8797 znaków. W sumie wychodzi 100655. Granica przekroczona!
Rozdział 10
Wielki powrót
22.11.2014 (c.d.)
O'Gryzek spojrzał w bezdenną otchłań, w którą runął jego przeciwnik. Nagle usłyszał nad swoją głową uderzenia piorunów, a zza pleców, od strony korytarza szum wody. Na śmierć zapomnieli o burzy, szalejącej na zewnątrz!
-Musimy uciekać. - powiedział. - Wkrótce burza zatopi wyspę... a wraz z nią Wodę Życia.
-Ale... jak mamy uciec? Przecież nasze statki nie przedrą się przez falę... - zauważył Reksio.
-Jeden się przedrze. - kapitan spokojnie podniósł dziennik pokładowy Nautilusa, który wypadł Owodcy przed upadkiem, i przewrócił kilka stron. - Jeśli zwodujemy Nautilusa, to będziemy mogli zejść pod wodę i przez podwodne tunele powrócić do domu.
-Nie uda nam się go zwodować na czas.
-Nie w sześciu... ale jeśli my wam pomożemy...
W tym samym momencie strop komnaty nie wytrzymał naporu wody i runął, zalewając jaskinię hektolitrami deszczówki. Jednocześnie z korytarza wytrysnął strumień zimnej wody, przewracając Kretesa i zmywając go w kierunku przepaści.
-Ratunku! - wrzasnął komandor, próbując walczyć z prądem. - Ja nie chcę umierać!
Janusz rzucił się za nim i chwycił za furto na karku, jednak w efekcie obaj runęli w dół wraz ze strumieniem wody. Jednak piratowi nie raz już zdarzały się upadki z dużej wysokości i zwykle wychodził z nich cało. Obrócił się w powietrzu nogami w dół po czym rozłożył ręce, szukając dobrego chwytu. Wreszcie uchwycił się pary żeber skalnych, musiał jednak puścić Kretesa. Kret na szczęście pomimo lęku wysokości nie spanikował i także znalazł skalną półkę, chwycił się krawędzi i wgramolił na nią. Po chwili z góry zsunęła się lina, zrzucona przez Kaszalota.
Po chwili komandor i pirat stanęli na pewnym gruncie. Jednak nasi bohaterowie spojrzeli teraz w oblicze zdecydowanie większego niebezpieczeństwa: oto kolejne fragmenty skały nie wytrzymywały naporu wody i uderzeń piorunów i spadały. Nie pozostawało nic innego, jak uciekać... jednak wejście do jaskini ponownie było zasypane.
O'Gryzek spojrzał w górę, na coraz liczniejsze otwory w skale.
-Jeśli się tam dostaniemy...
-...To zginiemy od piorunów. Nie mam zamiaru!... - zaczął krytykować pomysł Kretes.
-To jedyny sposób. - odpowiedział kapitan. - Janusz, będziesz w stanie tam wejść i spuścić nam linę?
-Nic z tego. - odrzekł szczur, dotknąwszy zaledwie ściany. - Ściana jest zbyt śliska, nie ma szans, by tam wejść. Chyba... chyba, że staniemy sobie eden drugiemu na ramionach...
Tak więc po chwili na środku sali stanęła żywa drabina, stworzona z najsilniejszych i najlżejszych szczurów w całej załodze "Niepogryzionego". Po tej solidnej, choć nieco drżącej konstrukcji Janusz ostrożnie wspiął się na górę i zrzucił linę.
Teraz dopiero dostrzegli prawdziwie niszczycielską moc starokretońskich pułapek: wszystkie drzewa były połamane, kilka górskich szczytów strzaskanych. Wyspa była już w sporej części zalana.
Biegiem ruszyli w kierunku Nautilusa. Pioruny biły, poziom wody stale się podnosił. Zdawało się już, że zginą, ale...
Udało się! Łódź podwodna leżała przed nimi na boku niczym olbrzymia ryba wyrzucona na brzeg. Wzburzone morze zmyło z niej wodorosty, ukazując całe piękno biało-pomarańczowego okrętu. Ale nie było czasu na zachwyty: musieli zwodować statek, zanim tu zginą.
W pobliżu brzegu dryfował "Kretanic". Najwidoczniej porwały go fale albo strumienie deszczowej wody i zniosły do morza, gdzie jakimś magicznym sposobem, zwanym dalej (nie)logiką opowiadań, podniósł się z boku, na którym leżał, i pływał teraz w pełnej gotowości do startu. Ale nie mogli na nim zabrać wszystkich, zresztą nie przedrze się przez zabezpieczenia... może jednak pomóc zwodować Nautilusa!
Kogut odważnie wkroczył do wody i wskoczył na pokład statku. Chwycił linę rzuconą mu przez Reksia z Nautilusa i owinął dookoła spychu, pełniącego funkcję pokładu i uruchomił silnik odrzutowy. Lina natychmiast się naprężyła, a "Kretanic" zwolnił. Jednak powoli, centymetr za centymetrem, oddalał się od brzegu, ciągnąć za sobą Nautilusa pchanego z brzegu przez piratów...
Wreszcie okręt stanął w pełnej gotowości do działania. W tym samym jednak momencie fala-pułapka ponownie ruszyła w kierunku "Kretanica", porywając go i wyrzucając do wody Koguta Wynalazcę.
-O w mordę... - powiedział Reksio, który stał już w sterowni Nautilusa obok Kretesa. - Kretesie, szybko, zanurzaj się!
Kret natychmiast wykonał polecenie... zanurzył się pod ster, nakrywając głowę łapkami. Fala uderzyła w Nautilusa, obracając go dookoła, ale nie wyrzuciła go z powrotem na brzeg. Kogut wygramolił się z wody i wszedł do wnętrza łodzi wraz z piratami.
-Kre-Kre-Kretesie, uuumiesz ty-ty-tym kie-kierować, pra-prawda? - spytał.
-Czy umiem? Kapitan Nemo przez kilka miesięcy uczył mnie sterowania tym złomem. Potrafię kierować nim z zamkniętymi oczyma! - przekręcił kluczyk w stacyjce, poczekał, aż głośny i niestłumiony niczym warkot silnika oznajmił mu, że śruba została oczyszczona z wodorostów, po czym zakręcił sterem, ustawiając statek frontem do morza, i wcisnął pedał gazu. Nautilus pomknął do przodu z maksymalną prędkością 24 węzłów. Po chwili ujrzeli kolejną falę, wzbierającą przed nimi. Komandor spokojnie pchnął ster głębokości i zanurzył łódź. Fala przeszła nad nimi, po czym kret ponownie wynurzył statek i obrócił tak, by mogli ujrzeć wyspę.
Burza kończyła już dzieło zniszczenia: masyw górski na środku z trzaskiem i hukiem runął w dół, do wody. Po chwili cała wyspa poszła jego śladem i zapadła się w otchłani morskiej. Dopiero teraz też zwrócili uwagę, że lina wytrzymała i "Kretanic" dalej ciągnie się za okrętem. Nie mając już nic więcej do roboty w tym miejscu, Kretes ponownie odwrócił i zanurzył statek, po czym wyciągnął dziennik i przyjrzał się pozostawionej przez kapitana mapie podwodnych korytarzy.
Nie zauważył jednak jednego szczegółu. Był nim cień niskiej, ptasiej postaci z pałaszem w skrzydle, przyglądającej się odpływającemu statkowi ze skałki, pozostałej po wyspie...
***
23.11.2014
Po całym dniu podmorskiej żeglugi, której dystans nie wyniósł wprawdzie 20000 mil, ale mimo to była bardzo ekscytująca, dotarli wreszcie do "Niepogryzionego" przycumowanego przy brzegu archipelagu. Po krótkim, ale wylewnym pożegnaniu piraci opuścili pokład łodzi podwodnej, wrócili na swój okręt i odpłynęli w sobie tylko znanym kierunku.
-Ech... i koniec kolejnej przygody. Szkoda, że nie wzięliśmy sobie trochę tej cudownej wody... co, Reksiu? - spytał Kretes.
-Nie. Żyć całą wieczność? Zdecydowanie za długo. Zresztą, jej moc utrzymywała się tylko na terenie wyspy. Nie dałaby nam wiele.
-Ale mimo to odkryliśmy jedną z najbardziej pożądanych legendarnych substancji... jest z czego być dumnym, co?
-Jest.
-Dłu-długggo będdddziecie ta-tak roooozmawiać, ccczy mo-może wró-wrócimy juuuuuuż do do-do-do-domu? - spytał nagle Korneliusz.
-O matku! - dopiero teraz Kretes przypomniał sobie o pewnym palącym problemie. - Nie było nas w domu.... - policzył szybko. - 19 dni! Przez ten czas ci szaleńcy z dołu zdążyli już z pięć razy obrócić moją przytulną norkę w ruinę! - po tych słowach ruszył biegiem do sterowni i z maksymalną prędkością pognał do przodu, przewracając prawie swoich towarzyszy zgromadzonych na kiosku*.
***
Płynęli przez dobre dwie godziny, nim ich oczom ukazała się niespodziewana przeszkoda - naprzeciw Nautilusowi płynęła "Mest' Tsarya Vladimira". Na jej pokładzie stali ci z żołnierzy, którym kazano pilnować statku, podczas gdy Owodca z resztą popłynęli szukać Wody Życia.
Zderzenie było nieuniknione, zresztą nasi bohaterowie nie próbowali go uniknąć. Wreszcie znaleźli się w zasięgu głosu.
Jeden z żołnierzy przechylił się przez burtę i krzyknął:
-Kto to płynie!? Jakieś wieści od generała Owodcy?
-Generał nie żyje! - odkrzyknął Reksio.
Wiadomość ta wstrząsnęła żołnierzami: ich kochany dowódca... martwy...
Rosjanie naradzali się chwilę, po czym ponownie jeden z nich przechylił się przez burtę.
-Skoro generał nie żyje... nasza misja zakończona. Składamy broń. - po tych słowach żołnierze po kolei zrzucali swoją broń na pokład Nautilusa, czekając na wyrok.
-Kurcze, no... - powiedział Kretes. - Eee... wasze zbrodnie wam darujemy, możecie ponownie wziąć broń.
***
Vladimir Szczurin spojrzał z niedowierzaniem na siedzącego przed nim żołnierza.
-Jak to "nie żyje"?
-Otrzymaliśmy wiadomość z wyspy, że generał Owodca zginął. Od tego momentu zaginął też wszelki słuch, o żołnierzach, którzy wraz z nim popłynęli na tą przeklętą wyspę.
-To niemożliwe! - krzyknął Szczurin. - Ten żołnierz... on nie mógł zginąć. On nie może być martwy! Bez niego rosyjska armia nic nie znaczy. Nie pozwalam mu być martwym...
-Twoje życzenie może się spełnić... - usłyszał nagle głos z nad sufitu.
Epilog
29.11.2014
"Kretanic" przybił wreszcie do przystani nad Wisłą pod Warszawą. Nautilus niestety nie mógł wpłynąć do rzeki, toteż zmuszeni byli zostawić go w gdańskim porcie.
Samochód stał w tym samym miejscu, gdzie go zostawili przed dwudziestoma pięcioma dniami. Wkrótce już wjechali na podwórko.
-Nareszcie w domu! - Kretes wyskoczył z samochodu i czym prędzej pognał do swojej nory. Tymczasem reszta zajęła się wypakowywaniem auta. Nagle od strony domku Kretesa dał się słyszeć zduszony krzyk.
Wbiegłszy do środka, Reksio ujrzał Kretesa stojącego na najniższym stopniu drabiny prowadzącej do środka. Kret trzymał się za głowę i wrzeszczał wniebogłosy. Spojrzawszy mu przez ramię, pies szybo zrozumiał przyczynę krzyków.
Z norki znikły wszystkie krzesła. Na środku znajdowało się pogorzelisko, z którego wystawała jeszcze resztka oparcia. Obok w kałuży wody leżał wąż ogrodowy, pocięty na kawałki, zaś na ziemi dookoła niego wypisano koślawym pismem rymowankę: "Dziki Wonsz, dziki wcionsz, wenszy wcionsz, dziki Wonsz". Jeszcze dalej leżały szczątki żyrandola, obok zaś kowadło owinięte grubym i długim łańcuchem. Były to tylko przypuszczenia, ale Dzielny Pies uznał, że ktoś próbował powiesić kowadło na żyrandolu. Z wiadomym skutkiem.
-Forumowicze... - wyjąkał Kretes. - Gdzie ja odłożyłem moją siekierę...
-Grunt, że wróciliśmy do domu w jednym kawałku... - pocieszył go pies. - No, i nie zanosi się na żadną nową przygodę...
-
Jeszcze zobaczymy... - odpowiedział narrator.
Tym optymistycznym akcentem zakończmy przygody Reksia, Kretesa i ich towarzyszy poszukujących Fontanny Młodości. W przygodzie tej ukazali potęgę odwagi, poświęcenia i przyjaźni w opozycji do bezlitosnej i bezmyślnej siły. Pokazali...
Dobra. Starczy. Koniec.
Czy Owodca jednak przeżył?
Czy III WŚ jednak wybuchnie?
I czy jednak nie będzie to koniec przygód?
Tego dowiecie się z kontynuacji...
...Jeśli komuś będzie się ją chciało kiedyś napisać.
____________
*kiosk - platforma na szczycie okrętu podwodnego.