Rozdział 4. Pierwsze tortury
Bohaterowie siedzieli nad łamigłówką cały dzień – czyli do 17.50.
- U matku! – krzyknął Kretes i zaczął poganiać przyjaciół. – No, ruchy, leniuchy.
- Sam się rusz – odburknęła Molly.
Bohaterowie zaczęli myśleć jeszcze intensywniej. Po dziesięciu minutach wybiła godzina osiemnasta i… nic się nie stało. Dziwne… A, nie, nagle coś zgrzytnęło, coś skrzypnęło upiornie, kapnęła kropla krwi… Powiedziałem kapnęła kropla krwi! O, tak lepiej. Hmmm, na czym to ja.. A, nagle pod bohaterami zapadła się ziemia i zaczęli spadać w mroczną czeluść. Spadali, spadali i spadali jeszcze głębiej. Powoli zaczynało ich to niepokoić. Ale niespodziewanie spadli na twardy grunt. Ziemia ponad nimi zasunęła się jak zasłona, z chrzęstem. Przed nimi stał… nie, nikt przed nimi nie stał. To jeszcze wzmogło grozę sytuacji. Tam, gdzie byli, było gorąco, jak w piekle. Bo to było piekło. Ściany były czerwone, z powodu krwi, która je pokrywała. Jak już mówiłem, przed bohaterami nie stał nikt. Ale za to za bohaterami stał Nikt, czyli ten dziwak, którego imienia na razie nie znamy, to znaczy, nie mogę wyjawić pod groźbą śmierci. Tak czy owak bohaterowie znaleźli się w diabolicznej sytuacji. Ja… Ojej, przepraszam! Tajemniczy kogut spuścił ich bowiem w tym momencie do oddzielnych komór. A więc przyjaciele mieli być torturowani oddzielnie…
- Reksiu! Reksiu! – krzyczała Kari Mata.
- Kari, Kari! – krzyczał Reksio.
- Molly! – krzyczał Kretes.
I tak każdy bohater krzyczał do swojego bliskiego, lecz bez skutku. T.K. (Tajemniczy Kogut) postanowił użyć najwymyślniejszych tortur. Na pierwszy ogień kazał Reksiowi bać się, Kari Macie oglądać horrory, Molly grać na Klaystation i jednocześnie kręcić korbą, Kretesowi zamiatać, Kogutowi Wynalazcy rozwalać wynalazki, a Kornelkowi wysiadywać, yyy… wysadzać Jaja Śmierdzi. Te pozornie niepozorne tortury były dla bohaterów nie do wytrzymania, gdyż jeśli On chciał by były straszne były nawet straszniejsze niż chciał. Poza tym tych czynności bohaterowie nienawidzili. Potem poszło już trochę boleśniej… Ponieważ jego ulubionym zajęciem było męczenie userów na Forum laleczkami voodoo, postanowił męczyć bohaterów tym sposobem. Przedtem musiał mieć oczywiście parę rzeczy należących do bohaterów. Po pobraniu krwi, sierści/piór/włosów (u Kretesa ostatnich), śliny i paru kilku innych rzeczy, o których nie mogę napisać, tak jak AM nie mogło pokazać przejścia Reksia przez tylnią część pragada, czyli przez jelita i jeszcze coś (xD HAHAHA!!!), T.K. pobrał jeszcze skrawki ubrania od Molly, Kari Maty Hari, Koguta W. i Kornelka. Włożył to wszystko w sześć bawełnianych skrawków materiału i zeszył białą, bawełnianą nitką na kształt bohaterów, zmniejszonych, ale jednak. W miejsce twarzy przykleił zdjęcia-portrety przyjaciół, a na brzuchach lalek wypisał ich imienia. Potem postawił cztery świece, odmówił jakieś zaklęcia i wbił igły w laleczki…
- AAAAAAAAA!!! – krzyknęli bohaterowie.
To musiało boleć. Następnie On wyjął igły z laleczek, gdyż wiedział, że bohaterowie go lubią, a jeśli go lubią i zrobi im coś złego za pomocą voodoo, klątwa obróci się przeciwko niemu. Teraz T.K. odczarował laleczki i wkleił bohaterowi głupie dialogi.
- Ble, błe, jestem baran, błe – mówił Kretes.
- Aaaa, nie umiem karate, jestem błe błe błe – gadała Kari Mata.
I tak każdy z bohaterów mówił jakieś głupie dialogi. Potem On zaserwował im głupie animacje, np. Reksio skakał na głowie, a Kretes pływał i tonął, i pływał, i tonął, itd.
Następnie po dłuuuugich, głupich animacjach przyszedł czas na Halloweenowy strachy.
Teraz T.K. umieścił bohaterów w jednej komorze i wokół bohaterów pojawiły się duchy, zjawy, dynie, stwory, nietoperze, wampiry i wilkołaki z zakrwawionymi kłami, zombie, itp., które latały i krążyły wokół spółki. Dodatkowo przez otwór, który wykonał On, padało światło Księżyca. Nagle Reksio zaczął sobie coś przypominać. Coś, a raczej swój sen z pierwszego rozdziału. Tak, te duchy, zjawy, stwory krążące wokół przyjaciół, zapadająca się ziemia… To wszystko było w śnie Reksio. Wszystko było, ale Jego nie było. A może Jego naprawdę nie ma? Może to wszystko ściema? Tak samo jak sen? Trzeba było to sprawdzić… Reksio pamiętał, że podczas wybuchu błękitno-niebieskiego wyzwoliła się olbrzymia ilość energii PSI i spadła na bohaterów. Trzeba było spróbować. Telepatia się udała, to może i elektrokineza? Reksio wycelował dłońmi w najbliższego stwora, wizualizował energię gromadzącą się w jego łapach i „strzelił” w zjawę. Ze stwora zaczęła kapać krew (wypita), a zaraz potem padł martwy. Tak! To działało!
- Reksio, wow! – krzyknął Kretes. – Gdzie ty się tego nauczyłeś?
- Wszyscy to umiemy! – wyjaśnił Reksio i już po chwili każdy trafiał zjawy elektro-kulą.
- Reksio, skąd ty to wiesz? – zapytał Kretes.
- Jaki zwierz? Zwierz nie zwierz? – zażartował Reksio. – Miałem sen…
- No, to-to-to fajnie, ko-ko-ko – zagdakali Kogut Wynalazca i Kornelek.
- Tylko teraz musimy się zastanowić, kto jednocześnie jest i go nie ma – kontynuował Reksio korzystając z chwilowej dezorientacji T.K.
- No jak to kto? Autor! – domyśliła się Kari Mata. – No a jak się nazywa autor?
- To oczywiście user o nicku dawid6! – tym razem Molly zgadła o co chodzi.
- AAAAAAAA!!! – wyjęczał On i zniknął.
- Tak, udało się! – krzyknęli przyjaciele.
Nagle ściany ich klatki rozstąpiły się, a zjawy, mary i potwory znikły. Jednak to wszystko wydawało się dziwnie dziwne, a za razem mroczne i straszne…
_______________________________
Czy ocena opka się podwyższy się, czy spadnie?
Czy Mroczny Kogut przegrał, czy jeszcze żyje?
Czy się wam ono spodoba?
Tego wszystkiego dowiemy się z Waszych komentarzy i następnej części mojego opowiadania pt.:… Nie, tego nie zdradzę. Tak samo jak poprzednich tytułów.
No i znów mały konkursik

Kto da najlepszą INNĄ, CIEKAWĄ nazwę T.K./Jego/dawida6 możliwą do wykorzystania.
Oceniać
