Na samym początku dodam, że nie jest moim interesem to czy dostaniecie się faktycznie do samego końca, czy też po drodze zeżre was jakiś wodny potwór. Ja jestem tylko i wyłącznie komentatorem i zmuszony jestem do wyjaśnienia wam zasad.
Tak więc wczytajcie się dokładnie bo nie lubię się powtarzać.

Ładna mapka, czyż nie? Zacznijmy może od początku.
Waszym celem będzie dostanie się ze swojego żałosnego rzecz jasna zamku do Zamku Króla Śmierci. Jest on na środku oznaczony nieszablonowym dosyć trójkątem, który uważnie was obserwuje przez swoje oko. Jest to Oko Króla Śmierci. Przejść przez nie może tylko osiem osób, czyli tak jak się już domyśleliście - dwie grupy. Przegrani pożegnają się z turniejem i ze smutkiem będą obserwować starania wygranych w następnych rundach.
Jak się poruszać?
A no, normalnie. Prosicie mnie o rzut kośćmi. Sęk w tym, że nie jestem zbyt ufny i pozwolę wam na jakikolwiek ruch, gdy wypadnie kość oznaczona sześcioma oczkami. Oczywiście, potrwa to tyle, że zdążą was już obejść i oblać dziesiąte i dwieście dziesiąte poty. O to przecież chodzi.
Jeśli wypadnie taka kość, czego oczywiście wam nie życzę, zostaniecie teleportowani na pierwsze ze swoich pól. Są one dokładnie zaznaczone takim samym kolorem, jakiego koloru są wasze zamki. Król jednak postanowił wszystko wam utrudnić, z czego się bardzo cieszę. Powiedział, że nie każdy rycerz będzie mógł się z nim spotkać. Godność do spotkania się z nim trzeba po prostu sobie wypracować, a dobrym sposobem na zrobienie tego, będzie okrążenie całej mapy pełnej niebezpieczeństw i innych takich.
Zacznijmy więc od początku. Widzicie ten piękny las? Tak, chodzi o to zielone coś. Jest on pełny rozbójników, zbójców i innych podobnych do nich narwańców, którzy na siłę będą chcieli wam utrudnić drogę. Niewygrane starcie ze zbójem kończy się powrotem do zamku. Żeby nie było zbyt łatwo, w lesie terroryzował będę was również ja. To tylko kwestia czasu, aż jakiś nędzny rycerz wpadnie pod moje rogi i pod nimi skona.
Zauważyliście też pewnie dziwne literki w tym całym lesie jak i na całej planszy. Ich zastosowania nie mogę wam jeszcze zdradzić, ale bądźcie pewni że jest ono losowe i kiedy nadepniecie na jedną z nich, będziecie w euforii zwycięstwa, będziecie zmuszeni do rozmowy z kimś szczególnym, albo po prostu będziecie tupać nogami ze zdenerwowania... Haaa.. Haaa. Tak.
Idźmy dalej.
Las z czasem przekształca się w polanę, a ona w rzekę. Jest ona dosyć płytka, więc możliwe będzie przejście przez nią nawet w bardzo ciężkiej zbroi. Problem tylko z tym czymś, co czai się na jej początku. Ta śliczna potworzyca ma na imię HaHarybda.
Niech was nie zwiedzie jej imię, mimo wszystko... nie ma poczucia humoru. Bardzo możliwe, że przy pierwszym spotkaniu będzie chciała was zjeść, więc najlepszym możliwym ruchem będzie ucieczka jak najdalej od niej. Możliwe również, że zlituje się nad wami i każe wam wykonać pewne bardzo trudne zadanie. Pytanie tylko... Czy jest sens?
No to dalej.
Jak widzicie, w rzece również pływają literki. Ich znaczenia też wam nie wyjawię, bo może ono być dobre, neutralne jak i złe. To już kwestia waszego szczęścia. Idąc dalej przez mapę będziecie mogli zauważyć nieco większą koleżankę HaHarybdy.
Chodzi o Smoczyllę. Jest ona duużo większa i jak pewnie zauważyliście, jest dużo dłuższa. Patroluje ona kilka przejść, które są rzecz jasna w jej zasięgu. To już od was zależy co zrobicie gdy wpadniecie w jej... nooo właśnie... szyję. Podobnie niebezpieczne jest również nadepnięcie na przycisk przypominający po części jajko. Nie zdradzę wam jego zastosowania, bo chcę mieć po prostu frajdę że jakiś życiowy nieudacznik w nie nadepnie.
Cóż... No to dalsza część Odysei.
Rzeka przekształca się w końcu w morze. I tu właśnie... MOŻE być większy problem. Pozostaje kwestia przeprawy przez nie.
Zgaduję rzecz jasna, że jesteście wyposażeni w jakieś okręty. Jeśli nie, to takie sobie zrobicie. To już nie mój problem.
Podczas waszego rejsu zaczną pojawiać się coraz to dziwniejsze rzeczy... wykrzykniki... pytajniki... i inne takie...
Bądźcie pewni: Nie wróżą one niczego dobrego więc uważajcie. Hah.. Co ja mówię? Nie uważajcie! Wpływajcie w nie! Ahahaha.
Ciekawostką jest również ten czarny bazgroł, który nieliczni żeglarze określają jako pożeracza statków. Waszą uwagę pewnie również przykuło to dziwne niebieskie coś... Jest to trąba wodna, czyli zjawisko bardzo popularne jak na Ocean Niespokojny.
Dalej...
Robiliście kiedyś jajecznicę? Albo przynajmniej ktoś wam ją kiedyś robił? Zgaduję że tak. W tej części trasy będziecie mogli poczuć się właśnie jak jajka na patelni. Polega ona na bieganiu po rozżarzonych jajkach. Jak pewnie domyślacie się, nie jest to zbyt ciekawe, a tym bardziej już w stalowej zbroi. Dodam również, że zbyt długie zwlekanie ze swoim ruchem i niezdecydowanie będzie niezbyt korzystne. Jajka od czasu do czasu mają skłonności do autodestrukcji. Jeśli nie chcecie więc pływać w rzece lawy i wiecznego ognia, będziecie musieli się szczególnie spieszyć w tym etapie gry.
Aby rzecz jasna jeszcze bardziej was zdemotywować, wkurzyć i sprawić, byście byli na krawędzi wyczerpania, czasami konieczne będą walki między poszczególnymi rycerzami. Wystarczy, że wdepniecie w kogoś, bądź ten ktoś stanie wam po prostu na drodze. Walki rozgrywać się będą na różnych lądach i konieczne będzie uważanie na poszczególne powiedzmy... niedogodności losu.
To tyle. Życzę wam wielu różnych niepowodzeń i wszystkiego co najgorsze w całym turnieju.





