentu pośród węgla.
Ale ciągle zastanawia mnie tylko jedna rzecz: dlaczego, gdy widzę drugie wcielenie Ciasta (tak, tak właśnie ją nazwę, żeby nie było, że spoileruję) mam okropne deja vu i dałabym głowę że gdzieś ją już widziałam, a co więcej, że widziałam ją w jakiejś starej kreskówce Cartoon Network?





































